Pazerność nie popłaca

Skutki powodzi zaczynają już odczuwać ubezpieczyciele. Największy z
nich – PZU – tylko w ciągu pierwszego tygodnia podtopień otrzymał 35 tys.
wniosków o odszkodowanie. W miarę przesuwania fali powodziowej na północ napływają
kolejne zgłoszenia. Szkopuł w tym, że całkiem niedawno akcjonariusze –
minister skarbu Aleksander Grad wraz z Eureko, wyprowadzili prawie 13 mld zł
megadywidendy. Biuro prasowe zapowiada, że PZU nie będzie informował w
komunikatach o wysokości strat do likwidacji, uczyni to dopiero w sprawozdaniu
rocznym.

Do 30 maja wieczorem PZU zarejestrował 54 tys. 113 szkód powodziowych na
terenie całej Polski. Tylko w ciągu pierwszego tygodnia powodzi było ponad 34
tys. zgłoszeń.
– Takiej liczby zgłoszeń jeszcze nie było. To wyłącznie szkody spowodowane
powodzią, bez pozostałych "normalnych" zgłoszeń – wyjaśnia
Agnieszka Rosa z Biura Prasowego PZU. Najwięcej szkód powodziowych odnotowano
dotąd na Śląsku i w Małopolsce. Główne przyczyny wciąż pozostają te
same – powódź, nawałnica, podtopienie, zalanie, przepięcie, uderzenie
pioruna, huragan, grad oraz obsuwanie się gruntu – poinformowało biuro w
komunikacie.
Na szybki wzrost liczby zgłoszeń dodatkowo wpływa fakt, że ubezpieczyciel
wysłał na zalane tereny autobus z pracownikami – tzw. Mobilne Biuro PZU Pomoc,
które przemieszcza się od gminy do gminy, żeby ułatwić poszkodowanym
notyfikację strat i składanie wniosków o likwidację szkód spowodowanych
przez wielką wodę. Wczoraj autobus stacjonował w okolicy Kędzierzyna Koźla,
dzisiaj zawita do miejscowości Cisek na Opolszczyźnie, w środę będzie
stacjonował w Chełmie Śląskim, a w czwartek w Wilkowie w województwie
lubelskim. Zgłoszenia szkód będą przyjmowane od godz. 9.00 do ostatniego
klienta. Oprócz autobusu w teren ruszyli Mobilni Eksperci PZU zajmujący się
szacowaniem strat na miejscu. Ubezpieczyciel apeluje jednak do swoich klientów,
aby nie czekali z zabezpieczeniem mienia na przybycie likwidatora.
"Zalane gospodarstwo należy zabezpieczyć przed dalszymi stratami, a
uszkodzone meble, dywany i sprzęt zgromadzić w jednym miejscu w celu
oszacowania szkód. Przed przystąpieniem do sprzątania warto wykonać
dokumentację fotograficzną zniszczeń" – instruuje PZU w komunikacie.
Jak wielka jest skala zniszczeń, za które przyjdzie płacić PZU?
– Nie mamy jeszcze pełnych danych, a nawet gdy je otrzymamy, nie będą
podawane do publicznej wiadomości. Znajdą się dopiero w raporcie rocznym –
twierdzi przedstawicielka biura prasowego.
Powściągliwość przedstawicieli firmy ubezpieczeniowej w momencie katastrofy
powodziowej bynajmniej nie dziwi.
– Powódź najsilniej uderzy w ubezpieczycieli – twierdzą zgodnie ekonomiści.
– Straty powodziowe mogą sięgnąć 15 mld zł, a to oznacza, że odszkodowania
w wersji optymistycznej wyniosą co najmniej 1,5-2 mld zł – ocenia Janusz
Szewczak, główny ekonomista SKOK, za czasów PiS członek zarządu w spółce
PZU Tower. – PZU, do którego należy ok. 50 proc. rynku ubezpieczeniowego, w
tym dużo umów na ubezpieczenie budynków, zakładów rzemieślniczych i
gospodarstw rolnych, może otrzymać w związku z powodzią ok. 100 tys. wniosków
odszkodowawczych. W ubiegłym roku za same podtopienia firmy ubezpieczeniowe wypłaciły
1,2 mld zł w ramach odszkodowań – oblicza ekspert.
O tym, że wielka fala może radykalnie wpłynąć na wyniki PZU, informuje
prospekt emisyjny firmy, która zaledwie w połowie maja, tuż przed powodzią,
zadebiutowała na giełdzie.
"Zdarzenia katastroficzne i ryzyka wyjątkowe mogą zagrozić ciągłości
działalności Grupy PZU i wywrzeć istotny, niekorzystny wpływ na działalność,
przychody, wyniki i sytuację finansową grupy PZU" – czytamy w prospekcie.
Zagrożenie zmaterializuje się, "jeśli rzeczywista wartość wypłaconych
odszkodowań i świadczeń będzie wyższa od oczekiwanych wyników, stanowiących
podstawę ustalenia cen produktów i tworzenia rezerw na poczet potencjalnych
szkód i świadczeń". Oczywiście firmy ubezpieczeniowe starają się
ograniczać ryzyko, reasekurując się w innych instytucjach ubezpieczeniowych
na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Dla akcjonariuszy jest to jednak słaba
pociecha, bo – jak wynika z prospektu – do strat mogą się przyczynić również
wysokie koszty takiej reasekuracji, nie mówiąc już o niebezpieczeństwie, iż
reasekuranci – sami w kłopotach – nie wywiążą się ze swych zobowiązań.
– Tak czy owak powódź poważnie zachwieje wynikami PZU – uważa Szewczak. –
Zysk spadnie o co najmniej 30 proc. – szacuje Jerzy Bielewicz, finansista,
prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". – Akcje firm
ubezpieczeniowych z reguły lecą w dół w czasie klęsk żywiołowych –
dodaje.
Akcje PZU trzymają się jednak mocno. W chwili debiutu firma miała najwyższą
ocenę Standard and Poor’s, tj. rating na poziomie A.

Co z odszkodowaniami?
Jednak ubezpieczonych, którzy w powodzi tracą nieraz cały dorobek życia,
interesują nie zyski firmy ubezpieczeniowej, lecz to, czy otrzymają swoje
odszkodowania.
– Firma ubezpieczeniowa nie trzyma pieniędzy w szufladach, lecz lokuje m.in. w
obligacje skarbowe. Żeby mieć środki na odszkodowania, musi je spieniężyć
– tłumaczy Szewczak.
– Rzucenie na rynek dużej ilości obligacji z jednej strony powoduje, że cena
oferowanych papierów spada i sprzedający traci. Z drugiej strony wpływa to na
rynek obligacji w ten sposób, że przy kolejnych emisjach rentowność
obligacji skarbowych wzrasta, bo podaż przewyższa popyt. To bardzo
niekorzystne dla kraju zadłużonego, jakim jest Polska – wyjaśnia Bielewicz.
Duża ilość obligacji państwowych w portfelu PZU powoduje, że duży wpływ
na kondycję finansową firmy i jej płynność ma ogólna sytuacja finansowa państwa
– wynika z prospektu emisyjnego PZU. Państwo wpływa na kondycję
ubezpieczyciela, a ten na kondycję państwa. Powódź zaś źle wróży
finansom i jednego, i drugiego. Czy zatem ci z powodzian, którzy się
ubezpieczyli, będą mieli w całości zrekompensowane szkody?
– Gdyby został ogłoszony stan klęski żywiołowej, szacowanie strat i wypłata
odszkodowań przebiegałyby szybciej i według uproszczonych procedur
dowodowych. Brak takiej decyzji leży w interesie firm ubezpieczeniowych, dla których
korzystniejsze jest wydłużanie tego procesu i zaniżanie wypłat – twierdzi
Bielewicz.
W tym kontekście o wizerunkowym pechu może mówić minister skarbu Aleksander
Grad, który do niedawna chełpił się z powodu ugody z Eureko i wejścia PZU
na giełdę. Polacy pamiętają, jak na kilka miesięcy przed kataklizmem
wyprowadził z firmy megadywidendę, tj. kapitały zapasowe z kilku tłustych
lat na kwotę blisko 13 mld złotych. Dziś, gdy powodzianie szturmują placówki
PZU, te pieniądze przydałyby się w firmie bardziej niż kiedykolwiek. Ba,
gdyby przynajmniej trafiły do budżetu, mogłyby służyć wszystkim
poszkodowanym, także nieubezpieczonym. Niestety, ok. 8 mld zł z tej kwoty powędrowało
– na mocy ugody – do holenderskiej spółki Eureko w formie
"odszkodowania". "I to bez konieczności odprowadzenia podatku
dochodowego" – informuje w swoim blogu Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista (PiS).

Duży rynek – duża odpowiedzialność
W segmencie ubezpieczeń majątkowych PZU jest potentatem. Zajmuje się m.in.
ubezpieczaniem zdrowia, domów, mieszkań, samochodów, małych i średnich firm
produkcyjnych i usługowych, zakładów rzemieślniczych, magazynów, a także
dobrowolnymi i obowiązkowymi ubezpieczeniami rolnymi, np. ubezpieczaniem upraw
i inwentarza żywego oraz budynków gospodarczych od zdarzeń losowych. Z blisko
8 milionami aktywnych klientów i 730 placówkami na terenie całego kraju PZU
jest niekwestionowanym liderem na polskim rynku ubezpieczeniowym. Do firmy
trafia 37 procent pieniędzy zebranych od ogółu ubezpieczonych w Polsce – w
2009 r. była to kwota 14,4 mld zł (dla porównania: najbliższy w kolejce
konkurent zgarnia zaledwie 10,4 proc. kwoty składek). W dziedzinie ubezpieczeń
majątkowych i osobowych udział PZU w "składkowym torcie" sięga
jeszcze wyżej – prawie 56 procent. To właśnie w tym segmencie powstawało dotąd
ok. 30 proc. zysku całej grupy PZU. Nawet w kryzysowym 2009 r. na
ubezpieczeniach majątkowych i osobowych grupa miała 1,1 mld zysku netto. Czy
PZU równie dobrze zda egzamin w czasach wielkiej powodzi?

Małgorzata Goss

drukuj