Polityka polskich interesów i uniwersalnych wartości
Polska jest jedna
Paweł Kowal (Prawo i Sprawiedliwość)
Dyskusja na temat polityki zagranicznej Polski nie dotyczy już dzisiaj grupy specjalistów, nie toczy się w zamkniętym gabinecie dyplomatycznym czy na wyrafinowanym seminarium. To dyskusja, która dotyczy dzisiaj każdego z nas. Czy wystarczy powiedzieć, że najważniejsze, abyśmy byli w głównym nurcie europejskiej polityki? Z uwagą przeczytałem tekst Franciszka Stefaniuka – niestety PSL także odpowiada za politykę głównego nurtu, którą uprawia rząd, niezależnie od tego, ile pięknych słów byśmy nie napisali. Polacy faktycznie zasługują na to, by na nowo podjąć dyskusję, w jakim kierunku powinna zmierzać sytuacja międzynarodowa Polski w najbliższych latach. Czy jednak odpowiedzią na te dylematy mogą być wywody Janusza Dobrosza? Na pewno nie, w polityce zagranicznej, a szczególnie europejskiej liczy się doświadczenie, bez niego pięknie brzmiące deklaracje pozostają obietnicami bez pokrycia.
Jesienią ubiegłego roku, w kilkanaście tygodni po agresji Rosji na Gruzję, Polska zdecydowała się nie protestować przeciwko wznowieniu rozmów UE z Rosją. Stało się tak, mimo że Rosja nie wypełniła ustalonego ze wspólnotą międzynarodową planu pokojowego. Wtedy polski minister spraw zagranicznych uzasadnił to potrzebą pozostawania przez nas w „głównym nurcie” europejskiej polityki. Potrzeba bycia w głównym nurcie, zamiast realizacji interesów, stała się w ostatnich miesiącach głównym elementem programu polskiej polityki zagranicznej. Nie wiemy, jak w dłuższej perspektywie przebiegał będzie kryzys ekonomiczny, który dotyka coraz to nowe kraje. Wielkim znakiem zapytania pozostaje polityka zagraniczna nowej ekipy prezydenckiej w USA, trudno powiedzieć, w jakim kierunku postępować będzie sytuacja w Unii Europejskiej. Do tego Rosja od dłuższego czasu prowadzi politykę restytucji swoich stref wpływów na skalę, jakiej nie obserwowaliśmy od kilkudziesięciu lat. Wszystko to powoduje, że Polacy znowu czują się mniej pewnie. Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego nabierają nieco innego wymiaru. Jak zatem prowadzić polską politykę zagraniczną na miarę naszych możliwości i ambicji? Odpowiedź na to pytanie daje program Prawa i Sprawiedliwości, który łączy doświadczenie z realną obietnicą skuteczności.
Warunek pierwszy: status i pozycja Polski na arenie międzynarodowej
Nieobecni nie mają racji. Kiedy decydują się najważniejsze sprawy Polski, przedstawiciele polskiego rządu powinni uczestniczyć w ich podejmowaniu. Mimo że Polska posiada odpowiedni potencjał, nie byliśmy w ostatnich tygodniach reprezentowani w kolejnych odsłonach spotkań G-20, czyli grupy najważniejszych państw świata, gdzie wypracowywane były kluczowe decyzje, w jaki sposób walczyć z kryzysem. Nie powiodły się też kolejne próby, by Polacy zajęli ważne miejsca w organizacjach międzynarodowych. Także w relacjach z Niemcami i Rosją w ostatnim półtora roku nie ma ważniejszych sukcesów. Moim zdaniem, źródłem tego jest brak gotowości do stawiania polskich spraw w jednoznaczny sposób. Są przecież takie sytuacje w życiu polityka czy dyplomaty, kiedy w jakiejś rozmowie czy negocjacjach trzeba powiedzieć „nie”. Są takie sytuacje, kiedy nasze oczekiwanie zostanie określone jako nierealne, jako przesada czy uzurpacja. Polityka rządu Tuska to powrót do czasów, kiedy Polska miała słabą pozycję na arenie międzynarodowej m.in. dlatego, że było z góry wiadomo, że przywódcy Polski nie umieją ani dokładnie powiedzieć, czego chcą, ani na oczekiwania innych nigdy nie umieją powiedzieć „nie”. Obecny rząd prowadzi politykę międzynarodową, szczególnie politykę europejską w taki sposób, jakby bał się kiedykolwiek stanąć w trudnej sytuacji. Jakby bał się, że polskie postulaty zostaną „źle odebrane”. Nie można w Europie prowadzić skutecznej polityki, licząc przede wszystkim na osobistą akceptację. To z tego powodu, mimo że jesteśmy w NATO i UE, mamy nieustanne poczucie, że nie przekłada się to na konkretne osiągnięcia w poszczególnych sprawach.
Warunek drugi: mocny rząd
Polityki zagranicznej nie poprowadzi rząd, który nie umie rozwiązywać ważnych problemów w kraju: społecznych i ekonomicznych. Nic tu nie pomogą dobre opinie w zagranicznej prasie czy „europejski” wizerunek. Taki rząd będzie oczywiście chwalony, to zrozumiałe – ponieważ jest wygodny dla partnerów. Nie sprawia kłopotów, zgadza się na przedstawione propozycje itd. Jest tajemnicą poliszynela, że najważniejsze decyzje w kraju, od kiedy premierem został Donald Tusk, podejmowane są na podstawie analizy rezultatów badań opinii publicznej. Czy to buduje autorytet Polski? Nie. Na arenie międzynarodowej liczą się tylko kraje, których władze stać na odważne decyzje, których rządy są w stanie podejmować w imieniu swoich społeczeństw, także w polityce wewnętrznej, kroki niepopularne. Już dawno minęły czasy, kiedy polityka zagraniczna była oddzielona od wewnętrznej. Weźmy sprawy europejskie: w wielu dziedzinach, chcemy tego czy nie, granica pomiędzy tym, co wewnętrzne, a tym, co zagraniczne jest bardzo niewyraźna. Decyduje skuteczność rządu: w dbaniu o wydawanie środków przeznaczonych na inwestycje, w dbaniu o własne rolnictwo, przemysł itd. W UE uzyskuje się więcej, tworząc koalicje. Czasami są one za jakimś rozwiązaniem, często przeciw jakiejś propozycji. Tylko mocny, poważny rząd może liczyć na to, że znajdzie sojuszników. To nie wielkość kraju, nawet nie jego pozycja ekonomiczna decydują często, czy kraje mogą liczyć na wsparcie innych. To skuteczność rządzenia w kraju i zaufanie obywateli, że rząd „da radę” w trudnych sytuacjach, dają prawdziwą siłę do działania na międzynarodowym gruncie.
Warunek trzeci: bezpieczeństwo
Tutaj także wiele się zmieniło w ostatnich 20 latach. Kiedyś rozumieliśmy bezpieczeństwo jako zdolność do militarnej obrony terytorium. Wydarzenia ostatniego roku pokazały, że to akurat, wbrew opinii wielu komentatorów, nie uległo zmianie. Nie mieli racji ci, którzy pocieszali się, że sprawy dbałości o sprawność armii i nowoczesne uzbrojenie to pieśń przeszłości. Tak nie jest. Jednak dzisiaj bezpieczeństwo to także całkiem nowe zagadnienia: sprawy energetyczne, bezpieczeństwo w tzw. cyberprzestrzeni, walka z terroryzmem. Niektórzy, moim zdaniem, słusznie rozciągają kwestie bezpieczeństwa również na inne sprawy: jak bezpieczeństwo polskiej własności, jak zabezpieczenie naszego udziału w kluczowych dziedzinach gospodarki narodowej, jak energetyka.
Nie łudźmy się, podstawowym środkiem do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa pozostaje NATO i sojusz z USA. Unia Europejska nie wypracowała ciągle jeszcze odpowiedniego systemu gwarancji bezpieczeństwa. Dla zapewnienia tego, by Europejczycy czuli się bezpiecznie, konieczny jest sojusz UE z USA. Dlatego nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi mają taką wartość w polskiej polityce zagranicznej. Celów związanych z bezpieczeństwem nie osiąga się łatwo, m.in. dlatego, że wiążą się one często z konfliktem interesów pomiędzy poszczególnymi państwami, a także z konfliktem interesów pomiędzy sojusznikami. Ustalanie wówczas wspólnego stanowiska staje się szczególnie mozolne, a nawet czasami nieprzyjemne. Ale to właśnie sprawy szeroko rozumianego bezpieczeństwa powinny być podstawowym celem polskiej polityki zagranicznej w najbliższych latach.
Warunek czwarty: polityka wartości
Często w debatach o polityce zagranicznej pyta się o „konkrety”. Komentatorzy rozumieją przez to zazwyczaj jakąś dotację czy dodatkowe stanowisko dla kogoś. To wszystko bywa ważne. Ameryka kojarzy się z eksponowaniem kwestii demokracji. Amerykańscy politycy i dyplomaci nie przestają o tym mówić. Jednak nie ma polskiej polityki zagranicznej bez polityki wartości. Solidarność, wolność, dążenie do niepodległości od bardzo dawna kojarzą się z Polską. Warto zwrócić uwagę na trzy elementy polityki wartości: stosunek do życia, stosunek do biedy i stosunek do przestrzegania praw człowieka. Wszystkie te sprawy nader często pojawiają się dzisiaj w dyskusjach międzynarodowych. Polska nie ma wielkich złóż bogactw naturalnych, nie ma najlepszych kurortów na świecie, nie ma też najsilniejszej armii, itd. To, z czym się kojarzymy – to wartości. W najnowszej historii ucieleśniają je Jan Paweł II i „Solidarność”. Nasz stosunek do wartości jak w lustrze odbija się w reakcjach na prześladowania chrześcijan w Indiach czy problem braku żywności w Afryce. Tymczasem bardzo często w dyskusjach o tym, jak powinniśmy się zachowywać na arenie międzynarodowej, doradza się Polakom swego rodzaju fałszywy pragmatyzm. Mówi się: „przestańcie mówić o historii, o życiu, o pomocy innym, bądźcie bardziej praktyczni”. Moim zdaniem, paradoksalnie to właśnie wartości stanowią najbardziej pragmatyczny element polskiej polityki. Wyobraźmy sobie, że Polska rezygnuje we współczesnej Europie z podnoszenia spraw życia, spraw chrześcijańskich korzeni naszej cywilizacji czy wolności religii. Czy byłaby wówczas polska polityka bardziej skuteczna, gdyby zarzuciła wszystko to, po czym jest rozpoznawana na arenie międzynarodowej? Czy bylibyśmy traktowani poważniej, gdybyśmy zrezygnowali z tego, co od lat stanowiło okręt flagowy naszej polityki? Na pewno nie. Polska polityka zagraniczna musi opierać się na twardym fundamencie wartości, dzięki którym my sami wyzwoliliśmy się kilkadziesiąt lat temu z niewoli komunizmu.
Warunek piąty: otwarte drzwi do NATO i UE
Polska, która tak bardzo polegała na wsparciu zachodnich krajów w czasach, kiedy byliśmy odcięci od Zachodu żelazną kurtyną, nie może dzisiaj za żadne błyskotki w postaci obietnicy świętego spokoju zrezygnować z domagania się realizacji tego samego prawa dla innych krajów. Nie ma co ukrywać: bardzo wiele mówi się dzisiaj o zmęczeniu Ukrainą i w ogóle polską polityką wschodnią. Wielu komentatorów w ostatnich tygodniach podkreślało, że na przykład nasze zabiegi o poszerzenie NATO czy UE nie przynoszą ani zadowalających skutków, ani wystarczającej wdzięczności naszych sąsiadów. Czy jednak Polska ma alternatywę? Czy lepiej byłoby, gdyby bez dodatkowych wątpliwości oddać naszych wschodnich sąsiadów w objęcia Rosji Miedwiediewa i Putina? Czy jest ktoś, kto sądzi, że byłoby to rozsądniejsze posunięcie? A z drugiej strony: czyż kraje, które prowadzą taką uładzoną politykę wobec Rosji, nie ucierpiały najbardziej chociażby w czasie kryzysu energetycznego z początku roku? Warto zatem przypomnieć sobie, że Polacy nie popierają Ukrainy dla jakichś sentymentów czy – jak pisał już w latach 30. wybitny polski sowietolog Włodzimierz Bączkowski – z miłości do stepu czy ukraińskiej pieśni. Nasze poparcie polityczne dla Ukrainy leży w polskim interesie. Osłabia tendencje autorytarne w Rosji. Utrzymanie się na wschód od polskich granic niepodległych państw to zresztą dodatkowa gwarancja, że stosunki z samą Rosją mogą w przyszłości być lepsze. Nie możemy być jak naiwni bohaterowie legendy o smoku wawelskim, którzy oddają na stracenie kolejne owce, licząc, że im nic nie grozi. Jednym z największych zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa jest w ostatnich latach niedostrzeganie tego, co dla Polaków w XIX i XX wieku było oczywiste: że istnieje związek pomiędzy naszą wolnością a wolnością innych narodów, szczególnie w Europie Środkowej.
Podstawową szansą polskiej polityki zagranicznej jest dbanie o polskie interesy i jednocześnie pilnowanie, by przestrzegane były reguły takie jak zasada solidarności. Jeśli nie spojrzymy na polską politykę zagraniczną przez pryzmat realizacji taktycznych i długofalowych interesów Polski, spowodujemy, że w oczach Polaków pozostanie ona czymś w rodzaju filmu z życia bogatych sfer lub historycznym widowiskiem z czasów Kongresu Wiedeńskiego. Współczesna polityka zagraniczna nie jest już tylko domeną dyplomatów, to sprawa całego rządu, organizacji społecznych, doświadczenia wielu ludzi na bardzo różnych polach. Dzisiaj obywatele często lepiej niż politycy orientują się w tym, co dla nas jest korzystne, a co jest tylko pustą obietnicą i mrzonką. Także na arenie międzynarodowej szanowane są tylko te kraje, które mają zdolność do tego, by upominać się o swoje. Czasami wywołują początkowo irytację czy niechęć, w ostatecznym jednak rozrachunku to z tymi krajami wszyscy się liczą. Przeciwieństwem polityki pozostawania za wszelką cenę w „głównym nurcie” powinna być polityka polskich interesów i uniwersalnych wartości. Współczesna Polska potrzebuje takiej polityki zagranicznej.
