Platforma i PSL obroniły Klicha

Minister obrony narodowej Bogdan Klich pozostanie na stanowisku. Rządząca
koalicja odrzuciła wczoraj wniosek Prawa i Sprawiedliwości o wotum nieufności
dla szefa MON. Za odwołaniem ministra ze stanowiska opowiedziało się 194 posłów,
234 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

Po zwycięskim dla siebie głosowaniu minister Klich ocenił, że argumenty
zwyciężyły nad polityką. – Cieszy mnie, że koalicja opowiedziała się
jednoznacznie za tym wszystkim, co zostało uczynione do tej pory w resorcie
obrony narodowej, i podtrzymała kierunek reform nadany naszym siłom zbrojnym
przed trzema laty – powiedział. W przeciwieństwie do ministra infrastruktury
Cezarego Grabarczyka, którego niedawno również w ten sam sposób próbowała
odwołać opozycja, Klich po wygranym głosowaniu nie doczekał się bukietu
czerwonych róż od klubowych koleżanek. Musiał się zadowolić uściskiem dłoni
ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który jako pierwszy
pospieszył z gratulacjami.
Wotum nieufności dla ministra Klicha poparły jednogłośnie kluby: PiS, SLD i PJN.
Przeciw byli wszyscy biorący udział w głosowaniu posłowie Platformy. Wszystkie
oczy skierowane były na posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego, wśród których
wielu nie oceniało pozytywnie ministra swojego rządu. Szef klubu PSL Stanisław
Żelichowski zapewniał, że jego partia zagłosuje zgodnie z umową koalicyjną, ale
chyba na wszelki wypadek postanowiono w szeregach ludowców wprowadzić dyscyplinę
w głosowaniu, choć wcześniej zapowiadano, że jej nie będzie. Dodatkowo
dyscyplina klubowa mogła stanowić wytłumaczenie dla posłów PSL, którzy wcześniej
niepochlebnie wypowiadali się o działalności ministra Klicha, dlaczego wbrew
swoim słowom szefa MON poparli.
W rezultacie PSL głosowało prawie jednomyślnie za szefem resortu obrony. Prawie,
bo jedynym, który spośród ludowców zagłosował inaczej, był Eugeniusz Kłopotek.
Wstrzymał się od głosu. Jeszcze przed głosowaniem, m.in. na wieść o wprowadzeniu
dyscypliny w PSL, pojawiły się apele do ludowców, aby "wzięli odpowiedzialność i
Klicha odwołali". Apelował o to wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich (SLD). Od
razu jednak pokusił się o podsumowanie ludowców, porównując PSL do orkiestry na
trąbkę, harfę i dwa bębenki. – Najpierw te dwa bębenki robią raban, jak to PSL
oburzony jest sytuacją rządu Platformy Obywatelskiej i chytrze, chytrusieńko nie
dodaje, że również PSL rządzi. Później, po tym larum, które PSL gra, jak to jest
bardzo oburzone tym rządzeniem PO, tymi niespełnieniami w armii, których tak
bardzo dużo, raptem odzywa się jakaś trąbka, która daje sygnał do odwrotu, gdy
idzie o tę krytykę. A później, na koniec, kiedy przychodzi naciskać już guziki,
rozlega się głos łagodny i miłosierny harfy, i oto kolejny minister uratowany –
snuł Wenderlich.
 

Artur Kowalski

drukuj