Odszedł patriarcha ziemi wileńskiej

To był wielki kapłan i Polak, zawsze stojący na straży wiary i moralności,
niezwykle serdeczny dla ludzi. Dla niego "tak" znaczyło "tak", a "nie" – nie".
We wtorek po południu w miejscowości Mejszagoła zmarł ks. prałat Józef Obrembski,
najstarszy kapłan na Litwie, a zarazem najstarszy Polak na Wileńszczyźnie. Miał
105 lat. – Trzeba dziś nam pochylić się nad życiem tego niezwykłego kapłana i
czerpać z niego wzór. On wypełnił ogromne zadanie, jakie stało przed Kościołem
na ziemi wileńskiej – mówi w rozmowie z nami ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz OFMCap,
ordynariusz drohiczyński, zwracając uwagę, że śp. ks. prałat Obrembski pozostał
z wiernymi w czasie bolszewickiej nawały.

Pogrzeb ks. prałata Józefa Obrembskiego odbędzie się jutro o godz. 15.00 naszego
czasu w parafii Mejszagoła na Litwie. Jak podkreśla w rozmowie z nami Czesława
Paczkowska, katolicka dziennikarka z Wilna, ksiądz prałat nazywany był
patriarchą ziemi wileńskiej. – On przeprowadził nas jak patriarcha przez Morze
Czerwone komunizmu. Wiedział, czym grozi bolszewicka nawała, i chociaż mógł
wrócić do Polski, został z nami, ze swoim ludem – zwraca uwagę. Jak podkreślają
Polacy z Litwy, śp. ks. prałat Obrembski całe swe życie poświęcił posłudze
duszpasterskiej wśród ludności Wileńszczyzny. – Za cztery dni nasz patriarcha
obchodziłby 79. rocznicę święceń kapłańskich, niestety, nie doczekał tego
pięknego jubileuszu – mówi Czesława Paczkowska.
Ksiądz prałat Józef Obrembski urodził się 19 marca 1906 roku w Skarżynie Nowym
koło Zambrowa. Był najstarszym z pięciorga dzieci Justyna Obrembskiego i Anny z
domu Kołaczkowskiej. Kiedy ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja
Kopernika w Ostrowi Mazowieckiej, przeniósł się do Wilna i tam rozpoczął studia
w seminarium duchownym. Jednocześnie kształcił się na Wydziale Teologicznym
Uniwersytetu Stefana Batorego. Święcenia kapłańskie przyjął 12 czerwca 1932 roku
z rąk ks. abp. Romualda Jałbrzykowskiego. Jego pierwsza parafia mieściła się w
Turgielach. Po zajęciu Wileńszczyzny przez Sowietów kapłan cudem uniknął
śmierci. – Niestety, za swoje oddanie i pracę nasz patriarcha w 1950 roku musiał
opuścić swoją pierwszą parafię, bo zagrożono mu, że zostanie wywieziony "na
białe niedźwiedzie". Z bólem serca odchodził z parafii na swoją drugą placówkę w
miejscowości Mejszagoła – opowiada Paczkowska.
Mimo ograniczeń i zakazów ze strony komunistycznych władz duchowny prowadził
szeroką działalność duszpasterską. Często potajemnie udzielał sakramentów
świętych i katechizował dzieci. Nie zważając na represje ze strony komunistów,
organizował również wsparcie dla wypędzonych księży, którzy znajdowali u niego
schronienie i wsparcie.
– Kiedyś niespodziewanie odwiedziłem tego kapłana, bo od kogoś o nim słyszałem.
Nie znał mnie, a przyjął z otwartymi rękami. Był mi przewodnikiem po wileńskiej
ziemi. Innym razem, kiedy miał już ponad 90 lat, z zaskoczenia odwiedziliśmy go
jako zespół polsko-litewski obu Episkopatów. Był niezwykle zadowolony i
zaszczycony. Mówił, że nigdy nie odwiedziło go tylu biskupów. Zawsze był
gościnny, szczery i dobry – wspomina ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, ordynariusz
drohiczyński.
Opiekował się profesorami uniwersytetu wileńskiego, ratując zagrożonych przed
wywózką. Za swoją działalność został obdarzony tytułem "prałata". – Pamiętam,
jak kiedyś, gdy byłem z wizytą u ks. Obrembskiego, powiedział mi: "Słyszałem, że
zostałem prałatem". Nie miał jednak na to żadnego dokumentu. Po powrocie do
Polski pojechałem do Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który
potwierdził te informacje i przekazał mi stosowne dokumenty. Tydzień później ks.
Obrembski miał już je wszystkie u siebie. Był za to bardzo wdzięczny. To był
niezwykle dobry i szlachetny człowiek – podkreśla ks. bp Dydycz. Dodaje, że
zmarły kapłan zawsze stał na straży wiary i moralności. – Był niezwykle
sympatyczny. Cieszył się ogromnym szacunkiem ludzi. Zawsze wiedział, jak podejść
do człowieka, by przyprowadzić go do Pana Boga – wylicza ordynariusz
drohiczyński.
Ksiądz prałat Józef Obrembski w marcu br. skończył 105 lat. Wychował niejedno
pokolenie Polaków katolików. Powszechnie uważany był za autorytet moralny
wiernych Wileńszczyzny.

 

Małgorzata Pabis

**************************

 

Świadek Chrystusa

Ks. bp Jerzy Mazur SVD, ordynariusz ełcki:


Świętej pamięci ks. prałat Józef Obrembski to kapłan niezwykłej wiary i
zawierzenia Panu Bogu. Jednocześnie zawsze był pełen radości wewnętrznej, pełen
entuzjazmu i nadziei. I to wielkie zawierzenie Panu Bogu pomagało mu w tych
trudnych czasach, w jakich żył, zachować radość i nadzieję, a także być dla
ludzi, którym służył na różne sposoby. A wiemy, że w czasach komunistycznych
nieraz trzeba się było ukrywać, żyć w ogromnie ciężkich warunkach. Ksiądz prałat
zawsze służył ludziom z gorliwością i oddaniem kapłańskim. Był świadkiem
Chrystusa. Nie tylko umacniał swoich wiernych w wierze, ale także kapłanów,
którzy po to umocnienie do niego przyjeżdżali.

 

not. MP

 

**************************

 

 

On sprawił, że czuliśmy się wolni

Czesława Paczkowska, katolicka dziennikarka z Wilna:


Ksiądz prałat Józef Obrembski całe swoje życie poświęcił dla nas – swojego
ludu na Litwie. Zawsze pracował z ogromnym oddaniem, choć miał już swoje lata.
Myślę, że najlepiej jego posługę określają dwa słowa: "kapłan" i "człowiek",
gdyż był to ktoś o wielkiej wierze i człowieczeństwie. My, Polacy z
Wileńszczyzny, zawdzięczamy księdzu prałatowi bardzo wiele. Gdyby nie on i jego
działalność, za którą nieraz groziły mu represje, wiara na Litwie byłaby
zniszczona. To on sprawił, że czuliśmy się wolni, że mogliśmy korzystać z
sakramentów, żyć wiarą. Za to jesteśmy mu bardzo wdzięczni.

 

not. MP

drukuj