Po CDU została tylko etykietka
Z Verą Lengsfeld, działaczką opozycyjną w byłej NRD i publicystką,
rozmawia Bogusław Rąpała
W jednym ze swoich ostatnich artykułów zwróciła Pani uwagę na fatalną
tendencję ujednolicania programów niemieckich partii. O czym to świadczy?
– Jeszcze w starej Republice Federalnej Niemiec oraz po obaleniu muru
berlińskiego w latach 90. partie reprezentowały różnorodne grupy społeczne oraz
tematy, takie jak: socjaldemokraci – robotnicy oraz program państwa socjalnego,
chrześcijańscy demokraci – gospodarka rynkowa i budżetowy rozsądek, liberałowie
– więcej wolności, prawa obywatelskie i ograniczenie władzy państwowej, Zieloni
– ochrona środowiska. To uległo radykalnej zmianie. Jeśli zestawi się ze sobą
programy poszczególnych partii i zakryje strony tytułowe, trudno jest rozpoznać,
który program należy do której partii. Wszystkie posługują się tą samą
ekologiczno-socjalną nowomową. Nie da się już jednoznacznie stwierdzić, za czym
opowiada się dana partia, oczywiście poza dążeniem do władzy.
Czy programowa jednorodność partii politycznych oznacza kryzys
demokracji?
– Taka sytuacja jest niezwykle niebezpieczna dla demokracji, która zakłada
możliwość wyboru między różnymi ofertami, dyskusję mającą na celu znalezienie
jak najlepszych rozwiązań, kompromis interesów. Niewiele z tego zostało w
społeczeństwie konsensusu, o jakim możemy mówić w chwili obecnej w Niemczech.
Polityczno-medialny konglomerat skutkuje jednolitością opinii, jednolitością
polityki i partii, nawet jeśli opatrzone są one obecnie różnymi etykietkami.
Nielicznym jednostkom reprezentującym odmienne opinie nie grozi wprawdzie
więzienie, ale muszą się one liczyć ze społeczną izolacją.
CDU tylko z nazwy pozostała partią chrześcijańską. Co stało się z
ugrupowaniem, które z założenia miało być konserwatywne i przywiązane do
tradycji?
– CDU pod kierownictwem Angeli Merkel zrezygnowała ze wszystkiego, co ją
konstytuowało. Partia we wszystkich politycznych obszarach przejęła stanowiska
reprezentowane dotąd przez "czerwonych" i Zielonych, jak chociażby zniesienie
obowiązku służby wojskowej, w polityce oświatowej likwidacja złożonego systemu
szkolnictwa, aplikacja hasła "antyfaszyzmu" w miejsce antytotalitarnego
konsensusu, prowadzona coraz bardziej bez skrupułów polityka zadłużeniowa. To
tylko kilka przykładów, które można by mnożyć.
Jakie cele stawia sobie dziś chadecja w Niemczech?
– CDU nie ma już celów, co pokazał niedawny zjazd partii w Lipsku. Jej rola
sprowadziła się do bycia istnym klubem wyborczym Angeli Merkel. CDU stała się
partią wydrążoną i ubezwłasnowolnioną. Merkel skutecznie zniszczyła udany
wzorzec "starej" RFN. Po CDU nie zostało nic poza etykietką. Jednak wątpliwe
jest, czy mimo tego Merkel zdoła zapewnić sobie wybór na kolejną kadencję.
Wyniki wyborcze CDU były od dłuższego czasu stabilne i wynosiły powyżej
czterdziestu procent, teraz w sondażach wahają się w granicach trzydziestu
procent i należą do najniższych w historii formacji. Podczas każdych wyborów
Merkel ustanawiała kolejne negatywne rekordy. Doszło już do tego, że dziś za
sukces poczytuje się, kiedy w osiągniętym wyniku wyborczym za trójką znajduje
się jedynka zamiast zera.
Wspomniała Pani o przejmowaniu lewicowych postulatów przez partie
mieniące się prawicowymi. Czy utrata wyborców to jedyna konsekwencja takiego
działania?
– Partie obywatelskie poddały się lewicowemu mainstreamowi. To doprowadzi do
zniknięcia z krajobrazu politycznego FDP [Freie Demokratische Partei – Wolna
Partia Demokratyczna] pod warunkiem, że nie wydarzy się jakiś cud i ta partia
radykalnie nie zmieni kierunku swoich działań. W przypadku CDU będziemy
obserwować powolny uwiąd formacji, dopóki jej przewodniczącą będzie Angela
Merkel. Czy potem partia będzie miała dość siły, aby to naprawić – zobaczymy.
Co oprócz zmiany przewodniczącej jest dla CDU najważniejsze?
– Partia musi sobie przypomnieć, że była tym ugrupowaniem, które umożliwiło cud
gospodarczy okresu powojennego i wraz ze "starą" RFN wydała najlepszą
demokrację, jaką Niemcy kiedykolwiek mieli. W międzyczasie zjednoczone Niemcy
stały się raczej przedłużeniem NRD z rozrastającą się biurokracją, z coraz
częstszymi przypadkami ingerencji w gospodarkę i życie prywatne swoich
obywateli, z bezsensowną polityką subwencyjną i z bezideową CDU.
Ale mimo wszystko jestem optymistką. Jeśli znikną partie obywatelskie, ich
miejsce zajmie coś innego. Mówi się, że gdy największa bieda, pomoc jest
tuż-tuż. Zobaczymy, jak będzie ona wyglądać.
Na koniec chciałbym Panią zapytać o motto "Wolność i uczciwość zamiast
równości i sprawiedliwości", które umieściła Pani na swojej stronie
internetowej. Takie zestawienie pojęć może dziwić… Dlaczego postawiła je Pani
naprzeciw siebie?
– Sprawiedliwość jest jednym z kolejnych, niesprawdzalnych tabu w naszym
społeczeństwie. Przez podejrzenie, że jakaś decyzja polityczna może być
naruszeniem sprawiedliwości, mogą zostać unicestwione różne, bardzo potrzebne
inicjatywy. Samo pojęcie jest bardzo niejasne, inaczej mówiąc – pozbawione
konkretnej treści, zresztą jak wszystkie hasła. Coraz częściej sprawiedliwość
rozumiana jest jako równość, przy czym przemilcza się to, jak katastrofalne
skutki miało w komunizmie dążenie do równości. Zestawiłam te dwa hasła z
wolnością i uczciwością, ponieważ dla mnie wolność to wartość decydująca. Bez
wolności nie ma demokracji, nie ma państwa prawa i praw człowieka. Uczciwość
uważam za tak ważną, ponieważ przy forsowaniu własnych interesów nie wolno
stracić z oczu interesów ogółu. A kto domaga się "sprawiedliwości", ma nazbyt
często na uwadze tylko własną korzyść.
Dziękuję za rozmowę.
