Polityka przeczekania do wyborów

Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, członkiem Rady Polityki
Pieniężnej
i wykładowcą w Szkole Głównej Handlowej, rozmawia Paweł
Tunia

Mija pierwszy kwartał 2010 roku. Czy sytuacja gospodarcza kraju daje
podstawy do optymizmu?
– Mamy pewną stabilizację, jednak byłbym
ostrożny ze stwierdzeniem, że z kryzysu już wyszliśmy i weszliśmy na ścieżkę
wzrostu. Niepokoi dramatyczny stan finansów sektora publicznego. Przekroczyliśmy
50-procentowy próg ostrożnościowy zadłużenia tego sektora. Jego przekroczenie
zobowiązuje rząd do niepowiększania deficytu budżetowego w roku następnym.
Zbliżamy się szybkimi krokami do konstytucyjnej dopuszczalnej granicy zadłużenia
sektora publicznego, a więc 60 procent PKB. Powiększają się też deficyty
samorządów. Realizują one ambitne przedsięwzięcia infrastrukturalne ze środków
unijnych i zadłużają się, ale w wyniku zastoju słabną ich dochody własne.
Samorządy mają także udziały w dochodach budżetu centralnego, jeśli jednak
dochody tego budżetu nie będą realizowane na planowanym poziomie, to i subwencje
dla samorządów spadną i powiększą się ich deficyty. A nie widać działań
zmierzających do ograniczenia deficytu budżetowego. Rząd prowadzi politykę
przeczekania do wyborów i unikania trudnych rozwiązań.

Inflacja wydaje się na ustabilizowanym poziomie.

Inflacja jest pod kontrolą. Ma tendencje do osłabienia, co jest zjawiskiem
pozytywnym. Ale wynika to ze spadku popytu krajowego, czyli konsumpcji
społeczeństwa. Jeśli przyjrzymy się strukturze wzrostu PKB, to dochody
społeczeństwa rosną bardzo wolno, nawet wolniej w stosunku do tego, ile wynosi
inflacja. Oznacza to, że w ujęciu realnym dochody te nie rosną. Według
najnowszych danych bardzo słaby jest przyrost sprzedaży detalicznej, co jest
bardzo niepokojącym zjawiskiem. Świadczy to nie tylko o słabnącym przyroście
konsumpcji społeczeństwa, ale źle rokuje także dla dochodów podatkowych państwa.
Pamiętajmy, że ważnym źródłem wpływów podatkowych państwa są dochody z podatku
VAT, które zależą od wielkości sprzedaży detalicznej. Podatek ten jest elementem
ceny sprzedawanego towaru. Im niższa sprzedaż detaliczna, tym mniejsze wpływy z
podatku VAT. To powiększa deficyt sektora finansów publicznych.

Dostrzega Pan jakieś bodźce rynkowe, które zwiększą przyrost PKB w
tym roku, co zapowiada rząd?
– Na razie głównym czynnikiem wzrostu
PKB jest eksport netto, ale w wyniku aprecjacji kursu złotego te wyniki się
pogorszą. Aprecjacja wpłynie negatywnie na eksport. Nastąpi osłabienie wzrostu
PKB, dlatego optymistyczne zapowiedzi rządu, że PKB wzrośnie około 3 procent, są
przesadzone. Ten wzrost będzie niższy. Aprecjacja na pewno cieszy
kredytobiorców, którzy wzięli kredyty na mieszkania w walutach obcych, ale mniej
cieszy sektor eksportowy. Groźnym zjawiskiem jest kolejny miesiąc wzrostu
bezrobocia do 13 procent, co negatywnie wpłynie na wzrost gospodarczy.

Sytuacja przedsiębiorstw poprawia się na tyle, by przynajmniej
powstrzymać wzrost bezrobocia?

– Odnotowujemy spadek przyrostu
kredytów dla przedsiębiorstw. W tej dziedzinie jest praktycznie zastój.
Niestety, będzie to działało negatywnie na gospodarkę. Wciąż utrzymuje się
awersja do ryzyka ze strony banków, które niechętnie udzielają kredytów
przedsiębiorstwom. Bankom nie ma się też co dziwić. Portfel złych kredytów
rośnie bardzo szybko. Przedsiębiorcy mają trudności ze spłatą kredytów i banki
nie chcą ich udzielać. A wzrost kredytowania przedsiębiorców przez banki jest
ważnym czynnikiem wzrostu ożywienia gospodarczego. Zwiększa się też liczba
bankrutujących przedsiębiorstw – wzrosła do 650 w ubiegłym roku, podwajając się
w stosunku do roku poprzedniego. W tym roku tendencja jest jeszcze gorsza, bo
już ponad 150 przedsiębiorstw upadło, a jak na początek roku to bardzo duża
liczba. Nieco lepiej wygląda sytuacja finansowa przedsiębiorstw zatrudniających
powyżej 50 pracowników. Jednak dominują małe i średnie przedsiębiorstwa
zatrudniające poniżej 50 pracowników i w tych firmach jest gorzej.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj