POLiDowanie
Telewizja Polska w poniedziałkowy wieczór po raz kolejny uraczyła widzów godzinną porcją politycznego kabaretu. Głównymi bohaterami przedstawienia byli tym razem Donald Tusk i Aleksander Kwaśniewski. Obaj starsi panowie – chyba w niezłej formie – zamiast spokojnie usiąść, stali uparcie w telewizyjnym studiu przez okrąglutką godzinę, co – zważywszy na ciężki stan zdrowia eksprezydenta – było z jego strony doprawdy wielkim dla Polski poświęceniem.
Kwaśniewski łykał co chwila wodę ze szklanki i podobnie jak Tusk usiłował nas o czymś przekonać. I obaj rozmówcy w gruncie rzeczy o tym samym, otóż: warto głosować na mnie, bo to ja jestem tym, który wszystkim dogodzi. Tusk ochoczo prezentował się na przykład w nowej roli – obrońcy uciśnionych. Musimy troszczyć się o poziom płac w sferze budżetowej. Wzrost cen żywności to wzrost kosztów utrzymania o całe 5 procent – alarmował, dotąd nieczuły na ludzką biedę, liberał z Gdańska.
Podobnie troskliwy okazał się Tusk gdy chodzi o Radio Maryja i „moherowe berety”, które w jego osobie zyskały gorliwego obrońcę przed zacietrzewionym socjaldemokratą Kwaśniewskim. „Występując w Radiu Maryja, podniósłby pan rangę ojca Rydzyka!” – oburzył się prezydent. W ten sposób dał doskonałą okazję liderowi Platformy do wytłumaczenia się z nagłej i niespodziewanej sympatii dla słuchaczy toruńskiej rozgłośni. Jeśli jednak występ Tuska byłby w stanie podnieść czyjąkolwiek rangę, to chyba drużyny piłkarskiej w trudnym meczu z Kazachstanem. Czy po czymś takim elektorat katolicki śmiałby jeszcze nie poczuć się uszczęśliwiony? Tusk – przeciwnik aborcji, eutanazji, zwolennik konkordatu…
By żyło się lepiej! Bogatym, dla których Platforma ma liniowy podatek, i biednym, dla których ma podwyżki płac. Jednym słowem – za rok druga Irlandia. Miejmy nadzieję, że nie północna.
Między debatującymi pojawiały się więc niewielkie różnice poglądów, nie dotyczyły one jednak w najmniejszym stopniu partii rządzącej. Czego to jej nie zarzucano: kolesiostwa, przepychu władzy, afer korupcyjnych… Interesującej rzeczy dowiedzieliśmy się od eksprezydenta. Otóż pierwsi walkę z korupcją podjęli Kwaśniewski i rząd SLD. „To my powołaliśmy komisję śledczą ds. afery Rywina” – mówił. Szkoda, że sam nie chciał przed nią stanąć – z podniesioną głową na przykład. Tu jednak nad głową mógłby zakołysać się powróz, stanowiąc cokolwiek groteskowy widok dla publiczności. A klaunem nie jest przecież być przyjemnie. Obaj panowie ujmowali się żywo za rolnikiem, pielęgniarką, polskim żołnierzem ginącym w Iraku. Wniosek w każdej sprawie jest następujący: PiS należy odsunąć od władzy. Tu panowała pełna zgodność. W drażliwej kwestii polityki zagranicznej też. Musimy być grzeczni, śliczni i pachnący, bo nie mamy posagu. PiS oczywiście tego nie rozumie i „frymarczy naszym dorobkiem”. Tego zdania to już nikt faktycznie nie rozumie – poza panami: Tuskiem i Kwaśniewskim oczywista. Ciekawa była też ich różnica poglądów na temat wprowadzenia w Polsce europejskiej waluty. Kwaśniewski w ekstazie – same dobrodziejstwa. Kiedy? Rok 2012! Tusk – euro to wyższe ceny, a każdy wzrost cen będzie zabójczy dla większości polskich rodzin! Kiedy więc? Rok 2013! W niezgodzie zgoda, dla każdego coś miłego. Naprawdę dogodzili wszystkim.
Po poniedziałkowej debacie sytuacja zatem jest już jasna.
Powiedział kiedyś Stanisław Mackiewicz: „Nareszcie taki się narodził, co nie wszystkim dogodził”. I na niego właśnie radziłabym głosować 21 października.
