Platforma sączy populizm
Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, założycielem Instytutu
Globalizacji, rozmawia Paulina Jarosińska
Bronisław Komorowski jest przekonany, że główną przyczyną katastrofy
smoleńskiej była "próba lądowania w warunkach do tego absolutnie
nieodpowiednich".
– Takie stanowisko prezydenta Komorowskiego nie dziwi – pamiętamy wszyscy
jego wypowiedź o gazie łupkowym. Chciał za wszelką cenę skrytykować wydobywanie
gazu łupkowego i obwieścił, że wydobywa się go metodą odkrywkową, która pociąga
za sobą szkody ekologiczne… Podobnie jest z tą ostatnią wypowiedzią. Otóż
Bronisław Komorowski wie, że trzeba winę zrzucić na pilotów, dlatego przyjmuje
bezkrytycznie tezy, które temu służą. Jest to bardzo niepokojące. Pasują do tego
jak ulał słowa redaktora Stanisława Michalkiewicza, że władza w Polsce leży poza
konstytucyjnymi organami państwa. Wypowiedź Komorowskiego jest nieprofesjonalna
i urągająca śledztwu. Przed poznaniem wyników postępowania ferowanie tego typu
wyroków jest skandaliczne i nie powinno mieć miejsca.
Mamy do czynienia z takim mechanizmem: jak PO mówi o katastrofie, to
wszystko jest dobrze i na pewno prawdziwe, natomiast jeśli PiS cokolwiek powie
na ten temat, rząd i przychylne mu media przedstawiają to jako polityczną grę
tragedią.
– Politycy rządzący i media z nimi współpracujące kreują taki mechanizm –
budowany jest konkretny, z góry ustalony odbiór zdarzeń i sposób ich
komentowania, który następnie powtórzy "ulica". W takim mechanizmie wszystkie
wypowiedzi, które nie wpisują się w główny nurt, w tym przypadku to, co na temat
katastrofy ma do powiedzenia Prawo i Sprawiedliwość, należy dyskredytować.
Znamiennym przykładem jest tu osoba Jarosława Kaczyńskiego. Fałszywie utarło
się, że jest to "pieniacz", ktoś o zaściankowych poglądach itp. Nie wiadomo, na
jakiej podstawie zbudowano taki obraz – przecież Jarosław Kaczyński jest
przedstawicielem tradycyjnej inteligencji żoliborskiej i ostatnie, co można mu
zarzucić, to bycie nieokrzesanym czy niedouczonym. To jest przykład
oddziaływania na mentalność narzuconego silnie przez media obrazu
rzeczywistości.
Mediom i partii rządzącej udało się skutecznie spolaryzować dyskusję o
katastrofie smoleńskiej poprzez wydzielenie dwóch skrajnych obozów. Jeden to
ludzie "rozsądni", którzy ufają śledczym rosyjskim i gen. Tatianie Anodinie,
natomiast drugi obóz to wyznawcy tzw. teorii spiskowych, niemal furiaci, którzy
po prostu zadają pytania.
– Trzeba być wyznawcą teorii spiskowej, żeby uwierzyć, że katastrofa
smoleńska była samobójstwem popełnionym na zlecenie Lecha Kaczyńskiego, a
dokonanym przez pilotów. Trzeba być człowiekiem niespełna rozumu, aby wierzyć w
takie rzeczy i jeszcze tego typu tezy powtarzać.
Platformie – jak oceniają liczni komentatorzy sceny politycznej – nie
zależy na rzeczowej dyskusji czy realizacji obietnic wyborczych, o których
szybko "zapomina". Dlatego skupia się na budowaniu wizerunku?
– Nie dziwi mnie to specjalnie. Już po pierwszym roku rządów Platformy
mogliśmy się przekonać, ilu z wyborczych obietnic Platforma nawet nie zaczęła
realizować. Gdyby je podsumować, wyszłoby zapewne kilkaset. Skoro na szczeblu
centralnym zrezygnowano z haseł wyborczych, to czemu nie uczynić tak również na
szczeblu lokalnym? Platforma jest partią, która w sposób najbardziej cyniczny ze
wszystkich, jakie nami rządziły, oszukuje własnych wyborców i nie spełnia
wyborczych obietnic. Zamiast zmniejszania podatków mamy ich podwyższanie,
zamiast polityki prorodzinnej mamy uderzanie w rodzinę, zamiast ułatwień dla
przedsiębiorców pojawia się dodatkowa biurokracja. Stanowi to wystarczający
dowód na to, że Platforma jest partią populistyczną.
Dziękuję za rozmowę.
