Palikot – Schetyna: ostatnie starcie
Janusz Palikot zrzuca winę za słaby wynik prawyborów na Grzegorza
Schetynę i żąda jego dymisji z funkcji sekretarza generalnego PO. Jednak powodem
ataku jest to, że Schetyna wspiera „antypalikotową” opozycję w okręgu lubelskim,
o czym świadczą wyniki wyborów władz partii w Lublinie. Do ostatecznego starcia
polityków może dojść podczas majowego kongresu Platformy. Donald Tusk w spór
oficjalnie się nie miesza i zachowuje dyplomatyczne milczenie. Niewykluczone
jednak, że gdy sytuacja będzie temu sprzyjać, odsunie Schetynę.
W przeszłości nie brakowało ostrych starć słownych między byłym wicepremierem
i szefem klubu parlamentarnego PO a „lubelskim baronem” Platformy. Posłowie
przyznają, że zważywszy na pewną autonomiczną pozycję Janusza Palikota w partii,
tylko on mógł tak otwarcie ostro krytykować Grzegorza Schetynę. To, na co
pozwalał sobie Palikot, innego platformersa już dawno zaprowadziłoby na
polityczne zesłanie. Teraz jednak wzajemne spory obu panów wydają się dużo
poważniejsze.
Oto bowiem ledwie minęło kilkanaście godzin od ogłoszenia
wyników prawyborów, a już Palikot przestał celebrować to partyjne święto i
otwarcie wezwał do odsunięcia Schetyny od sterów w partii. – To, że mieliśmy tak
niską frekwencję w prawyborach [niespełna 48 proc. – przyp. red.], to wina
zaniedbań ze strony Grzegorza Schetyny. Zamiast zajmować się sprawami
organizacyjnymi w partii, poświęcił się pracy w rządzie – grzmiał Janusz
Palikot, twierdząc, że sekretarz generalny PO nie powinien być ministrem spraw
wewnętrznych i administracji oraz wicepremierem. Obie funkcje sprawował w
rządzie Donalda Tuska przez dwa lata (2007-2009). Palikot idzie zresztą dalej,
żądając rozliczenia i partyjnego ukarania Schetyny. A najlepszym na to sposobem
byłoby niepowierzanie mu ponownie na majowym kongresie funkcji drugiej osoby w
PO – sekretarza generalnego.
Wściekły Schetyna nie może wdeptać Palikota w
ziemię, jak zapewne zrobiłby w przypadku wielu innych posłów, ale zdecydowanie
nie zgadza się z zarzutami „posła z Lublina”, twierdząc, że nie Palikot
odpowiada za frekwencję w regionach, tylko ich liderzy. I wytyka Palikotowi, iż
w Lublinie frekwencja wyniosła tylko 45 proc., a na jego Dolnym Śląsku
przekroczyła 50 procent. Tak więc za prawybory trzeba rozliczyć nie Schetynę,
ale Palikota. W całym sporze jednak, jak wynika z naszych rozmów z działaczami
PO, prawybory są tylko pretekstem do starcia. Prawdziwe jego źródła tkwią w
walce o wpływy w partii.
Osłabić Palikota
– Janusz zapewne nie zaatakowałby aż tak
ostro przewodniczącego klubu, gdyby nie to, że Schetyna skonsolidował
antypalikotową opozycję w regionie – usłyszeliśmy od jednego z działaczy
lubelskiej PO. – Na spotkaniach rad powiatowych i miejskich partii doszło do
rywalizacji stronnictw Palikota i opozycji, a w kilku przypadkach okazało się,
że ta opozycja jest silniejsza niż Janusz przypuszczał – wyjaśnia. Klasycznym
przykładem jest tu zjazd miejski PO w samym Lublinie, gdzie szefem partii został
Jacek Sobczak, wicemarszałek województwa lubelskiego, uważany za oponenta
Palikota. Na Sobczaka zagłosowało aż 107 delegatów, podczas gdy popierana przez
szefa regionu Henryka Strojnowska, wicewojewoda lubelski, dostała tylko 61
głosów. Palikot oficjalnie mówi, ze Sobczak to także jego człowiek, ale
tajemnicą poliszynela jest, że wicemarszałek należy do tej drugiej grupy.
Nic
więc dziwnego, że Janusz Palikot, który twardą ręką stara się trzymać stery
partii w swoim regionie, poczuł wzrastające zagrożenie. Wie, że źródłem siły
opozycji może być wsparcie ze strony sekretarza generalnego PO. Teoretycznie to
każdy z regionalnych szefów powinien mieć decydujący głos w sprawach partyjnych
na swoim terenie, to do niego powinni lgnąć członkowie PO, jeśli chcą robić
karierę polityczną, mieć dobre miejsca na listach w wyborach samorządowych i
parlamentarnych. – Ale Schetyna przekonał opozycjonistów, że nie muszą się
obawiać Palikota. Bo to on jako sekretarz generalny Platformy ma nie mniejszy
wpływ na kształt list wyborczych. I nawet jeśli Palikot będzie chciał ich usunąć
z list, kierownictwo PO może tę decyzję zmienić – tłumaczy „Naszemu Dziennikowi”
działacz Platformy z lubelskiego.
Rzeczywiście, nieraz już bywało, że Tusk i
Schetyna ingerowali w kształt regionalnych list wyborczych, dość przypomnieć
umieszczanie „spadochroniarzy” spoza PO na czołowych miejscach list w regionach
podczas ubiegłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Palikotowi w
Lublinie też wstawiono taką osobę – prof. Lenę Kolarską- Bobińską. I dlatego
przeciwnicy szefa regionu nie mają nic do stracenia: u Palikota i tak są
przegrani, a Schetyna może im rzeczywiście pomóc.
Taki przebieg wydarzeń
doprowadził ekscentrycznego wiceprzewodniczącego klubu do furii. Nieukrywający
swoich emocji Palikot ostro ruszył na Schetynę. Wie, że teraz ma wyjątkową
szansę na usunięcie czy raczej zniszczenie pozycji politycznej byłego
wicepremiera. Okazja taka, jeśli Schetyna jednak wygra, może się już nigdy nie
powtórzyć…
Ale jeden z senatorów PO jest przekonany, że gra Palikota ma
mniej misterny charakter. Nie chodzi mu o usunięcie Schetyny, ale o wzmocnienie
własnej pozycji w aparacie PO. – W końcu, kto inny odważyłby się tak otwarcie
zaatakować przewodniczącego klubu? I na tym Janusz będzie bazował, oczywiście
licząc na to, że Grzesiek zawrze z nim rozejm i nie będzie pod nim dołków kopał
– mówi senator. Choć większość opinii wskazuje jednak na głębsze podłoże
sporu.
Co zrobi Tusk?
Według naszych rozmówców z PO, Janusz
Palikot twierdzi, że jego uderzenie w Schetynę było przemyślane, a co więcej,
pomaga on tylko Donaldowi Tuskowi „w rozliczeniu winnych klęski frekwencyjnej w
prawyborach”. Nie wiadomo, ile jest w tym prawdy, bo premier milczy,
przyglądając się walce swoich partyjnych bonzów. Może być w tym jednak sporo
prawdy, bo i w słowach Schetyny wyczuwa się niepewność. – Nie Palikot powoływał
mnie na to stanowisko i nie on mnie będzie odwoływał – twierdzi sekretarz
generalny. Ale pospiesznie dodaje, że ma umowę z Donaldem Tuskiem, która
stanowi, iż przewodniczący zgłosi jego kandydaturę na sekretarza generalnego
podczas kongresu krajowego PO i nie ma przesłanek niedotrzymania umowy przez
premiera.
Wszystko rzeczywiście wydaje się teraz znajdować w rękach premiera,
gdyż zgodnie ze statutem Platformy to jej przewodniczący przedstawia kandydata
na sekretarza generalnego. Nie wiąże on Tuskowi w tej sprawie rąk – może
wskazać, kogo chce. Oczywiście, jeśli premier chciałby pozbawić Schetynę tej
funkcji, nie może mu demonstracyjnie pokazać drzwi podczas kongresu, ale musi
mieć do tego wiarygodny pretekst, bo inaczej tysiące członków partii i miliony
Polaków byłyby świadkami najostrzejszego w historii konfliktu wewnętrznego PO. –
Ale jeśli ataki na Schetynę będą częste i celne, i więcej osób zacznie go
obarczać współodpowiedzialnością za organizację prawyborów, Tusk zyska wygodny
pretekst, aby poprosić sekretarza, żeby „odsunął się na pewien czas w cień”. Z
takiego zesłania oczywiście Schetyna by nie wrócił, a premier mógłby wybrać
sobie bardziej „sterowalnego” i oddanego sekretarza generalnego – mówi nam jeden
z posłów Platformy.
Palikot jest na tyle sprytny, że stara się pokazać, iż
nie działa sam, że nie jest zawieszony w próżni. Zgłosił nawet kandydatów na
nowego sekretarza generalnego, a wśród nich jest m.in. Sławomir Nowak, były szef
gabinetu politycznego premiera. I tak powszechnie wiadomo, że Nowak, łagodnie
mówiąc, nie lubi się ze Schetyną. To on miał m.in. stać za różnymi akcjami w
przeszłości, których cel stanowiło osłabienie wpływów byłego wicepremiera. To
Nowak miał być źródłem choćby przecieków do mediów o dymisji Schetyny z rządu w
związku z aferą hazardową. – W rozmowach z posłami i senatorami Nowak nie
zgłaszał pretensji do objęcia teraz stanowiska sekretarza generalnego, ale gdyby
się taka okazja nadarzyła, to pewnie skrzętnie by z niej skorzystał – powiedział
poseł PO. I dlatego, choć Sławomir Nowak nie przyszedł Palikotowi z pomocą w
atakach na Schetynę, nie można wykluczyć, że grają w jednej drużynie. Dlatego
nasi rozmówcy spodziewają się, iż na majowym kongresie Janusz Palikot może
przypuścić frontalny atak na Schetynę, torując Nowakowi drogę do partyjnych
zaszczytów.
Z punktu widzenia Tuska, jego dawny minister stanowiłby wzorzec
sekretarza generalnego: jest lojalny i oddany, wręcz do przesady, bo w
pochwałach Nowaka dotyczących premiera wazelina przebija w każdym niemal słowie.
Problemem jest jednak to, że Nowak ma niewielu zwolenników wśród działaczy
ugrupowania. Co więcej, przede wszystkim premier nie ma pewności, w jaki sposób
na tak istotne zmiany we władzach Platformy zareaguje partyjny aktyw. Wiele
będzie zależało od składu nowych władz regionalnych i delegatów na zjazd
krajowy. Gdyby bowiem na sali przeważyli zwolennicy Schetyny, Tusk nie
zaryzykuje z nim starcia. Jeśli jednak przewodniczący klubu będzie miał za mało
szabel, może mieć trudności z obroną stanowiska. Dlatego tak ważne w Platformie
są zjazdy powiatowe, a zwłaszcza regionalne, które wyłaniają delegatów na
kongres krajowy.
Krzysztof Losz
