Odwracanie wektorów
Metoda postępowania stosowana w mediach głównego nurtu polega na zręcznym
odwróceniu wektorów. To przecież Donald Tusk we współpracy z Władimirem Putinem
podzielił obchody w Katyniu na te lepsze i gorsze. Wcześniej, agresywnie
atakując Lecha Kaczyńskiego we współpracy ze sprzyjającymi mediami – dzielił
Polaków na lepszych i gorszych. Teraz jednak to brat śp. prezydenta oskarżany
jest o niszczenie nastroju wspólnoty, agresję, dzielenie Polaków. Tej linii
propagandowej trzymają się konsekwentnie wszystkie media głównego nurtu. Powoli,
lecz niezwykle konsekwentnie budowany jest obraz świata, w którym rozwodniona,
sentymentalna i niezorganizowana, bierna jedność zawstydzonych swą polskością
Polaków ma być czymś ważniejszym niż prawda.
W rocznicę tragedii smoleńskiej w patriotycznych manifestacjach w całym kraju
wzięło udział setki tysięcy osób. Jednak dla milionów Polaków źródłem wiedzy o
tych wydarzeniach pozostawała jedynie telewizja, ona powinna, zgodnie ze swym
powołaniem – środka społecznego przekazu – wytworzyć dla tych ludzi wspólnotę
przeżywania. Niestety, kto chciał dzięki jak dotąd najbardziej popularnym w
naszym kraju stacjom (ciągle mają one łącznie ponad 60 proc. widowni) – TVP,
Polsatowi, TVN – uzyskać prawdziwy wgląd w rocznicowe obchody, srodze się
zawiódł. Zamiast rzetelnej informacji i wielostronnego komentarza otrzymał
lekcję stronniczości, manipulacji i propagandy skierowanej przeciwko Prawu i
Sprawiedliwości oraz osobie Jarosława Kaczyńskiego. Zyskali ci widzowie, którzy
w porę zorientowawszy się w metodach opisu rzeczywistości stosowanych przez
media głównego nurtu, włączyli TV Trwam lub ograniczyli się jedynie do oglądania
transmisji przemówień lidera PiS na Krakowskim Przedmieściu i w Sali Kongresowej
w telewizjach informacyjnych. Większość masowej widowni była jednak karmiona
przyrządzoną dla niej papką, według sprawdzonych przepisów kulinarnych.
Paradoksalnie, plany propagandowe obowiązującej linii popsuli… Rosjanie.
Demontując polską tablicę na smoleńskim głazie, przypomnieli o tych aspektach
rocznicy 10 kwietnia, których miało nie być w "przekazie dnia". Nie miało być
pytań o skandaliczne prowadzenie śledztwa na temat przyczyn katastrofy, nie
miało być pytań o postawę polskiego rządu, nie miało być ocen faktu, że do dziś
wrak i czarne skrzynki pozostają w rękach strony rosyjskiej. Miał przecież
przeważać element sentymentalno-nostalgiczny, bez pytań o prawdę,
odpowiedzialność i sprawiedliwość. Ale i temu kryzysowi w jednolitej wersji
prorządowych mediów szybko zaczęli zapobiegać najgorliwsi komentatorzy, którzy
niezwłocznie orzekli, że to właśnie umieszczenie tablicy z wyrazem "ludobójstwo"
było prowokacją nieodpowiedzialnych Polaków. W ten sposób próbowano zatuszować
wrażenie, że deklarowane oficjalnie polsko-rosyjskie pojednanie doznało jakiegoś
uszczerbku.
Przeciw biało-czerwonym rzeszom
W obowiązującym języku mediów obchody rocznicy zostały podzielone na te
"państwowe" i te "partyjne", organizowane przez Prawo i Sprawiedliwość. I tu
kolejny paradoks. To właśnie w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego element
państwowy był szczególnie mocno widoczny. To po stronie najsilniejszej partii
opozycyjnej widać było poczucie siły, życie, nadzieję i odwołanie do
przyszłości. Zaś po stronie obchodów oficjalnych i takiegoż przekazu medialnego
brzmiał pesymizm, lęk, poczucie beznadziei. Gdy wyłączyć z przekazu relacje z
wypowiedzi szefa PiS, w całym pozostałym oficjalnym przekazie mediów brakowało
odwołań do wspólnoty, także tej opartej na rozumnym oglądzie rzeczywistości,
racjonalnej analizie słabości i błędów struktur państwa ujawnionych w
katastrofie, brakowało wspólnotowego poczucia historii, zastanowienia się nad
rolą państwa, suwerennością Narodu. Obowiązywała prywatna nostalgia, nawet
rzewne wspomnienie, spod którego jednak raz po raz przebijał strach przed
"polską żałobą". W nadanej w TVP Info dyskusji z cyklu "Myślenie dozwolone"
jeden z ekspertów (historyk) mówił o polskim przeżywaniu żałoby jako o czymś
"złym, niebezpiecznym, makabrycznym, groteskowym i śmiesznym", a drugi
(politolog) o "wsączaniu w siebie kwasów żałobnych". Mówienie o zbyt długim i
zbyt intensywnym przeżywaniu żałoby i potępianie jej należy do dyżurnego
arsenału prorządowych mediów i hołubionych przez nie elit.
Odnotować można też pomniejsze inicjatywy produkowania treści medialnych
skierowanych przeciwko zwolennikom Lecha Kaczyńskiego. Dziennikarze prowokowali
swoich rozmówców (także tych zaprzyjaźnionych ze zmarłą parą prezydencką, jak
prof. Michał Kleiber z żoną) do odpowiedzi na pytania, co w obchodach nie
podobałoby się zmarłemu, gdyby żył (sic!), usiłując oddzielić jego osobę nawet
od brata bliźniaka i pragnących go upamiętnić Polaków. Do ważnych składników
medialnego spektaklu należało oczekiwanie na agresję i zamieszki spowodowane
przez emocjonalne tłumy żądające godnego upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego.
Celowała w tym stacja TVN. Kiedy to nie nastąpiło, ku zaskoczeniu i
niezadowoleniu dziennikarzy, z lubością opisywano co bardziej dosadne treści na
niektórych transparentach. Wyraźnie dało się zauważyć szczególne staranie, by
każdy relacjonowany fakt obrócić przeciwko biało-czerwonym rzeszom ludzi i bratu
zmarłego prezydenta.
Ofiary w roli agresorów
Każde z transmitowanych przemówień Jarosława Kaczyńskiego musiało być opatrywane
odpowiednim komentarzem jego przeciwników. Widzowie musieli zostać pouczeni, jak
mają rozumieć słowa, które właśnie usłyszeli z ust prezesa Prawa i
Sprawiedliwości. Wyjaśniali i nauczali tego zarówno zaproszeni goście, jak i
rzekomo bezstronni oraz apolityczni prowadzący program dziennikarze. Niektórzy z
nich dokonywali spontanicznych "coming-outów" na wizji, publicznie deklarując,
że się nie zgadzają, czują się obrażeni, a w ogóle to ich nie było przed rokiem
na Krakowskim Przedmieściu (czytaj: ostentacyjnie nie składali hołdu
prezydentowi Kaczyńskiemu nawet w dniach spontanicznej narodowej jedności tuż po
katastrofie). Tak było w TVP Info, Polsacie News, TVN 24. W telewizji publicznej
prezes PiS był dobrotliwie, lecz perfidnie strofowany przez samego Aleksandra
Kwaśniewskiego, który dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się w studiu w
trakcie przemówienia w Sali Kongresowej i mógł od razu zdezawuować zacytowanie
słów Zbigniewa Herberta o tych, "którzy zostali zdradzeni o świcie". W
wypowiedziach Kwaśniewskiego znaleźliśmy kolejny składnik obowiązującej papki
propagandowej: "To Wawel podzielił Polaków" (prowadzący wywiad lewicowy
dziennikarz zadał nawet pytanie, które powinno przejść do historii: "Czy to
Wawel był winien?"). Postulat zbudowania pomnika Lechowi Kaczyńskiemu został
przez byłego prezydenta określony jako akt agresji, budowanie "przeciwko komuś".
Aleksander Kwaśniewski unosił się nad prezentowaną w całym okresie po
katastrofie niezwykłą powściągliwością rządu Donalda Tuska wobec działań PiS, w
których tego oczekiwanego, błogiego umiaru brakuje. Ukazywanie Jarosława
Kaczyńskiego i jego partii jako agresorów, którzy nadużywają katastrofy i
wprowadzają politykę do żałoby, to także żelazny składnik medialnej strawy.
Straszenia PiS-em ciąg dalszy
Jednakowo ważne, choć karkołomne dla organizatorów masowej wyobraźni jest
równoczesne ze straszeniem Prawem i Sprawiedliwością pomniejszanie liczby
zwolenników tej partii, którzy zgromadzili się w Warszawie. Dlatego widzowie
głównych telewizji, w tym telewizji publicznej, byli świadkami prób takiego
kadrowania tłumów na Krakowskim Przedmieściu, by liczba zgromadzonych tam ludzi
nie wyszła na jaw. Na szczęście w dobie internetu i istniejących niezależnych
mediów takie wysiłki nie mogły być podejmowane w równie bezczelnej formie jak za
PRL. Poza tym niepokazanie przez pierwsze minuty relacji z przemówienia
Jarosława Kaczyńskiego w wypełnionej szczelnie Sali Kongresowej kłóciło się ze
słyszanymi przez widzów w tle oklaskami wielotysięcznej publiczności i kłóciło
się z równoległym kierunkiem propagandy, że PiS-em należy straszyć. Dlatego po
chwili dezorientacji realizatora i wyraźnej konfuzji okazało się, że jest
kamera, która pokaże wypełnione po brzegi wnętrze ogromnej sali. Czy i jak
pokazywać te dziwnie zdyscyplinowane i nieagresywne rzesze ludzi z flagami? Ot,
dylemat.
Potępienie porządku
Jednak i na to znaleziono skuteczny lek. Wynaleziona została formuła w doskonały
sposób zaprezentowana przez grupę prorządowych autorytetów zgromadzoną w
poniedziałkowym programie Tomasza Lisa nazajutrz po rocznicy. Ta formuła brzmi:
groźna, zorganizowana, duża mniejszość. Fakt bycia zorganizowanym jest bowiem
wykorzystywany jako coś szczególnie nagannego i godnego potępienia. W głównym
wydaniu "Wiadomości" TVP 1 telewizja publiczna postanowiła przeciwstawić
naturalną spontaniczność tłumów na Krakowskim Przedmieściu w kwietniu 2010
dobremu, a więc niedopuszczalnemu (!) przygotowaniu organizacyjnemu tłumów w
kwietniu 2011. Dostało się znowu Prawu i Sprawiedliwości, że ośmieliło się nadać
pewien porządek emocjom patriotycznym oraz podpowiedzieć ludziom, gdzie i kiedy
wspólnie mogą przeżywać żałobę i jednoczyć się wokół wspólnych spraw. Bardziej
perfidny absurd trudno sobie wyobrazić. W ten sposób telewizja publiczna i inne
zaprzyjaźnione z rządem media uzyskują podwójny efekt: nie mogąc nie pokazywać
biało-czerwonych mas, muszą wmówić masowemu widzowi, że to coś groźnego, bo
dobrze zorganizowanego. A lewicowym intelektualistom dobrze zorganizowany tłum
kojarzy się tylko z faszyzmem… Tak oto teflonowy nieudolny rząd Tuska może
nawet poprzez swoje nieudacznictwo zyskać kolejne punkty poparcia. Jest bowiem w
tak przyjazny sposób ciamajdowaty i może być przeciwstawiany groźnemu
uporządkowanemu przeciwnikowi…
W tej operacji na masowej wyobraźni uczestniczy w tym także ze szczególną
gorliwością telewizja publiczna, której prawowitymi współwłaścicielami są
również miliony zwolenników Prawa i Sprawiedliwości.
Jarosław Kaczyński, przemawiając na Krakowskim Przedmieściu, stwierdził
stanowczo, że przegrali ci, którzy chcieli zabić pamięć. Mówił o ich strachu, o
ich niewierze w Polskę. Ten strach, ta niewiara bardzo wyraźnie uwidoczniły się
w oficjalnym prezentowaniu w mediach obchodów rocznicy. Czy słowa przywódcy
opozycji: "Zostawmy ich z ich strachem, z przeświadczeniem, że są lepsi", nie
stanowią także wskazówki dla jego zwolenników, jak traktować propagandową
machinę, która została uruchomiona przeciw rozumnej narodowej pamięci?
Barbara Bubula
Autorka w latach 2007-2010 była członkiem KRRiT desygnowanym przez śp.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
