O wojnie po wyborach
Sejm podczas ostatniego w tej kadencji posiedzenia nie zapozna się z
informacją ministra Jacka Rostowskiego o sytuacji finansowej w państwach Unii
Europejskiej, która skłoniła szefa resortu finansów do postraszenia wszystkich
wizją wybuchu wojny w Europie. Ale posłowie nie rozwiążą też problemu wielu
rodziców ze znacznymi podwyżkami kosztów pozostawiania dzieci w przedszkolach.
Niewygodne dla rządzących tematy są zręcznie pomijane przed zaistnieniem na tym
posiedzeniu.
Wojenna retoryka Jacka Rostowskiego, który w Parlamencie Europejskim postraszył
wojną w Europie, jeśli rozpadnie się strefa euro, mogła wstrząsnąć wieloma
osobami. Nie może więc dziwić, iż od razu pojawiły się wnioski, aby minister
finansów przedstawił Polakom wyjaśnienie, jakież to informacje wpłynęły na
zastosowanie tak wymownego języka. Zwłaszcza że ekipa Donalda Tuska dała się do
tej pory poznać z działalności polegającej na ukrywaniu niewygodnych faktów
przed kolejnymi wyborami – czy to prezydenckimi, samorządowymi, czy do
Parlamentu Europejskiego, które na światło dzienne wychodziły dopiero po
głosowaniu. W takich okolicznościach dowiadywaliśmy się m.in., że dopiero co
zgłoszony doskonały budżet państwa trzeba nowelizować i ciąć wydatki na
kilkanaście miliardów złotych, bądź że "trzeba" podnieść podatek VAT. Być może w
przypadku zwycięskich dla Platformy Obywatelskiej wyborów Polacy dowiedzą się
także, iż powinni się zgodzić na dalsze cięcia i podwyżkę podatków, bo dzięki
temu rząd uratuje nas wszystkich przed wielką i krwawą wojną. Do tej pory
wszystko przebiega bowiem według właśnie tego, sprawdzonego przez Platformę
Obywatelską scenariusza. Mimo że Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył wniosek,
aby minister finansów przedstawił Sejmowi – w ramach informacji bieżącej,
obecnej na każdym posiedzeniu Sejmu – informację o sytuacji finansowej w Unii
Europejskiej, wniosek ten nie zyskał akceptacji reprezentantów partii rządzącej.
Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna, tłumacząc wczoraj, dlaczego takiej informacji
rząd posłom nie przedstawi, zasłaniał się m.in. napiętym programem pracy
ostatniego posiedzenia Sejmu, podczas którego posłowie – chcąc dokończyć prace
nad ustawami – muszą zająć się wieloma sprawozdaniami z senackich prac nad
ustawami. Napięty porządek obrad nie przeszkodził jednak, aby Prezydium Sejmu
zdecydowało – na wniosek koalicyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego – zająć
posłom czas tak "pilnym" tematem, jakim jest "wdrażanie systemu centralnej
ewidencji działalności gospodarczej". Być może także dlatego, aby w ramach
kampanii wyborczej politycy PSL mogli się pochwalić, iż cokolwiek dobrego
właśnie w tej sprawie zrobili. – Rozmawialiśmy o tym i zdecydowaliśmy, że
informacja będzie autorstwa Polskiego Stronnictwa Ludowego, czyli nie będzie tej
debaty na temat strefy euro. Z różnych przyczyn, nie ma miejsca na tym
posiedzeniu, a także jest posiedzenie ECOFIN, czyli spotkanie ministrów finansów
Unii Europejskiej, więc byłoby trudne zorganizowanie takiego wysłuchania i tego
punktu – mówił wczoraj marszałek Schetyna. Swoją wiedzą na temat sytuacji
gospodarczej w państwach Unii Europejskiej minister Rostowski – jeśli ponownie
zostanie członkiem rządu i ze strachu przed wojną w Europie nie wyemigruje do
Stanów Zjednoczonych – będzie mógł się podzielić już w nowej kadencji Sejmu. –
Pewnie na następnym posiedzeniu będziemy o tym rozmawiać – dodał Schetyna.
Poparcia rządzących nie zyskała również inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości, aby
rozwiązać sprawę, czasami niemal drastycznego, wzrostu kosztów pozostawiania
dzieci w przedszkolach. PiS zaproponowało zmianę ustawy o systemie oświaty
wprowadzającą bezpłatny pobyt dzieci w przedszkolach przez 10 godzin dziennie.
Pretekstem dla niezajęcia się projektem był brak w nim zapisu określającego,
jakie skutki finansowe dla budżetu państwa on niesie. W taki właśnie sposób
decyzję w tej sprawie tłumaczył marszałek Schetyna.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który wczoraj tuż po
rozpoczęciu obrad Sejmu zawnioskował o zwołanie Konwentu Seniorów i wprowadzenie
projektu pod obrady Sejmu, tłumaczył, iż sprawy tej PiS specjalnie nie postawiło
na płaszczyźnie partyjnej. Z trybuny sejmowej zaakcentował, iż wszyscy posłowie
popełnili błąd, przegłosowując ustawę pozwalającą samorządom na łatanie swoich
budżetów podwyższaniem opłat za przedszkola. Według prezesa PiS, koszty
nowelizacji można byłoby pokryć choćby ze "zwykłej redukcji administracji o tych
urzędników, którzy z niewiadomych względów i często na kontrowersyjnych zasadach
zostali tam w ciągu ostatnich lat zatrudnieni", a marszałek Sejmu mógłby,
zamiast z góry projekt odrzucać, wezwać do uzupełnienia brakującego elementu. –
Dla chcącego nie ma nic trudnego. Nie ma tego rodzaju woli, tego rodzaju chęci,
sprawa jest naprawdę bardzo poważna, w szczególności w świetle tych danych,
które dzisiaj mamy. W Polsce dzisiaj więcej ludzi umiera, niż się rodzi. W
związku z tym każde odpowiedzialnie funkcjonujące państwo na to reaguje – mówił
Kaczyński.
W dniu, w którym propozycja PiS padła, premier Donald Tusk zasygnalizował, iż
projekt opozycji mu się nie podoba. Sam w sprawie przedszkoli zwołał naradę w
kancelarii premiera i m.in. apelował do samorządów, by odstąpiły od znaczących
podwyżek cen za przedszkola. Już nawet pojawiły się doniesienia w mediach, że
apel szefa rządu odnosi gdzieniegdzie skutek i ceny za przedszkola spadają.
Jeśli jednak zamiast np. 100-proc. podwyżki mamy 50-proc., to doniesienia o
spadku cen można co najwyżej nazwać ponurym żartem albo marną sztuczką
socjotechniczną.
Artur Kowalski
