Europa zrodzona na Drodze św. Jakuba
Z o. Romanem Wcisłą, saletynem prowadzącym Europejskie Centrum
Pielgrzymkowe Jana Pawła II w Santiago de Compostela, rozmawia Małgorzata Pabis
Niedzielne uroczystości ku czci św. Jakuba będą szczególne dla Santiago de
Compostela, ponieważ odbywają się w roku świętym…
– Obecny Rok Jubileuszowy św. Jakuba jest 119. od momentu ustanowienia tej
tradycji w XII wieku. Ogłaszamy jest wtedy, gdy dzień św. Jakuba – 25 lipca –
wypada w niedzielę. Tak jest właśnie w tym roku. 1 stycznia br. dostojnicy
kościelni uroczyście otworzyli w hiszpańskim sanktuarium w Santiago de
Compostela Święte Drzwi, tzw. Drzwi Przebaczenia. Kolejny taki rok jubileuszowy
będzie dopiero w 2021 roku…
Za kilka miesięcy, w listopadzie, do Santiago przybędzie Ojciec Święty
Benedykt XVI. Ta wiadomość zaskoczyła chyba wszystkich…
– Nikt nie liczył na przyjazd Ojca Świętego w tym roku. Wszyscy spodziewali się
jego wizyty w Santiago przy okazji przyszłorocznego spotkania z młodzieżą w
Madrycie. W mieście św. Jakuba nastąpiła wręcz eksplozja radości. O reakcji
ludzi może świadczyć fakt, że dzień po ogłoszeniu informacji o wizycie Papieża w
mieście zabrakło miejsc noclegowych. Wszyscy mamy nadzieję, że będzie to radosne
i duchowe przeżycie.
Dlaczego postać św. Jakuba Apostoła związana jest z Hiszpanią?
– Święty Jakub bardzo dosłownie potraktował słowa Pana Jezusa skierowane do
apostołów, by szli i głosili Ewangelię aż po krańce świata. Właśnie w Hiszpanii
znajduje się przylądek Finisterre, przez wieki uważany za kraniec świata. Święty
Jakub przybył tutaj i głosił Ewangelię. Potem wrócił do Palestyny i – jak
czytamy w Dziejach Apostolskich – za czasów króla Heroda Agrypy został ścięty. A
ponieważ głosił Dobrą Nowinę na ziemi hiszpańskiej, jego uczniowie
przetransportowali tutaj jego ciało statkiem i umieścili w mauzoleum w sarkofagu
w Santiago. Tu rozwinął się ogromny kult świętego.
Jak zrodził się ruch pielgrzymkowy do Santiago?
– Pierwsze zapisy o masowym pielgrzymowaniu pochodzą z IX wieku. W średniowieczu
przybywało tu pół miliona ludzi. Mówimy o Europie średniowiecznej, w której tak
naprawdę były dwa miejsca pielgrzymkowe: Rzym i Santiago. Dante Alighieri w
dziele "Vitae nova" pisze o trzech rodzajach pielgrzymów w świecie
chrześcijańskim. Wymienia kategorie: romeros, palmeros i peregrinos. Romeros to
ci, którzy pielgrzymowali do Rzymu. Palmeros wędrowali do Jerozolimy, do Ziemi
Świętej i wracali z palmami. Peregrinos natomiast to przybywający do Santiago.
Nazwa wzięła się od peleryny, którą często nosili. Klimat w północnej Hiszpanii
jest dość uciążliwy, zwłaszcza w okresie jesiennym i zimowym, dlatego pielgrzymi
nakładali na siebie pelerynę, kapelusz, brali ze sobą laskę i tykwę. Warto
przypomnieć, że Johann Wolfgang Goethe w swoim dziele napisał, że Europa
narodziła się, pielgrzymując do Santiago. Miasto przez całe wieki było zatem
symbolem chrześcijańskiego zjednoczenia Europy.
Jak to się stało, że dziś szlak św. Jakuba staje się coraz bardziej
popularny?
– Punktem przełomowym dla Santiago była pierwsza wizyta Ojca Świętego Jana Pawła
II w 1982 roku. Papież przybył wtedy do katedry i wypowiedział swoje
najważniejsze orędzie europejskie. Mówił o Europie zjednoczonej pod znakiem
krzyża, mówił o jej korzeniach, o Europie chrześcijańskiej. Tutaj wreszcie
wypowiedział sławne zdanie, które jest wyryte w mosiądzu w katedrze w Santiago:
"Ja, biskup Rzymu, pasterz Kościoła powszechnego, z Santiago kieruję do ciebie,
stara Europo, wołanie pełne miłości: Znajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje
początki. Tchnij życie w swoje korzenie…". I od tego momentu ruch
pielgrzymkowy się ożywia. Odnowiono drogi do Santiago, budowane są schroniska
dla pielgrzymów tak, że rocznie do katedry przychodzi teraz 150 tys.
pielgrzymów.
Skąd przychodzą?
– Przybywają z całego świata. Specyficzną cechą tej pielgrzymki jest to, że ma
ona swój koniec, ale nie ma początku. W sanktuarium przyjmuję Francuzów,
Niemców, Belgów, Włochów, Polaków. Wszyscy wychodzą ze swojego domu i po 3-4
miesiącach dochodzą do Santiago. Ten szlak obecnie przecina całą Europę, cały
kontynent oznaczony jest żółtymi strzałkami. Muszę jednak powiedzieć, że nie
tylko Europejczycy pielgrzymują po tej drodze – przychodzi bardzo dużo osób z
Brazylii, Australii, Nowej Zelandii, ze Stanów Zjednoczonych, z Chin, Japonii,
Korei…
Jaki procent w tej grupie stanowią Polacy?
– Liczba Polaków z każdym rokiem wzrasta. Podam bardzo znamienne dane – jeszcze
kilka lat temu, kiedy wymieniało się narodowości osób przybywających do
Santiago, Polacy byli klasyfikowani do kategorii "inni". W zeszłym roku uzyskali
już 1300 composteli (świadectw ukończenia pielgrzymki).
Jest kilka dróg, które prowadzą do Santiago…
– Z każdego miejsca w Europie pielgrzymi przybywali do Santiago, jakby
przebywając konkretne szlaki. Francuzi szli drogą francuską, która jest
najbardziej znana i obecnie uczęszczana. Anglicy przypływali do portu La Coru?a
na północy Galicji i szli drogą angielską, która jest najkrótsza. Portugalczycy
wędrowali drogą portugalską. Z Sewilli prowadziła droga srebrna. Jej nazwa
wzięła się stąd, że w okresie istnienia Imperium Hiszpańskiego (XV-XVII wiek)
Sewilla była największym portem przeładunkowym dla galeonów hiszpańskich, które
przypływały z Ameryki i część bogactwa z Ameryki przeznaczano jako wota do
Santiago. Plażami wiedzie droga północna, historycznie rzecz biorąc, jest to
pierwszy ze szlaków.
Dlaczego ludzie pielgrzymują do Santiago?
– Na pewno ważne są powody religijne, choć we współczesnej Europie nie dla
wszystkich są one istotne. Mam jednak bardzo piękne świadectwa ludzi, którzy
przyszli do Santiago i powiedzieli mi później: "Ojcze, ja zacząłem pielgrzymkę
jako turysta, a kończę jako pielgrzym". Camino (Droga św. Jakuba) zmienia ludzi.
Niezależnie, z jakiego względu ją podejmują. Poprzez wędrowanie tygodniami,
miesiącami się zmieniają. W czasie tego pielgrzymowania otrzymują często dar
nawrócenia. Jeśli otwierają się na łaskę Pana Boga, to rzeczywiście doświadczają
Jego dotknięcia, Jego łaski i nawracają się. Często ci, którzy wychodzą na tę
drogę z powodów czysto turystycznych, z aparatem fotograficznym w ręku, aby
zrobić ciekawe zdjęcia, dochodzą do katedry w Santiago jako pokutnicy, jako
pielgrzymi.
Już kilka lat prowadzi Ojciec schronisko dla pielgrzymów. Czy pamięta Ojciec
jakieś szczególne spotkania?
– Dwa lata temu przyszły do naszego albergue dwie Włoszki, które chciały podbić
trzy kredencjały, czyli legitymacje pielgrzyma. Wtedy zapytałem, dlaczego trzy.
Jedna z nich odpowiedziała, że wędruje ze swoim zmarłym w zeszłym roku synem.
Idzie z nim, niesie go w sercu, i dlatego chce, by i on miał podbite pieczątki w
kredencjale. W zeszłym roku natomiast przyszli tutaj małżonkowie z Polski. Z
Woźnik Śląskich wyruszyli 1 maja i dotarli tu w pierwszym tygodniu sierpnia.
Były to już niemłode osoby, ale w świetnej kondycji. Odpoczęli 2 lub 3 dni i
skierowali się do Fisterry.
Dlaczego warto pielgrzymować do Santiago?
– Pielgrzymka do Santiago ma to do siebie, że nie ma ścisłego planu. Pielgrzym
sam narzuca rytm, według którego idzie, decyduje, gdzie śpi, kiedy odpoczywa, co
je. Jest zdany całkowicie na siebie. Pielgrzymowanie do Santiago nie ma ścisłego
programu dnia. Często mówię, że ta droga św. Jakuba to takie życie w pigułce. Na
Camino doświadczamy wszystkiego – momentów radosnych, euforycznych i takich,
kiedy się płacze. Doświadczamy dobroci ludzi, ich miłości, ale także zła.
Otrzymujemy pomoc ze strony drugiego człowieka, ale odczuwamy także samotność. A
przede wszystkim – jeżeli jesteśmy otwarci – spotykamy się z Panem Bogiem. Na
Camino człowiek doznaje tego wszystkiego, co spotyka go w życiu. Camino służy
podbudowaniu wewnętrznemu, odpoczynkowi i wzmocnieniu ducha. Może stanowić także
czas odnajdywania odpowiedzi na dręczące pytania. Po przyjściu tutaj trzeba
jednak wrócić do codziennego życia.
Dziękuję za rozmowę.
