ONZ wzywa Wenezuelę i Kolumbię do opamiętania
Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun zaapelował w czwartek do Wenezueli i
Kolumbii, by "na drodze dialogu" rozwiązały dzielące je konflikty. Tym samym
odniósł się do informacji podanych kilka godzin wcześniej przez Wenezuelę, iż
zrywa ona stosunki dyplomatyczne z Kolumbią, która oskarżyła Caracas o
tolerowanie na swym terytorium obecności kolumbijskich partyzantów.
Ban Ki Mun apeluje do wszystkich stron (konfliktu) o umiarkowanie, aby
zaistniała sytuacja mogła być rozwiązana w sposób pokojowy – poinformował w
czwartek rzecznik sekretarza generalnego ONZ Martin Nesirky. Do "ostudzenia
animuszu" i poszukania drogi przezwyciężenia kryzysu we wzajemnych stosunkach
wezwał oba kraje także sekretarz generalny Organizacji Państw Amerykańskich (OPA)
José Insulza. – Wzywam do ostudzenia animuszu i poszukiwania drogi rozwiązania
rozbieżności – powiedział Insulza, przypominając jednocześnie, że Wenezuela i
Kolumbia "mają wspólne cele" i że w przeszłości przezwyciężały już "ciężkie
kryzysy" we wzajemnych relacjach. Sekretarz generalny OPA zaoferował także obu
stronom swe "dobre usługi" i "mediację". W sprawie wypowiedział się także
Waszyngton, podkreślając, że zachowanie Wenezueli nie jest adekwatne to
zaistniałych okoliczności.
Hugo Chavez decyzją o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Kolumbią zareagował
na żądania Bogoty – wysunięte na forum OPA – o powołanie międzynarodowej komisji
do zbadania w ciągu 30 dni prawdziwości oskarżeń dotyczących udzielania na
terytorium Wenezueli schronienia 1,5 tys. lewicowych kolumbijskich partyzantów.
Chavez, oznajmiając swoją decyzję, dał kolumbijskim dyplomatom 72 godziny na
opuszczenie kraju i wydał polecenie zamknięcia własnej ambasady w Bogocie.
Ponadto w wystąpieniu telewizyjnym poinformował, iż zarządził na granicy "alert
najwyższego stopnia" wobec ryzyka, że prezydent Kolumbii Alvaro Uribe, kierując
się "nienawiścią do Wenezueli", mógłby zdecydować się na akcję wojskową w
regionie. Chavez wyraził także nadzieję, że nowo wybrany prezydent Kolumbii Juan
Manuel Santos, nie ma nic wspólnego z "agresją" ze strony ustępującego 9
sierpnia prezydenta Uribego, na co prezydent elekt zareagował zapewnieniami, że
jest gotowy do dialogu z Caracas.
Marta Ziarnik, Reuters
