Odważny kapłan i patriota

Z ks. abp. Sławojem Leszkiem Głódziem, metropolitą gdańskim, rozmawia
Małgorzata Pabis

Jak postać śp. ks. prałata Henryka Jankowskiego zapisała się w pamięci
Księdza Arcybiskupa?

– Wspomnień o ks. prałacie Henryku Jankowskim mam wiele. Dla mnie osobiście
najważniejsze były ostatnie dwa lata. Widziałem, jak zmaga się z chorobą, jak
oddaje wszystko Panu Bogu. Z mojej strony ważne było to, żeby pomóc ks.
prałatowi w relacjach z parafią, której przez tak długi czas był proboszczem, z
wiernymi, tak aby czuł się bezpiecznie. Przez ostatnie lata był doświadczany i
upokarzany. A przecież to człowiek o ogromnych zasługach. Jego osoba budziła
ogromny szacunek u ludzi, zwłaszcza tych najbiedniejszych, tych z marginesu
społecznego. Wiele szpitali, żłobków w całym kraju wiele mu zawdzięcza, bo
wszystko co miał, to rozdawał. Ksiądz prałat mógł niektórych irytować wyniosłym
stylem życia, ale mało kto wie, że on miał tylko dwa garnitury: biały i czarny.
Do tego ubierał kapelusz i brał laseczkę… On przecież nigdy nie założyłby
"ortalionu".

Ksiądz prałat miał swój styl, charakter…
– I takim trzeba go zachować w pamięci. Byłem blisko niego przez ostatnie dwa
lata i widziałem, że żył w biedzie, w ubóstwie, z renty kurialnej, korzystał
nawet z pomocy, aby mieć na lekarstwa…

A przecież to postać niezwykle zasłużona dla Polski…
– Wszyscy widzieli, jak wiele miał odznaczeń, ale wśród nich nie było żadnego
przyznanego mu przez polskie władze. Tak, to znacząca postać dla Polski i
Kościoła. Pomagał naprawdę wielu ludziom. Ktokolwiek będzie pisał historię
"Solidarności", walki o prawa robotników musi napisać o ks. Jankowskim. Dziś już
nikt nie pamięta, że w 1970 r., kiedy ks. Jankowski opowiedział się za
robotnikami, ryzykował życie, a odwaga wtedy kosztowała. Podobnie zresztą było w
latach 80. Możemy o tym usłyszeć od ludzi "Solidarności", którzy czuli sprawy
Narodu tak jak on. Warto dziś dodać, że sam nie był beneficjantem przemian
ustrojowych, o które walczył.
Pamiętam ubiegłoroczną uroczystość przejścia ks. Jankowskiego na kapłańską
emeryturę. Ustawił się rząd gdańskich biedaków z torbami foliowymi, żeby
ucałować jego ręce. W tym rzędzie nie było jednak osób, które kiedyś jadły
bażanty i kuropatwy na jego plebanii…
Warto przypomnieć także fakt, że ks. prałat razem z bł. ks. Jerzym Popiełuszką
stworzył pielgrzymkę ludzi pracy na Jasną Górę. To oni dwaj ją rozpoczęli.
Dopiero potem znalazła ona wymiar strukturalny w wymiarze Episkopatu Polski. On
szedł często po omacku, wyprzedzał wiele zdarzeń.

Dziś słyszy się wiele głosów krytyki wobec ks. prałata…
– Bulwersuje mnie, kiedy słyszę, jak o ks. prałacie mówi się, że to była postać
kontrowersyjna, gdy szafuje się takimi czy innymi określeniami, niezbyt
pochlebnymi. Apeluję: jeśli jesteśmy nafaszerowani hasłami tolerancji i
pluralizmu, to zastosujmy to również do ks. Jankowskiego i okażmy mu wielki
szacunek, bo jest tego godzien. Znaliśmy go przecież jako gorliwego kapłana,
patriotę, duszpasterza świata ludzi pracy, człowieka odważnego i ideowego.
Wierzę w to, że śp. ks. prałat Jankowski doczeka się wyszczególnienia wielu
swych zasług, bo takie posiada.
Wiem, że jego śmierć w jakimś zakresie zamyka część historii "Solidarności",
dramatycznej historii Polski. A dziś wielu jego krytykantów – gdyby tylko
urodził się kilka lat wcześniej – pewnie zrobiłoby z niego folksdojcza.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj