PGNiG szczelinuje w Zwoli
Czy z niewielkiej miejscowości w województwie lubelskim popłyną miliardy
metrów sześciennych polskiego gazu łupkowego? Na to pytanie przyjdzie nam
poczekać co najmniej miesiąc, podobnie jak na to, czy będzie to gaz łupkowy, czy
gaz zaciśnięty w skałach. Dopiero wówczas zostaną opracowane wyniki
dotychczasowych badań złoża należącego do Polskiego Górnictwa Naftowego i
Gazownictwa. Wczoraj amerykańska firma Halliburton wykonała dla polskiej spółki
drugie szczelinowanie.
To już drugi proces szczelinowania złoża Pionki-Kazimierz. Szczelinowanie to
proces technologiczny polegający na wtłoczeniu pod dużym ciśnieniem specjalnej
cieczy ze specjalną substancją przypominającą piasek. Celem zabiegu jest
zablokowanie wytworzonych w warstwie gazonośnej spęknięć w taki sposób, by mógł
przez nie wydobywać się gaz. Szczelinowanie może być przeprowadzane w różnych
technologiach. To wykonywane dla PGNiG jest dokonywane w szczególnej
technologii, której tajemnicy pilnie strzeże koncern Halliburton. To właśnie on
na zlecenie PGNiG wykonuje ten skomplikowany proces. Polskie przedsiębiorstwo
jak na razie takiego rodzaju szczelinowania nie potrafi wykonywać i zapewne
długo jeszcze nie będzie tego robić.
Po co ten skomplikowany i kosztowny proces? Jak wygląda współpraca z koncernem
Halliburton? – Po prostu płacimy za usługę – odpowiada Piotr Gliniak, dyrektor
Departamentu Poszukiwań PGNiG SA. Ile? Jedno szczelinowanie, takie jak to
przeprowadzone wczoraj, kosztuje 1 mln euro.
Celem jest udokumentowanie złoża gazu, które jednak wbrew wcześniejszym
oczekiwaniom jest typu tight gaz, czyli złoża gazu uwięzionego, lub zaciśniętego
w skale, a nie złoża łupkowego.
Jakie to ma praktyczne znaczenie? Wymaga zastosowania nieco innej technologii
szczelinowania. Co to jeszcze może oznaczać, okaże się tak naprawdę, gdy zostaną
zakończone dotychczasowe badania.
Wyniki za miesiąc
Otwór o nazwie roboczej Markowola-1 ma głębokość 4,5 tys. metrów. Sam proces
szczelinowania przeprowadzono na głębokości ok. 3,5 tys. metrów. Na wydrążony
otwór tymczasowo nakładany jest "korek".
Dopiero dane uzyskane w wyniku dotychczasowych odwiertów oraz obu szczelinowań
pomogą określić: po pierwsze – jakość gazu, po drugie – zasobność złoża. To, że
występowanie surowca już stwierdzono, nieoficjalnie już wiadomo. Jednak by
zebrać pełne dane na ten temat, PGNiG będzie jeszcze musiało wykonać co najmniej
kilkanaście otworów, które są bardzo kosztowne.
Kiedy więc będzie wreszcie wiadomo, ile gazu jest w badanym złożu? –
Prawdopodobnie za miesiąc – odpowiada Adam Górka, zastępca dyrektora ds.
poszukiwań oddziału PGNiG w Sanoku. Natomiast gdyby wszystkie badania wypadły
pomyślnie, firma mogłaby rozpocząć wydobycie gazu za 3-4 lata.
Aby przeprowadzić szczelinowanie, firma wysłała z Niemiec specjalny sprzęt
zamontowany na samochodach ciężarowych. Dzięki temu, jeśli zajdzie potrzeba,
może po prostu pojechać do innej kopalni.
Po co kolejny proces drogiego szczelinowania? Bo Amerykanie chcą zbadać złoże na
nieco niższej głębokości.
Otwór wiertniczy do głębokości 4,5 km kosztuje 25-30 mln zł, nie licząc zabiegów
dodatkowych – tłumaczy Piotr Gliniak.
– To pierwszy krok na drodze do rozpoznania złóż gazu niekonwencjonalnego w
Polsce. To, co robimy, to już jest sukces organizacyjny, badawczy, w sensie
uzyskiwania wyników – mówi Adam Górka.
Ile trzeba będzie czekać na rozpoczęcie wydobycia? – Co najmniej kilka lat –
dodaje.
W tym roku PGNiG przeznaczyło na poszukiwania nowych złóż gazu 940 mln zł, w tym
na złoża niekonwencjonalne. Z tej kwoty na poszukiwania w Polsce zostanie
przeznaczone 660 mln zł, 100 mln zł z tej sumy pochodzi z obligacji
wyemitowanych przez firmę na ogólną sumę 3 mld złotych.
W listopadzie planowany jest na Pomorzu typowy otwór przeznaczony do
eksploatacji gazu łupkowego. Z punktu widzenia pokładów najbardziej zasobnych
potencjalnie w gaz łupkowy obszar Pomorza jest najbardziej obiecujący.
Co PGNiG będzie robiło z bilionami metrów sześciennych gazu, jeśli rzeczywiście
tak wielkie ilości zostaną w Polsce znalezione, w sytuacji gdy właśnie podpisał
kontrakt na dostawy ponad 10 mld m sześc. gazu rosyjskiego? – PGNiG poradzi
sobie w tej sytuacji. Jeśli znajdziemy go wystarczająco dużo, to będzie
sprzedawany na zewnątrz. Rzecz w tym, że firma na razie nie ma praktycznie czym
przesyłać na zewnątrz większych ilości surowca. Liczy jednak na to, że zanim
zacznie eksploatować nowe złoża, zdąży zbudować nowe połączenia z innymi
krajami.
Mariusz Bober, Zwola
