Polonia pamięta o Smoleńsku

Z s. Genowefą Potaczałą MChR, dyrektorką Polskiej Katolickiej Szkoły im.
św. Ferdynanda w Chicago, rozmawia Małgorzata Bochenek

Z okazji zbliżającej się rocznicy katastrofy smoleńskiej szkoła, którą
Siostra kieruje, otrzymała wyjątkowych patronów – parę prezydencką śp. Marię i
Lecha Kaczyńskich…

– Uroczystość nadania ich imienia naszej szkole odbyła się w rocznicę śmierci
Jana Pawła II, a zarazem w przeddzień pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej.
Z tej okazji dzieci i młodzież przygotowały m.in. prace artystyczne o Katyniu i
Smoleńsku, które zostały zaprezentowane na wystawie. Był też program
artystyczny.

Jak młodzież polonijna przyjęła 10 kwietnia 2010 r. informację o katastrofie
rządowego samolotu z prezydentem RP na pokładzie?

– Tragedia smoleńska poruszyła te wrażliwe struny i muszę przyznać, że nasza
młodzież zachowała się naprawdę godnie. W sobotę, 10 kwietnia, na rozpoczęcie
zajęć szkolnych (o godz. 9.00 rano – 7 godzin różnicy czasowej względem Polski)
zwołałam wszystkich na apel do szkolnej auli, kiedy tam weszłam, w sali
wypełnionej ponad sześciuset uczniami panowała kamienna cisza, to samo
powtórzyło się na drugiej zmianie, czyli o godz. 13.00 (szkoła pracuje na dwie
zmiany). Podczas apelu zostały odczytane słowa skierowane do naszej szkoły,
które miały być zamieszczone w księdze pamiątkowej z okazji 15-lecia istnienia
naszej placówki. W imieniu prezydenta RP napisał minister Mariusz Handzlik. List
ten dotarł dwa tygodnie przed katastrofą. Tego pamiętnego dnia, 10 kwietnia 2010
r., kiedy wszyscy byli jeszcze w szoku, a organizacje polonijne zaczynały myśleć
o formie uczczenia nieżyjących, absolwentka naszej szkoły Marta Klecha zebrała
grupę młodzieży przy naszej szkole poprzez SMS. Przynieśli znicze i zdjęcie
prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Nikt im tego nie nakazał ani nie sugerował,
przyszli sami. Do modlących się uczniów dołączyła s. Anna Strycharz MChR, razem
z nimi pojechała przed pomnik katyński, którego twórca Wojciech Seweryn zginął
również w Smoleńsku. Inne grupy także się tam gromadziły. Następnego dnia, w
niedzielę, wielu młodych ludzi przyszło do kościoła z polskimi flagami ze
znakami żałoby. Podobnie było podczas białego marszu 18 kwietnia.

Począwszy od 10 maja zeszłego roku, każdego 10. dnia miesiąca w intencji
ofiar katastrofy smoleńskiej w kościele św. Ferdynanda w Chicago sprawowana jest
Msza Święta. Jaki przebieg mają te patriotyczne spotkania?

– Inicjatorami tych patriotycznych Eucharystii orazwszelkich wystaw i spotkań im
towarzyszących jest Dariusz Olszewski, były działacz"SolidarnościWalczącej" oraz
wspomniana już s. Anna. Każdego 10. dnia miesiąca pół godziny przedMsząśw. koła
różańcoweodmawiają Różaniec w intencji Ojczyzny. Na Eucharystii gromadzą
sięprzedstawiciele organizacji polonijnych wraz z pocztami sztandarowymi,
uczestniczy w niej zazwyczaj około dwustu-trzystu osób z różnych stron Chicago.
Każdy otrzymuje pamiątkową kartkę okolicznościową, drukowaną specjalnie na każdy
miesiąc, tematycznie związaną z rocznicami wydarzeń historycznych. W
comiesięcznych Mszach św. stałymi uczestnikami są członkowie Stowarzyszenia
Weteranów Armii Polskiej w Ameryce z placówki nr 90. To najlepsze świadectwo
ciągłości walki o Ojczyznę i troski o nią.

Z młodzieżą polonijną pracuje Siostra blisko dziesięć lat. Jak wypada młoda
Polonia?

– Do Chicago przyjechałam w 2002 roku. Od tego czasu jestem związana z polskimi
szkołami sobotnimi, najpierw jako nauczycielka, a od czterech lat jako dyrektor
szkoły św. Ferdynanda. Mogłam się przekonać, jaką postawę reprezentuje młodzież
polonijna. To wspaniałe, młode osoby, dla których kraj pochodzenia rodziców jest
bardzo bliski. I choć większość z nich urodziła się już w Ameryce i język
angielski z pewnością zna lepiej niż rodzimy, to jednak wprost z dumą
podkreślają, że są Polakami mimo amerykańskiego obywatelstwa. Inni uważają się
za Amerykanów polskiego pochodzenia, ale bardzo podkreślają emocjonalny związek
z Polską i polskimi sprawami. Nie brakuje także tych, którzy mają kompleksy z
powodu swojego pochodzenia lub nie czują większego związku z krajem rodziców.
Jednak u większości jest coś, co można nazwać polską duszą, jakaś wrażliwa
struna, która pozwala się im identyfikować z Narodem Polskim, z jego
przeszłością i teraźniejszością.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj