Początek końca PO?
Zatrzymanie generała Gromosława Czempińskiego powinno wstrząsnąć polską
sceną polityczną. Oto wieloletni funkcjonariusz wywiadu PRL, były szef cywilnych
służb specjalnych III RP, a w życiu cywilnym ważny lobbysta, przedsiębiorca i
jeden z zakulisowych inicjatorów powołania Platformy Obywatelskiej, znalazł się
w kręgu podejrzanych o milionowe malwersacje finansowe. Jednak po
kilkudziesięciu godzinach prokuratura niespodziewanie zwolniła generała po
wpłaceniu kaucji. Już tylko ten fakt rodzi pytania, czy śledczy nie zostali
poddani zakulisowym naciskom, aby zwolnić wpływowego generała służb specjalnych.
Nie można zapominać, że Gromosław Czempiński nie jest osobą przypadkową, ale
ściśle związaną z aparatem specsłużb PRL i III RP oraz środowiskiem wielkiego
biznesu. W służbach specjalnych służył ponad 35 lat. Zaczynał jeszcze w okresie
PRL, na początku lat 70. ubiegłego wieku.
Ślubowanie pod Światowidem
We wrześniu 1972 r. Gromosław Czempiński rozpoczął w Kiejkutach kurs w szkole
dla funkcjonariuszy Departamentu I MSW, czyli wywiadu cywilnego. Ojciec
Czempińskiego zajmował się m.in. pozyskiwaniem kandydatów do wywiadu. Zbigniew
Siemiątkowski, były szef UOP z okresu rządów SLD, tak nakreślił atmosferę w
czasie kursów: "Dla młodych wywiadowców pobyt w Kiejkutach był szokiem
cywilizacyjnym. Wszystko odbiegało od tego, z czym mieli dotąd do czynienia.
Starannie wykonane i wykończone w technologii skandynawskiej pawilony mieszkalne
i dydaktyczne, kryty basen, telewizja przemysłowa, indywidualne pokoje z
łazienkami ze szwedzką armaturą i glazurą, laboratoria językowe i technik
operacyjnych (…). Do tego piękna mazurska sceneria, rzeźby Alfreda Karnego,
morenowe wzgórza, las, jezioro i przystań żeglarska. Strefy dostępu. Las anten.
Wartownicy. Przepustki. Aura tajemniczości. Ślubowanie w blasku pochodni u stóp
Światowida. Wyizolowany świat złotej klatki, tylko dla wybranych. Tak rodzi się
poczucie wspólnoty, wyjątkowości. Od tego już tylko krok do poczucia wyższości".
W tamtym okresie wszystkie powyższe akcesoria były niedostępne dla zwykłych
Polaków, którzy musieli zadowolić się syrenką 104, salcesonem i bananami na
święta. Wywiad PRL był elitą aparatu komunistycznego, trafiali do niego
wyłącznie: osoby sprawdzone, wyróżniający się funkcjonariusze MO i SB,
członkowie rodzin nomenklatury partyjnej. Razem z Czempińskim na kursie
przebywał m.in. syn byłego wiceszefa wywiadu Aleksander Makowski, późniejszy
naczelnik wydziału XI wywiadu cywilnego.
Na kierunku amerykańskim i kościelnym
Czempiński po ukończeniu kursu w Kiejkutach oficjalnie rozpoczął pracę "pod
przykryciem" w MSZ. W 1975 r. wyjechał do konsulatu PRL w Chicago. Został
wicekonsulem, ale faktycznie pracował dla wywiadu. Był rezydentem wywiadu
cywilnego PRL, przyjął kryptonim operacyjny "Roy". Słał meldunki do MSZ i MSW.
Doktor Sławomir Cenckiewicz na podstawie odnalezionych raportów wysyłanych do
MSZ ocenił, że Czempiński szpiegował zarówno Amerykanów, jak i Polonię oraz
Kościół katolicki. Dokumenty dotyczyły m.in. strategii dezintegracji Polonii w
kontekście tzw. pracy z "klerem polonijnym", oceny wizyty przedstawicieli
Episkopatu Polski w Stanach Zjednoczonych w związku z 41. Kongresem
Eucharystycznym w Filadelfii oraz opisu spotkania współzałożyciela KOR prof.
Edwarda Lipińskiego z Polonią amerykańską w Chicago.
Czempiński dokonał charakterystyki ks. kard. Karola Wojtyły, który w sierpniu
1976 r. odwiedził Stany Zjednoczone. Wskazywał na opinie przyszłego Ojca
Świętego, że "Polonia na całym świecie jest częścią substancji narodu i
społeczeństwa polskiego". Negatywnie oceniał, że kardynał Wojtyła "wyraźnie
zawęził tutaj pojęcie narodu polskiego tylko do tej części, która jest skupiona
wokół episkopatu polskiego". Informował również centralę, że polscy biskupi "z
kard. Wojtyłą na czele od początku swego pobytu w USA na różnego rodzaju
spotkaniach, rozmowach itp. gloryfikowali działalność i znaczenie Ligi
Katolickiej, znanej ze swej prawicowej, skrajnie reakcyjnej politycznie
działalności". Czempiński raportował, że "kard. Wojtyła zwracał uwagę w swych
wystąpieniach na konieczność stałego i szczerego popierania Ligi Katolickiej,
która jest nieustannie potrzebna jako dowód solidarności społeczeństwa Polonii z
naszym społeczeństwem katolickim w Polsce, co wyraża się nie tylko w pomocy
materialnej, ale i moralnej".
Jednak na podstawie tylko tych dokumentów trudno całościowo oceniać działania
Czempińskiego w USA. Należy zwrócić uwagę, że lata 70. były okresem aktywności
wywiadów komunistycznych w Ameryce. Służby PRL wykorzystywały "gierkowską
odwilż" w stosunkach z Waszyngtonem. Od 1975 r. w USA przebywał Marian
Zacharski, który oficjalnie przybył jako przedstawiciel polskiej centrali handlu
zagranicznego. W rzeczywistości był agentem wywiadu PRL, który uzyskał od
Williama Bella dokumentację najnowszych urządzeń wojskowych. W USA, oprócz
Zacharskiego, działało jeszcze kilku agentów. Czempiński musiał poznać część tej
siatki, również wśród Polonii, przedsiębiorców, stypendystów z PRL i naukowców
itd. Status dyplomaty, w odróżnieniu od "agentów-nielegałów", dawał mu ochronę,
jednak jesienią 1976 r. faktyczna rola Czempińskiego została odkryta przez
Amerykanów. Dlatego 31 grudnia 1976 r. został odwołany do Warszawy. W centrali
MSW przeniesiono go na kilka lat do pionu kontrwywiadu.
"Cenne informacje" o ekumenizmie i gospodarce
W 1982 r. ponownie wyjechał na placówkę zagraniczną. Oficjalnie był sekretarzem
Misji PRL przy ONZ w Genewie, ale faktycznie rezydentem wywiadu cywilnego w
Szwajcarii. W tym kraju Czempiński pracował do 1987 roku. Był więc wtedy już
doświadczonym funkcjonariuszem pionów służb specjalnych PRL.
Czempiński musiał dobrze poznać panujące stosunki w Genewie, w Szwajcarii,
nawiązywał znajomości, kontakty, zwłaszcza w międzynarodowych instytucjach
gospodarczych. Zbierał informacje na temat sankcji ekonomicznych nałożonych na
PRL i możliwości przyjęcia jej do Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz
uznania przez Międzynarodową Organizację Pracy reżimowych związków zawodowych.
Nie jest tajemnicą, że jednym z kontaktów wywiadu PRL w Szwajcarii był Andrzej
Olechowski, który przyznał się do współpracy z "wywiadem gospodarczym" PRL. W
latach 1982-1984 pracował on w biurze UNCTAD w Genewie. W czasie procesu
lustracyjnego Olechowski zeznał – jak relacjonowała wtedy prasa – że "w Genewie
utrzymywał towarzyskie stosunki także z rezydentami polskich wywiadów, osobami,
które z racji swojego zatrudnienia miały szersze zainteresowania niż tylko
gospodarcze. Podczas jego drugiego pobytu w Genewie w latach 1982-1984
rezydentem był Gromosław Czempiński (…). Zaznaczył, że nie umie powiedzieć,
jaka część rozmów, które z nim prowadził, mogła mu posłużyć do sporządzenia
raportów".
Nieco światła na szwajcarskie "kierunki" zainteresowań władz PRL dają –
upublicznione przeze mnie kilka lat temu na łamach pisma "Glaukopis" – dokumenty
Urzędu do spraw Wyznań z lat 1984-1987. Akta te pokazują, że polscy komuniści
dość szczegółowo zajmowali się tematyką wyznaniową w Szwajcarii. W aktach Urzędu
ds. Wyznań znajdują się notatki, informacje, analizy na temat m.in. wizyty Jana
Pawła II w Szwajcarii i w Światowej Radzie Kościołów w 1984 r.; stosunków
pomiędzy różnymi Kościołami chrześcijańskimi; sporów w szwajcarskim Kościele
katolickim.
Zachowane dokumenty świadczą o tym, że również Czempiński zajmował się zadaniami
z zakresu polityki wyznaniowej. Sprawozdanie pracownika Urzędu do spraw Wyznań z
pobytu w genewskim Centrum Ekumenicznym w lutym 1987 r. dowodzi bowiem, że
Czempiński był bardzo pomocny dla przedstawicieli PRL. Urzędnik zanotował, że
Czempiński był "doskonale zorientowany w problematyce" i przekazał delegacji PRL
"cenne informacje" o ich rozmówcach. Centrum Ekumeniczne w Genewie znajdowało
się w centrum zainteresowania rezydenta wywiadu PRL. Informacje na temat
sytuacji religijnej Szwajcarów musiały być przydatne dla władz PRL, zwłaszcza
dla instytucji zajmujących się ograniczaniem i zwalczaniem wpływów Kościoła
katolickiego. Gromadzono wiedzę na temat wszelkich sporów teologicznych w
krajach zachodnich, które mogłyby osłabić autorytet Kościoła katolickiego.
Czas transformacji
W 1987 r. Czempiński wraca do PRL, obejmuje bardzo ważne stanowisko szefa
wydziału kontrwywiadu wywiadu cywilnego, czyli komórki odpowiadającej za
tropienie ewentualnych szpiegów i zwalczanie zachodnich wpływów w wywiadzie MSW.
Z racji zajmowanego stanowiska Czempiński musiał dobrze poznać sieć agentury PRL
na Zachodzie. Jest to kres upadku komunizmu, ale i początku wielkich przemian
systemowych, transformacji ustrojowej. Wywiady komunistyczne uczestniczyły w
transferze gigantycznych pieniędzy na Zachód. W Polsce operacja ta przebiegała
za pomocą FOZZ, była nadzorowana przez służby specjalne, po części również przez
wywiad cywilny. Nieprzypadkowo w aferze FOZZ pojawiają się nazwiska osób
związanych z tymi służbami. Kapitał z kraju był transferowany do spółek
prowadzonych przez "agentów-nielegałów", potem wracał do kraju w postaci
inwestycji tych firm.
Zastanawiające jest, że również pod koniec lat 80. rozpoczynają się próby
nawiązania partnerskich kontaktów wywiadu PRL z zachodnimi służbami. Amerykanie
nie byli zainteresowani współpracą z nim. W jednej z wypowiedzi Czempiński
twierdził: "Myśmy szukali takich kontaktów już w 1988 roku. Wiedzieliśmy, że
nadchodzą nowe czasy i Polska będzie potrzebować nowych sojuszy. To Amerykanie w
ogóle nie reagowali na nasze sygnały". Bo podejrzewali, że jest to prowokacja.
Sytuacja trochę zmieniła się na przełomie 1989 i 1990 r. w trakcie realizacji
operacji "Most", czyli przerzutu przez Polskę żydowskich emigrantów z ZSRS do
Izraela. W Warszawie pojawili się pierwsi przedstawiciele wywiadu brytyjskiego
MI6. W akcję tę zaangażowany był również Czempiński. Wkrótce z funkcjonariuszy,
którzy ochraniali transporty Żydów, utworzono jednostkę GROM, według jednej z
wersji jej nazwa nawiązywała do imienia Gromosława Czempińskiego. W tym okresie
rozpoczęły się rozmowy z Amerykanami. Wiosną 1990 r. wywiad Polski, chociaż
złożony z funkcjonariuszy PRL, został skreślony z listy "wrogich służb
wywiadowczych". Fakt ten należy wiązać z zachodzącymi przemianami w Polsce,
które Zachód interpretował jako ostateczne zerwanie z komunizmem oraz
przygotowaniami USA do wojny w Iraku. Waszyngton był zainteresowany pozyskaniem
nowego sojusznika oraz informacjami o terenie walk.
Wojna w Iraku stała się dla Czempińskiego przepustką do III RP. Uczestniczył w
akcji wywiezienia amerykańskich oficerów z ogarniętego wojną Iraku. Wykorzystano
również fakt, że wywiad Polski posiadał dobre rozpoznanie tego kraju. Czempiński
został odznaczony amerykańskim medalem. USA sfinansowały utworzenie, szkolenie,
wyposażenie jednostki GROM.
Pomiędzy Oleksym i Ałganowem
Czempiński został zastępcą dyrektora Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa.
Jednak podejmowane przez niego decyzje zdecydowanie odbiegały od wizerunku
oficera, który po okresie komunistycznych błędów obrał kurs na dostosowanie
polskich służb do zachodnich standardów. W 1992 r., w okresie przygotowywania
tzw. listy agentów odmówił ekipie ministra Antoniego Macierewicza wglądu do
zasobów agenturalnych wywiadu.
W 1993 r. pod rządami koalicji SLD – PSL został szefem UOP. Zabezpieczył wówczas
dla prezydenta Lecha Wałęsy olbrzymi zbiór dokumentów, w tym dotyczących sprawy
TW "Bolka", wiele z nich bezpowrotnie zniknęło. Część dokumentów Wałęsa
wypożyczył (sprawę opisali Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz w książce "SB
a Lech Wałęsa").
W tym czasie UOP prowadził tzw. sprawę Olina, czyli rosyjskiego szpiega w
polskim rządzie, który miał być prowadzony przez oficera rosyjskiego wywiadu
Władimira Ałganowa. W grudniu 1995 r. szef MSW oskarżył Józefa Oleksego o zdradę
i współpracę z obcym wywiadem. Tymczasem Czempiński wbrew zasadom działań
operacyjnych już we wrześniu 1994 r. – jak wynika z dokumentów "Białej księgi" –
ujawnił ówczesnemu marszałkowi Sejmu Józefowi Oleksemu, że UOP interesuje się
kontaktami Ałganowa z nim i z Leszkiem Millerem. Z kolei Marian Zacharski w
swoich wspomnieniach podaje, że Leszek Miller po wybuchu "sprawy Olina" mówił,
że postkomuniści wszystko od początku wiedzieli: "W detalach informował nas o
tym Czempiński". Faktem jest, że Czempiński dystansował się od tej akcji. W
lutym 1996 r. został zdymisjonowany z funkcji szefa UOP, przeszedł do biznesu.
Zasiadał we władzach wielu spółek, był właścicielem firmy Doradztwo GC.
Czwarty tenor Platformy
Oficjalnie Czempiński nie uczestniczył w życiu politycznym. Dopiero dwa lata
temu sam ujawnił, że w 2001 r. brał udział w zakładaniu Platformy Obywatelskiej,
partii "trzech tenorów" – Andrzeja Olechowskiego, Donalda Tuska i Macieja
Płażyńskiego.
W lipcu 2009 r. w kilku wywiadach poinformował, że był osobą, która dała
początek Platformie. Według niego, PO powstała dzięki rozmowom z politykami i
długiemu przekonywaniu ich, że teraz jest czas i miejsce na powstanie partii. W
rozmowie w Polsat News z 3 lipca 2009 r. Czempiński mówił m.in.: "Miałem dość
duży udział w tym, że powstała Platforma, mogę powiedzieć, że odbyłem wtedy
olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i
Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali".
Również kolejne odpowiedzi Czempińskiego były zaskakujące. Stwierdził
mianowicie, że to wybór Geremka na szefa UW był impulsem do tworzenia PO,
ponieważ "wypalała się" UW: "Odbyłem ogromną liczbę rozmów w tym zakresie z
członkami Unii Wolności, uważałem, że UW przeżywa kryzys i wybór Geremka
przesądza o kryzysie w tej partii. I to był najlepszy moment, by powstała nowa
partia".
Ówczesną wypowiedź Czempińskiego należy traktować jako jego wotum nieufności dla
rządu Tuska. Krytykując rząd, jednocześnie pochwalił próbę odbudowy Stronnictwa
Demokratycznego przeprowadzaną przez Pawła Piskorskiego i Olechowskiego. Była to
więc kolejna próba Czempińskiego stworzenia nowego bytu politycznego: "Wielu
ludzi szuka alternatywy dla tych partii, jakie są, szuka, gdzie się pomieścić,
rozczarowanych jest rządami, rozczarowanych jest, że nie znaleźli uznania w
różnego rodzaju nominacjach co do funkcjonowania w życiu politycznym czy
gospodarczym. Więc tych ludzi rozczarowanych rządami pana premiera Tuska się na
pewno sporo znajdzie". W kolejnych wypowiedziach Czempiński łagodził swoją
relację o powstawaniu PO.
Notatki wywiadu przeciwko Czempińskiemu
Nazwisko Czempińskiego pojawiło się w czasie prac sejmowej komisji śledczej ds.
afery Orlenu. Zostały wtedy ujawnione przez Agencję Wywiadu notatki z 2003 r. na
temat wiedeńskiego spotkania Jana Kulczyka z Władimirem Ałganowem.
Według jednej z notatek szefa AW Zbigniewa Siemiątkowskiego, Czempiński miał
koordynować kontakty między rosyjskim koncernem naftowym Łukoil i spółką Rotch
Energy w sprawie prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej, za co miał być wynagradzany.
Notatka ujawnia także źródło pogorszenia stosunków pomiędzy Czempińskim a Janem
Kulczykiem. Były szef UOP chciał otrzymać milion dolarów za pomoc Kulczykowi w
czasie prywatyzacji TP SA, ale Kulczyk nie chciał zapłacić tej kwoty. W czasie
telewizyjnych wypowiedzi Czempiński nie ukrywał poruszenia ujawnionymi
informacjami. Twierdził, że nigdy nie miał nic wspólnego z rosyjską firmą Łukoil.
Zapowiedział także, że wytoczy proces Kulczykowi, jeżeli ten dalej będzie
twierdził, że pobierał pieniądze od firm naftowych Łukoil i Rotch Energy.
Wkrótce Czempiński oświadczył, że Kulczyk sam zadzwonił do niego i wycofał się z
tych stwierdzeń.
Własną wersję roli Czempińskiego w negocjacjach dotyczących Rafinerii Gdańskiej
przedstawiał wtedy ówczesny minister skarbu Wiesław Kaczmarek. Według niego,
generał ostrzegał o możliwości wykupienia przez Łukoil firmy Rotch Energy zaraz
po prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej przez oba te podmioty.
Lista Dochnala
Notatki AW ujawniły także związki z aferą Orlenu przedsiębiorcy i lobbysty Marka
Dochnala, który był wymieniony jako prowadzący interesy w Rosji, rozmówca
Kulczyka i ewentualny nabywca jego akcji Orlenu.
Wcześniej Dochnal został zatrzymany, oskarżono go bowiem o wręczenie łapówki
posłowi SLD Andrzejowi Pęczakowi w zamian za uzyskanie informacji dotyczących
prywatyzacji polskich hut.
Komisja śledcza ds. Orlenu badała również faksy i e-maile Dochnala. Pojawiały
się w nich znane nazwiska polityków, urzędników państwowych, biznesmenów,
funkcjonariuszy służb specjalnych, dziennikarzy. W e-mailach Dochnala była
zawarta wiedza na temat prywatyzacji polskich zakładów.
Tymczasem to właśnie zeznania Dochnala miały pogrążyć Czempińskiego. Po
zatrzymaniu generała media podały, że już sześć lat temu lobbysta miał wskazać
prywatyzacje, w jakie zaangażowany był generał. Prokuratorzy weryfikowali te
informacje, poprosili o pomoc prawną w kilku krajach, potwierdziły się sugestie
m.in. Dochnala.
W sprawie zatrzymania Czempińskiego pojawia się jeszcze jeden interesujący wątek
– zeznań Petera Vogla, emigranta z Polski, szwajcarskiego bankiera nazywanego
"kasjerem lewicy".
Vogel od 1983 r. przebywał w Szwajcarii, pracował w zachodnich firmach
telekomunikacyjnych i w Coutts Bank oraz w EFG Bank. Miał prowadzić konta
polityków lewicy. Pieniądze na ich konta miały przepływać przez sieć banków, w
celu zatarcia śladów wiodły przez Liechtenstein, Anglię, Irlandię, Argentynę i
Nową Zelandię. Vogel, chociaż był poszukiwany listem gończym za morderstwo z
1971 r., bez przeszkód przebywał po 1990 r. w Polsce, prowadził interesy, m.in.
pośredniczył w sprzedaży sprzętu kryptograficznego dla rządu.
Dowody na pęknięcie
Prokuratorzy uzyskali materiały, które świadczą o tym, że w prywatyzacjach LOT-u
i STOEN-u mogło dojść do wręczenia wielomilionowych łapówek. Czempińskiemu
przedstawiono zarzut korupcji, miał wiedzieć, że pieniądze wpłacane przez firmy
uczestniczące w prywatyzacji są łapówkami dla urzędników państwowych. Według
śledczych, podejrzani założyli "spółdzielnię", której członkowie mieli brać
pieniądze od firm chcących kupić polskie przedsiębiorstwa. Sumy te były ukryte
jako wynagrodzenie za usługi doradcze. Miał w tym uczestniczyć generał
Czempiński, który przy prywatyzacji STOEN-u działał jako przedstawiciel firmy
BMF, w Polsce reprezentującej niemiecki koncern RWE Plus.
Zatrzymanie generała Czempińskiego, "czwartego tenora PO", świadczy o
pęknięciach w obozie władzy, w zapleczu Platformy, wśród niedawnych sojuszników.
Zdarzenie to można jedynie porównać do hipotetycznej sytuacji aresztowania
generała Czesława Kiszczaka w okresie rządów SLD. Dopiero ta perspektywa
uwidocznia nam rozgrywającą się zakulisową walkę różnych frakcji w obozie
obecnej władzy. Ta walka może doprowadzić do rozbicia PO.
Piotr Bączek politolog, publicysta
Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił
funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po
objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z
Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
***
Prokuratura może nie dać rady
Po zatrzymaniu Gromosława Czempińskiego, byłego szefa Urzędu Ochrony
Państwa, przez CBA i prokuraturę nie ustają spekulacje na temat politycznych
przyczyn tego kroku. Tym bardziej że wszyscy zatrzymani zostali wypuszczeni za
poręczeniem finansowym na wolność. Zdaniem lidera Solidarnej Polski Zbigniewa
Ziobry, w Sejmie powinna powstać komisja śledcza, która zbada nieprawidłowości,
do których dochodziło "za sprawą najwyższych czynników rządowych i ludzi
związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi" przy prywatyzacji wielkich
przedsiębiorstw państwowych. Komisja miałaby również zbadać okoliczności
powstania Platformy Obywatelskiej, a jeśli Gromosław Czempiński miał w tym
realny udział, to również to, jaki wpływ miał on lub inni oficerowie służb na
uruchamiane przez rząd Donalda Tuska procesy prywatyzacyjne.
– Jaką rolę pełnili w procesach prywatyzacyjnych politycy formacji, którzy
desygnowali Gromosława Czempińskiego do tak ważnej roli? – precyzował Ziobro, w
latach 2003-2005 śledczy komisji badającej aferę Rywina. Rolą komisji miałoby
więc być pokazanie opinii publicznej, do czego doprowadziły patologie wokół
m.in. prywatyzacji LOT-u, STOEN-u i innych wielkich zakładów energetycznych, aby
zabezpieczyć los przedsiębiorstw, które mają być jeszcze prywatyzowane. – Mamy
dobre doświadczenia w sprawie komisji śledczych i złe. Problemem było ich
upolitycznienie. Widzieliśmy tego fatalne efekty choćby w przypadku komisji
naciskowej czy w przypadku komisji badającej sprawę samobójstwa Barbary Blidy.
Wysoko jednak oceniano komisję rywinowską czy ostatnio działającą komisję
badającą zachowania organów państwa w sprawie porwania i śmierci Krzysztofa
Olewnika – mówił Ziobro.
Do tego pomysłu sceptycznie odnosi się PiS. – Nie ma dziś ku temu odpowiednich
warunków politycznych – ocenia poseł Jarosław Zieliński (PiS). Doświadczenia
komisji hazardowej podważyły zaufanie PiS do instytucji komisji śledczych, bo
afera została zamieciona pod dywan. Jego zdaniem, komisja i tym razem byłaby
również zdominowana przez większość parlamentarną. – Pytanie jest dziś, czy
większość ta byłaby zdeterminowana, by wszystko dokładnie badać. Mam co do tego
spore wątpliwości. Tu chodzi o determinację i odwagę posłów. W normalnych
warunkach ten pomysł byłby uzasadniony, ale w tym wypadku to raczej pomysł
obliczony na PR pana Ziobry, a nie realne możliwości, które są raczej w tych
warunkach ograniczone – mówi Zieliński. W jego ocenie, komisja śledcza w tej
sprawie miałaby sens i byłaby potrzebna, gdyby okazało się, że prokuratura nie
jest w stanie przeprowadzić swoich działań skutecznie. – Na razie sprawę bada
prokuratura i ona posiada wszelkie materiały i możliwości do jej wyjaśnienia.
Gdyby jednak sobie z tym zupełnie nie radziła, to wówczas byłoby to zadanie dla
sejmowej komisji śledczej – mówi Zieliński.
Zdaniem polityków Solidarnej Polski, jest jednak o co pytać. Zatrzymania
dotyczyły korupcji przy sprzedaży wielkich przedsiębiorstw państwowych. – Te
przestępstwa przekładały się na jakość życia Polaków, prywatyzowane firmy
świadczyły potem swoje usługi Polakom, ustalały ceny – podkreślał Ziobro. W jego
ocenie, sprawa badana przez katowicką prokuraturę jest rozwojowa. – W Szwajcarii
rozmawiałem z prokuratorami na temat zawartości kont obywateli polskich, których
rozmiary przekraczały ich możliwości finansowe – podkreślał Ziobro, wspominając
czas, gdy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w
rządzie PiS.
Zdaniem Ziobry, zagadkowe i niezrozumiałe jest również zachowanie organów
ścigania po aresztowaniu Czempińskiego. Jak się okazało, prokuratura nie
wystąpiła o areszt, a zgodziła się na poręczenia finansowe w kwocie 1 mln
złotych. Przypomniano przy tym, że to Gromosław Czempiński był jednym z ludzi,
którzy inicjowali powstanie Platformy Obywatelskiej. Sam przyznał się do tego w
rozmowie ze stacją Polsat News oraz portalem Niezalezna.pl w połowie 2009 roku.
Maciej Walaszczyk
