Ofiarom Smoleńska należy się hołd
Ze Zbigniewem Jaskólskim, emerytowanym górnikiem kopalni "Zofiówka"
w Jastrzębiu Zdroju, byłym przewodniczącym podregionu NSZZ "Solidarność"
w Jastrzębiu, rozmawia Paulina Jarosińska
Dlaczego postanowili Panowie przyjechać do Warszawy pod Pałac Prezydencki?
– Przyjechaliśmy jako górnicy, złożyć hołd śp. panu prezydentowi. To
spontaniczna inicjatywa, która ma na celu obronę krzyża i będziemy stać pod nim
do bólu. Inicjatywa narodziła się po ostatnim komunikacie o przeniesieniu
krzyża. Znajduje się tam tablica, która ma gwarantować, że krzyż zostanie
przeniesiony, gdy rozpoczną się prace nad tablicą czy pomnikiem upamiętniającym
katastrofę smoleńską. Nasza inicjatywa służy przypomnieniu Panu prezydentowi
elektowi zobowiązania o postawieniu monumentu. Chcemy też, aby krzyż został
najpierw zawieziony na Jasną Górę, a dopiero potem przeniesiony do kościoła
Świętej Anny. Danego słowa się dotrzymuje i oczekujemy od pana prezydenta
elekta, że również wywiąże się z tej obietnicy. Po rozmowie z naszymi kolegami z
Jastrzębia na ten temat postanowiliśmy przyjechać, i jeśli zajdzie taka
potrzeba, przybędzie nas znacznie więcej. Będziemy czekać, aż ta tablica w
miejsce krzyża zostanie wmurowana. Jest to dla nas oczywiste.
Najbardziej zaniepokoiło więc Panów to, co dręczy również wielu mieszkańców
Warszawy, że krzyż zostanie przeniesiony, a tablicy nie będzie?
– Właśnie tak. Przypomina mi to metodę działania dawnych służb. Na własnej
skórze doświadczyłem inwigilacji, a walkę ze znakiem krzyża jako metodę walki z
polską tożsamością znam z poprzedniego systemu. Bezpieka usuwała krzyże pod
osłoną nocy, żeby nikt nie widział. Chodzi o to, by zamydlić ludziom oczy i przy
okazji pozbawić ich tego symbolu. Jest to też odwracanie uwagi od pamięci o
tragedii smoleńskiej, która przecież powinna trwać w Narodzie, powinna być
pielęgnowana, a nie spychana na margines. Niektórym chodzi o to, by nie został
ślad po tej tragedii, by nie było żadnego jej znaku. My, jako delegacja
górników, do tego nie dopuścimy!
Czym dla Pana jest krzyż przy Pałacu Prezydenckim? Co on dla Pana oznacza?
– Polska, moim zdaniem, już nie będzie miała takiego prezydenta, jakim był prof.
Lech Kaczyński. Ten krzyż to wyraz naszej wiary, symbol siły naszego Narodu.
Postawienie go właśnie w takim miejscu upamiętniało wydarzenie ze Smoleńska,
oddawało hołd poległym w tej katastrofie. Ci ludzie lecieli do Katynia, aby
oddać hołd Polakom, którym strzelano w tył głowy. Nie można o tym zapomnieć.
Przeniesienie krzyża w momencie, kiedy nie ma jeszcze tablicy, jest próbą
zamykania rozdziału smoleńskiego…
– Dokładnie tak. Chodzi o to, by ludzie nie pamiętali, by te wydarzenia wymazać.
Premier Tusk już, w mojej ocenie, umył ręce, jeśli chodzi o katastrofę i
śledztwo w celu jej wyjaśnienia. Oddał wszystko Rosji. Teraz ten symbol, ten
znak pamięci, to, co nam zostało, również próbuje się usunąć. Póki nie będzie
tablicy, my będziemy tutaj, w tym miejscu stać i pilnować tego krzyża. Ofiarom
Smoleńska należy się nasz hołd. Jeśli można mówić o walce, to w tym momencie
jest to walka o pamięć. Tak jak kiedyś powiedział poeta: "Jeśli ja zapomnę o
nich, Ty, Boże, zapomnij o mnie", mówimy tak samo i zapominać nie mamy zamiaru!
Dziękuję za rozmowę.
