Orban walczy o interes Wegier
Z Gáborem Takácsem, komentatorem i analitykiem politycznym z
węgierskiego think tanku Nézöpont Intézet, rozmawia Mariusz Bober
Premier Viktor Orbán i jego rząd znalazł się w ogniu histerycznej
krytyki, bo konsekwentnie zrywa z postkomunizmem. Jak Węgrzy odbierają tę
nagonkę?
– Duża część zastrzeżeń jest formułowana w sposób bardzo ogólny. Na przykład
w zachodnich mediach zarzuca się rządzącym politykom nacjonalizm i chęć
zawłaszczania kolejnych urzędów. Drugą grupę krytyków stanowią zwłaszcza
politycy, jak np. Hillary Clinton czy Alain Juppe, ale także duże media, np.
"New York Times". Wyrażają oni bardziej konkretne obawy, dotyczące np. zapisów
nowej konstytucji oraz innych wprowadzanych przez rząd Viktora Orbána zmian,
które według nich podważają niezależność węgierskiego banku centralnego.
Zarzucają też obecnym władzom, że wprowadzając te zmiany, łamią "zasady
europejskie" itd. Te oskarżenia są właściwie dokładnym powtórzeniem zarzutów
stawianych obecnemu centroprawicowemu rządowi przez lewicową opozycję i
środowiska z nią związane. Jednak powtarzając te zarzuty, zachodni politycy i
media nie mają wiedzy o rzeczywistych skutkach wprowadzanych zmian.
To porozmawiajmy o konkretnych posunięciach Orbána. Jakie są w
rzeczywistości skutki zmian w sądownictwie? Rząd jest oskarżany, że chce przejąć
kontrolę nad sądami, łamiąc zasadę trójpodziału władzy.
– Właściwym celem zmian w tej dziedzinie jest usprawnienie funkcjonowania
sądów i przyspieszenie prowadzenia spraw toczących się obecnie bardzo długo.
Dotychczas sędziowie z Budapesztu byli obciążeni znacznie większą liczbą spraw
niż ich koledzy w innych rejonach kraju. Prawo bowiem przewidywało, że sprawa
musiała być rozpatrywana w miejscu zamieszkania czy siedziby firmy, która
kierowała sprawę do sądu. Tymczasem na Węgrzech zdecydowana większość firm ma
siedziby w stolicy. W myśl nowych przepisów więcej spraw będzie mogło się toczyć
w innych miastach kraju. Według mnie, wprowadzone zmiany pozwolą też na większą
niezależność wszystkich sędziów.
Lewica ciska gromy na rząd Orbána za to, że zmienił ordynację
wyborczą. Dlaczego potrzebne było nowe ustawodawstwo?
– Zmiany w prawie wyborczym wprowadzają nowy kształt okręgów wyborczych i
ograniczają liczbę posłów z 386 do 199. Według lewicy, skutkiem nowych granic
okręgów wyborczych będzie zwiększenie szans na wygraną Fideszu już w
najbliższych wyborach parlamentarnych w 2014 roku. Rzecz w tym, że te zmiany
faworyzują po prostu partię dysponującą największym poparciem. Gdy lewica była u
władzy, w 2006 r. również mogła wprowadzić podobne rozwiązania. Zmiana granic
okręgów wyborczych była konieczna ze względu na orzeczenie Trybunału
Konstytucyjnego z 2005 roku. Zakwestionował on różnice w ich wielkości,
określone prawem jeszcze z początku lat 90. Trybunał uznał bowiem, że niezgodne
z konstytucją jest, iż np. w jednych okręgach skupionych jest zaledwie 26 tys.
wyborców, podczas gdy w innych aż 72 tysiące! Socjaliści wprowadziliby podobne
do obecnych zmiany, gdyby dysponowali wystarczającą większością 2/3 w
parlamencie. Ale nawet gdyby wówczas lewicowo-liberalna koalicja wprowadziła te
zmiany, zapewne zdziwiłaby się, bo jeszcze przed wyborami w 2010 r.
nacjonalistyczna partia Jobbik osiągnęła ogromne poparcie właśnie w okręgach
uważanych co najmniej do 2006 r. za bastion lewicy. To pokazuje, że wielkim
uproszczeniem jest twierdzenie, iż poprzez ostatnie zmiany Fidesz zagwarantował
sobie zwycięstwo w wyborach za dwa lata. Opisany przeze mnie przypadek pokazuje,
że nigdy nie ma pewności, jak zmiany w kształcie okręgów wyborczych wpłyną na
wyniki wyborów.
W takim razie ile wspólnego z rzeczywistością mają oskarżenia
obecnego węgierskiego rządu, że chce również przejąć kontrolę nad bankiem
centralnym?
– Zarzuty dotyczą przede wszystkim wprowadzenia stanowiska nowego wiceprezesa
banku centralnego, który byłby mianowany przez rząd. Ale z tego, co wiem, nie ma
jakichś "europejskich standardów", które określają, że np. rząd może mianować
tylko 30 proc. składu Rady Monetarnej banku centralnego [odpowiednik polskiej
Rady Polityki Pieniężnej – red.], i jeśli obsadza większą liczbę członków rady,
to oznacza to już zbytni wpływ rządu na funkcjonowanie banku centralnego. Myślę,
że krytykom działań rządu w rzeczywistości chodzi o utrzymanie wpływu na bank
centralny, którym kieruje szef wybrany jeszcze przez poprzedni, socjalistyczny
gabinet. Dlatego dochodziło do sporów między nim a obecnym rządem – głównie z
powodu restrykcyjnej polityki banku centralnego. Bowiem utrzymywanie stóp
procentowych na wysokim poziomie podnosi koszt obsługi długu. W dodatku ostatnio
mocno spadła wartość węgierskiej waluty, co jeszcze bardziej podnosi koszt
obsługi długu. Wysokie stopy procentowe wpływają też na tempo rozwoju
gospodarki. Tymczasem bank centralny w ostatnich kilku miesiącach już dwukrotnie
podnosił stopy procentowe. Dlatego walka banku centralnego z rządem jest tak
naprawdę walką z interesem całego kraju.
Zagraniczni krytycy uznali za "zamach na niezależność" banku
centralnego obniżenie pensji jego szefa, który w kraju zagrożonym bankructwem
zarabiał dwa razy więcej niż szef amerykańskiego Fed.
– Rząd Orbána chciał przede wszystkim zmniejszyć różnice w wynagrodzeniach
szefa banku centralnego i szefów innych instytucji oraz firm państwowych. Zmiany
te zostały wprowadzone jeszcze w 2010 roku. Chodziło również o oszczędności.
Rola banku centralnego może być teraz kluczowa. Rząd będzie chciał
wykorzystać część jego zysków do sfinansowania długu publicznego?
– W ostatnich latach rezerwy walutowe banku centralnego doszły do poziomu 37
mld euro. Jednak przepisy uchwalone ostatnio przez parlament zabraniają
finansowania długu państwowego przez tę instytucję. Mimo to rząd mógłby liczyć
na część zysków banku centralnego, a także na niewykorzystany limit kredytowy z
poprzedniej linii otwartej przez MFW i UE na lata 2008-2010. Trudno powiedzieć,
czy rząd zostanie bez wyjścia, gdyby MFW i Unia odmówiły przekazania kolejnej
transzy kredytu. To będzie zależało również od tego, czy rządowi uda się
sprzedać nowe obligacje i z jakim oprocentowaniem.
Oprocentowanie węgierskiego długu zaczęło rosnąć po obniżeniu jego
ratingu przez instytucje finansowe. Dlaczego tak źle jest oceniana sytuacja
Węgier? Wasz dług wynosi 80 proc. PKB, ale np. Włoch – 120 proc., a
oprocentowanie obligacji tego kraju niedawno spadło o 3 procent!
– Oficjalnie tłumaczy się to w ten sposób, że nowy premier Włoch Mario Monti
ma zaufanie rynków finansowych i Unii Europejskiej, które wierzą, że
przeprowadzi on potrzebne reformy. Ponadto ekonomiści tłumaczą, iż większość
długu Włoch jest w rękach obywateli tego kraju, a nie zagranicznych wierzycieli,
co ułatwia jego spłatę. Ale moim zdaniem, jest jeszcze inne wytłumaczenie tej
sytuacji. Na oprocentowanie długu danego kraju zawsze wpływa presja polityczna.
Wszyscy wiedzą, że na tzw. rynki finansowe duży wpływ ma psychologia. Jeśli zaś
kształtuje się negatywny obraz jakiegoś kraju, powtarzając dzień po dniu
oskarżenia wobec rządu o autorytarne zapędy, o to, że zagraża on demokracji,
wolności mediów itd., przekłada się to wtedy na zachowania rynków finansowych,
które nie chcą kupować węgierskich obligacji, a jeśli już decydują się na to, to
z bardzo wysokim oprocentowaniem. A przecież rząd Orbána wprowadza potrzebne
reformy w kraju już od dwóch lat!
Sugeruje Pan, że zagraniczne banki, które zdominowały węgierski
sektor finansowy, mszczą się za nałożenie na nie tzw. kryzysowego podatku
bankowego?
– Niewątpliwie naruszenie interesów zachodnich banków oraz innych firm
przyczyniło się do ukształtowania złego obrazu obecnych władz wśród
zagranicznych instytucji finansowych. Krytycznie odebrano też patriotyczną
politykę finansową rządu. Rząd wiele zrobił, by poprawić sytuację ekonomiczną
ludności, i Węgrzy to rozumieją. Z badań, które przeprowadzaliśmy, wynikało, że
większość badanych – nawet ci krytycznie nastawieni do zmian wprowadzanych przez
obecny rząd – przyznawała, iż broni on interesu kraju. Jednak z powodu złego
nastawienia do obecnych władz zachodnich instytucji finansowych nie przekłada
się to na poprawę wiarygodności kredytowej naszego kraju. Niedawno dwie agencje
ratingowe obniżyły rating naszego kraju, co może podnieść oprocentowanie
węgierskiego długu. Jednak warto pamiętać, że agencje ratingowe odegrały też
niechlubną rolę na początku światowego kryzysu finansowego, gdy do końca nie
decydowały się na obniżenie ratingu banku Lehman Brothers, którego upadek
zapoczątkował światowy kryzys. Dlatego nie rozumiem, dlaczego mimo to instytucje
te mają tak duży wpływ na sytuację finansową wielu krajów. Również decyzje
dużych banków mają spory wpływ na finanse naszego kraju. Z pewnością nie są to
neutralni gracze.
Jak w tej sytuacji rząd chce uporać się z kryzysem finansowym i
gospodarczym?
– Jeśli chodzi o kryzys finansowy, to rząd podjął już kluczowe zmiany.
Deficyt budżetowy został znacznie ograniczony, choć władze zrobiły to przede
wszystkim dzięki pieniądzom z funduszy emerytalnych. W tym roku rząd chce
zmniejszyć deficyt poniżej 3 proc. PKB. Już poprawił się bilans handlowy, a
wzrost gospodarczy nie będzie odbiegał od średniej w krajach UE. Natomiast
rozmowy w sprawie linii kredytowej z MFW i UE będą dla Węgier ważne, by
zmniejszyć oprocentowanie naszych obligacji. W szerszej perspektywie dla poprawy
sytuacji w kraju ważne jest wdrażanie reform, które zresztą rząd już rozpoczął.
Dotyczą one wielu dziedzin, m.in. zmian w polityce regionalnej, które ożywiłyby
gospodarkę także w innych – poza stolicą – rejonach kraju, gdzie sytuacja była
najtrudniejsza. Istotne są także reformy w systemie edukacji i służbie zdrowia.
Myślę, że pod koniec tego roku będzie widać już pewne efekty tych zmian. Jeśli
zaś chodzi o sytuację naszej gospodarki, to będzie ona zależała jednak przede
wszystkim od tego, co będzie się działo w innych krajach UE, które są
największymi partnerami Węgier.
Dziękuję za rozmowę.
