Policzmy się znowu
Z prof. inż. Januszem Kaweckim, przewodniczącym Zespołu Wspierania
Radia Maryja, rozmawia Mariusz Bober.
Marsz solidarności z Telewizją Trwam, który w najbliższą sobotę
przejdzie ulicami Warszawy, będzie kulminacją odbywających się dotąd w różnych
miejscach Polski protestów przeciw jej dyskryminacji przez Krajową Radę
Radiofonii i Telewizji?
– Myślę, że tak. Przez Polskę od dłuższego już czasu "przelewa się" fala
protestów. Chcemy bowiem jako coraz większa grupa Polaków wyrazić nasz sprzeciw
wobec decyzji KRRiT, którą nadal ona podtrzymuje, a która jest niesprawiedliwa.
Dyskryminuje bowiem nas jako katolików. Dyskryminuje wszystkich, którzy chcą
mieć dostęp do telewizji katolickiej, nie do programu katolickiego "wciśniętego"
w jakieś okienko w takiej czy innej stacji, które może będzie emitowane, a może
nie. Przecież innym środowiskom umożliwia się dostęp do różnych programów,
właśnie przydzielając określonym stacjom miejsce na cyfrowym multipleksie.
Zapomina się tymczasem, że jest liczna grupa Polaków, którzy chcą siebie i swoje
otoczenie formować zgodnie z nauką Ewangelii. To zaś umożliwia jedynie katolicka
Telewizja Trwam. Chcąc ocenić skalę poparcia dla tej Telewizji, sporządzam sobie
taką mapę na podstawie organizowanych protestów. Przyznam, że pięknie się ona
prezentuje. Nie ma znaczenia region kraju, w każdym bowiem znaleźli się ludzie,
którzy gromadzą się, by zaprotestować. Podczas sobotniej, podsumowującej,
"finałowej", choć wcale nie ostatniej manifestacji, wyrazimy swój sprzeciw.
Będzie to sprzeciw zarówno wobec tych, którzy podjęli krzywdzącą dla Telewizji
Trwam decyzję, jak i wobec osób, które również za to odpowiadają, ponieważ
wybrały tę radę. Wiadomo przecież, że członków rady wyznaczali prezydent oraz
kierownictwo PO – PSL, które zawarło także medialną koalicję, i to wraz z SLD.
Ale sobotni marsz będzie miał jeszcze jeden wymiar…
Jaki?
– Będziemy chcieli również pokazać wielu dobrym ludziom, którzy jeszcze dziś
czekają na rozwój wypadków, jak wielu już nas jest, i zachęcić ich, by do nas
dołączyli. Wiele takich osób już włączyło się w naszą akcję, wysyłając protesty
do KRRiT. Te ponad 2 miliony podpisów pod protestami oraz liczba uczestników
dotychczasowych manifestacji w obronie Telewizji Trwam pokazuje, jak wiele osób
chce mieć dostęp do tej Telewizji.
A jednocześnie pokazuje, dla jak wielu osób ważne jest zapewnienie
katolikom głosu w przestrzeni publicznej…
– Wspierają nas bowiem wszyscy ci, którzy uważają, że katolicy powinni mieć
równy dostęp do telewizji zapewniającej formację katolicką. Myślę, że jest wiele
osób, do których nie udało nam się dotrzeć, a które chciałyby jeszcze poprzeć
protest przeciw dyskryminacji Telewizji Trwam. Czasami bowiem potrzeba czyjegoś
słowa, zachęty, aby ktoś dotąd czekający zechciał się wypowiedzieć, zechciał
udzielić jawnie poparcia dobrej sprawie. Taką rolę pełnią także nasze marsze.
Protesty te są tym bardziej ważne, że KRRiT jak zwykle próbuje nadal podstępnie
eliminować Telewizję Trwam oraz katolików w Polsce, zwłaszcza tych, którzy
podpisali się już pod protestem. Od końca marca bowiem realizuje ona tzw.
konsultacje społeczne ["w sprawie uzupełnienia MUX-1" o miejsca, które zwolnią
kanały telewizji publicznej – red.], jakoby mające potwierdzać zapotrzebowanie
społeczne na odbiór danej stacji na multipleksie. Telewidzowie poszczególnych
stacji mieliby zgłaszać swoje opinie na stronie internetowej Rady. W ten sposób
chce ona przekreślić znaczenie tych już ponad 2 mln złożonych podpisów pod
protestem przeciw dyskryminacji Telewizji Trwam. W związku bowiem z tym, że mało
kto wie o takim "badaniu", mogłoby na nie odpowiedzieć niewiele osób, a wtedy
KRRiT ogłosiłaby, że jest niewielkie zainteresowanie oglądaniem tej katolickiej
stacji.
Czy KRRiT potraktuje jako formę konsultacji społecznych właśnie złożone
podpisy i listy wyrażające sprzeciw wobec odmowy przyznania miejsca na
multipleksie dla Telewizji Trwam?
– Myślę, że po ostatnich wypowiedziach przewodniczącego KRRiT na posiedzeniu
sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, który na uwagę jednego z posłów
odpowiedział, że można będzie również pisemnie zgłaszać uwagi, jest szansa na
to, że te – już dotychczas zgłoszone w formie protestu – głosy poparcia dla
Telewizji Trwam zostaną potraktowane jako forma konsultacji. Przecież te 2
miliony podpisów już zostały przesłane do KRRiT! Mimo to najwidoczniej chciała
ona je unieważnić.
Jak powinniśmy się przygotować do sobotniego marszu?
– Trzeba przede wszystkim pamiętać, że najpierw udajemy się na Mszę św. do
kościoła św. Aleksandra. Umocnieni na duchu – przyjmując Eucharystię – będziemy
następnie manifestować pokojowo, rzeczowo wyrażać nasze argumenty, starając się,
by dotarły one do władz. Będziemy skandować: "Nie damy wam Telewizji Trwam" i
"Żądamy dostępu do multipleksu". To jest dla nas najważniejsze – jak najszybsze
uzyskanie przez tę katolicką stację dostępu do cyfrowej platformy i zaprzestanie
szykanowania jej, Radia Maryja, a w szczególności ojca dyrektora Tadeusza
Rydzyka. Decyzje sądów bowiem, np. tę o ukaraniu dyrektora Radia Maryja, a także
uchwały KRRiT w sprawie ukarania Prowincji Warszawskiej Redemptorystów i
tendencyjnej oceny programu Telewizji Trwam podczas Święta Niepodległości oraz
publikacje w wielu mediach odbieramy jako szykanowanie tych środków społecznego
komunikowania.
Wszystko wskazuje na to, że sobotni marsz będzie również manifestacją
jedności środowisk patriotycznych…
– Myślę, że jest szansa na zademonstrowanie takiej jedności, co zresztą było już
widać podczas wcześniejszych manifestacji. To bardzo ważne, że nie tylko
słuchacze Radia Maryja dostrzegają i uznają potrzebę dania odpowiedzi na to
poczucie jedynowładztwa rządzących. Obecnie przejawia się ono wręcz jak
dyktatura, wyrażając się w przekonaniu: mamy większość w Sejmie, jesteśmy sami w
urzędach centralnych, więc możemy wszystko. Dostrzegamy również, że inne grupy
społeczne są przez obecne władze dyskryminowane, czasem wręcz upadlane poprzez
różne niesprawiedliwe decyzje. Niezadowolenie z tego chcemy wyrazić wspólną
manifestacją w Warszawie. Podobnie jak podczas pierwszej pielgrzymki bł. Ojca
Świętego Jana Pawła II do Polski również teraz, organizując wspólnie marsz,
możemy znowu się policzyć. Gdy przyjedziemy wszyscy – choćby poprzez
reprezentantów poszczególnych rejonów kraju – do stolicy, pokażemy, jak wielu
nas rzeczywiście jest i z jak wielu stron Polski, wbrew temu, co często pokazują
sprzyjające władzom media.
Dziękuję za rozmowę.
