Obama nie zatrzyma Marszu dla Życia
Tegoroczny Waszyngtoński Marsz dla Życia pod znakiem niespotykanych restrykcji nałożonych na uczestników. Barack Obama zakazał im gromadzenia się w parku sąsiadującym z Białym Domem. Dotyczy to grup powyżej 3 tys. osób. Obrońcom życia zabroniono też zapalania świec podczas wieczornej manifestacji poprzedzającej Marsz.
Tegoroczny Marsz jest 37. demonstracją, odbywającą się każdego roku 22 stycznia w rocznicę niechlubnego aborcyjnego wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Roe v. Wade z 1973 roku. Po raz pierwszy w historii manifestanci przeprowadzili dwugodzinne czuwanie w parku Lafayette’a, usytuowanym naprzeciw siedziby prezydenta. Ostatecznie będzie to jednak tylko minidemonstracja w związku z zakazem wydanym przez administrację Obamy, która zezwoliła na udział zaledwie 3 tys. osób. Jak podkreślają organizatorzy, czuwanie pod Białym Domem ma przypomnieć prezydentowi o podstawowych zasadach życia społecznego. W tym celu, jak zaznaczają, będą się modlić, śpiewać i powtarzać apel o zdelegalizowanie aborcji w USA. Jak zawsze w przypadku nocnych czuwań, uczestnicy planowali trzymać w ręku zapalone świece. Jednak policja zabroniła tego pod pretekstem „zakazu palenia otwartego ognia w parku”. Ale i na to obrońcy życia znaleźli sposób, przynosząc ze sobą latarki.
Główny Marsz, który jak co roku zgromadził dziesiątki tysięcy osób z całych Stanów Zjednoczonych, a także z zagranicy, ruszył wczoraj w samo południe spod Kapitolu, a zakończył się pod siedzibą Sądu Najwyższego. Tam uczestnicy manifestacji spotkali się z członkami Kongresu. Hasłem tegorocznego Marszu były słowa: „Nasza walka o duszę Narodu”.
Demonstracja miała być wyjątkowo widoczna dla prezydenta. – Prezydent Bush był zawsze dla nas bardzo serdeczny, przed rozpoczęciem Marszu zapraszał nas także na śniadanie. Niestety prezydent Obama takiego zaproszenia nie wystosował – mówi Nellie Gray, przewodnicząca funduszu organizującego Waszyngtoński Marsz dla Życia.
Organizatorzy Marszu podkreślają, że większość manifestujących to młodzi ludzie. – Musimy zacząć patrzeć na ruch pro-life jak na wszystkie inne przedsięwzięcia w walce o prawa człowieka, bo przecież on wypływa z Ruchu Praw Obywatelskich powstałego w latach 60. – powiedziała tuż przed rozpoczęciem wieczornego czuwania Katie Walker z Amerykańskiej Ligi Życia (ALL). – Każdy, kto kiedykolwiek prowadził szerszą dyskusję ze zwolennikami aborcji, wie, że oni zdają sobie sprawę z tego, iż od momentu poczęcia w łonie kobiety znajduje się człowiek. Przyznają, że jest to dziecko, lecz nie chcą przyznać mu takiej samej godności i wartości, jaką mamy ja czy ty – dodała.
