Odczuwamy efekt Lizbony
polityki, rozmawia Marcin Austyn
Polska jest wciąż suwerenna czy też jesteśmy krajem, o którego losach
decydują sąsiedzi?
– Na suwerenność trzeba spojrzeć w trzech płaszczyznach, takich jak:
suwerenność polityczna, gospodarcza i wewnętrzna. Myślę, że obecnie
największą naszą słabością jest kwestia gospodarcza, a dokładnie sprawy
związane z bezpieczeństwem energetycznym. Okazuje się, że przez ostatnie
20 lat żaden polski rząd nie był na tyle mądry, by realizować tzw.
politykę dywersyfikacji. Polska w sensie energetycznym, a więc w
zakresie dostaw ropy i gazu, nie jest państwem suwerennym, jest państwem
ściśle uzależnionym, i to od jednostronnych dostaw z jednostronnym
dyktatem cen i warunków. Jest w tej mierze dużo zaległości. Przypomnijmy
sobie słynny kontrakt norweski, który podrzucił nie kto inny, jak rząd
Leszka Millera, nie tworząc przy tym żadnej alternatywy. Z kolei w
czasach rządów Jarosława Kaczyńskiego dużo mówiono na temat koncepcji
mostu energetycznego z Litwą, o wspólnej inicjatywie energetycznej
państw nadbałtyckich. Mamy też gazoport w Świnoujściu, ale mijają trzy
lata rządów Donalda Tuska i ciągle sprawa nie jest domknięta. Jak widać,
ciągle mówimy o zaniechaniach, które w przyszłości będą się na nas
mściły.
Na pozostałych płaszczyznach idzie nam lepiej?
– W zakresie polityki wewnętrznej i ogólnie polityki zagranicznej
jesteśmy bardziej suwerenni. Pamiętajmy jednak, że wchodząc do Unii
Europejskiej, przyjmując traktat lizboński, wyraziliśmy zgodę na pewną
utratę suwerenności. Dochodzimy tu do esencji sprawy, czyli tego, jakie
były podpisane przez nas warunki traktatu i samego wejścia Polski do UE.
Warto tu zaznaczyć, że niektóre państwa, wchodząc do UE, zachowały
zgłaszane przywileje – myślę tu o Wielkiej Brytanii. Właśnie to jest
przykład twardej polityki obrony własnych interesów. Zwróćmy też uwagę,
że w niektórych państwach potrafiono wynegocjować obronę własnego
przemysłu stoczniowego. My nie potrafiliśmy tego dokonać. Co
wynegocjowaliśmy, to mamy, i dziś dowiadujemy się, że musimy ustawowo
podnieść stawkę VAT np. na książki, na dostawy energii elektrycznej, bo
są to pewne obwarowania odgórne. Najgorsze jest to, że kiedy była
dyskusja na temat referendum, wiele spraw przemilczano. Znów więc mówimy
o pewnej niesolidności. Obecnie jeszcze spijamy piankę z tego, że
jesteśmy w Unii Europejskiej, iż możemy podróżować bez granic itd.,
zapominając, że to dzieje się jakimś kosztem. Tymczasem kończą się
okresy przejściowe. Od 1 stycznia będziemy płacić faktyczne koszty bycia
w UE.
W Unii ostatnio za dużo nie osiągnęliśmy…
– Jeżeli na ponad 150 stanowisk ambasadorskich Polska jako jeden z
czołowych krajów UE nie ma żadnego, to znaczy, że właśnie taka jest
nasza siła i moc sprawcza na poziomie brukselskim. Nazywajmy to, jak
chcemy, ale fakty mówią same za siebie.
Z drugiej strony ulegamy polityce rosyjskiej?
– Rosjanie bronią swoich interesów, ale to nie zwalnia nas z obowiązku
pilnowania ważnych dla nas spraw. Rozumiem postawę Rosjan, bo każde
państwo powinno bronić swoich interesów, a w interesie Rosji jest
monopolizowanie rynku gazu na terenie UE. Rosja to konsekwentnie robi.
To jednak nie oznacza, że my mamy być bierni i poddawać się temu
dyktatowi.
Dziękuję za rozmowę.
