O pokój będzie coraz trudniej

Z Adamem Borowskim, honorowym konsulem Czeczeńskiej Republiki Iczkeria w Polsce, rozmawia Mariusz Bober

Dlaczego Kamisa D. uciekła z Czeczenii i zdecydowała się na tak ryzykowne przejście przez góry, co skończyło się śmiercią jej trzech córek? Przecież władze rosyjskie przekonują, że sytuacja w tej republice jest już „stabilna” i jeśli ktoś z niej ucieka, to wyłącznie z przyczyn ekonomicznych?

– W ostatnich miesiącach nasiliły się walki zarówno w samej Czeczenii, jak i wokół tej republiki. Obecnie trwa tam wojna partyzancka. Szacuje się, że w górach stale przebywa 500-700 bojowników, latem jest ich więcej. Prowadzenie wojny partyzanckiej nie jest możliwe bez pomocy ludności cywilnej. Rosjanie to wiedzą, dlatego nasilają represje przeciwko cywilom, zwłaszcza podczas intensyfikacji walk. Kadyrow dostał od Putina wolną rękę w sposobie sprawowania władzy, rządzi tam jak dyktator. Nie ma tam biur organizacji międzynarodowych ani humanitarnych, praktycznie nie ma niezależnych dziennikarzy. W tej sytuacji Czeczeni mają trzy drogi: albo współpracę z administracją Kadyrowa, albo walkę w oddziałach partyzanckich, albo wygnanie. Jeśli odmawiają kolaboracji, od razu są podejrzani o współpracę z partyzantami. Dlatego uciekają stamtąd – przed wojną, prześladowaniami, przed nocnymi najściami ludzi w maskach, gwałtami i grabieżą. Każdy, kto może, po prostu stamtąd ucieka.


Taka była też decyzja Kamisy i jej rodziny?


– Tak. Chciała dostać się na Zachód, bez ujawniania się przed naszymi władzami.


Choć właściwie szła na Słowację?


– Jednak zmierzała na Zachód. Co prawda pani prezydentowa powiedziała, że Kamisa mogła się ubiegać o status uchodźcy, jednak ktoś wprowadził niestety pierwszą damę w błąd. Podkreślam, że Czeczenka nie miała najmniejszych szans na otrzymanie statusu uchodźcy. 95 proc. Czeczenów otrzymuje tzw. pobyt tolerowany, który nie daje im nic. Po jego otrzymaniu muszą opuścić ośrodek dla uchodźców, pozostają bez dachu nad głową, pracy i pieniędzy. Pomoc integracyjną dostają przez rok ci, którzy uzyskają status uchodźcy. W zeszłym roku było to zaledwie 305 osób na ponad 6 tysięcy złożonych wniosków. W tym proporcje są jeszcze gorsze. Co w takiej sytuacji mają robić ci ludzie? Znam osoby, które żyją w przytuliskach monarowskich albo spędzają noce w noclegowniach. Dlatego wiele osób chce przedostać się do Polski w sposób nielegalny, by – nie zostawiając u nas śladów – również w sposób nielegalny przedostać się na Zachód. Tam otrzymują dach nad głową, pomoc socjalną, możliwość nauczenia się nowego zawodu i podjęcia pracy, czyli po prostu dostają szansę na nowe życie. Rozumiem, że Polska jest ciągle na dorobku i nie stać nas na taką pomoc, jak to jest na Zachodzie. Ale oczekuję od władz przynajmniej uczciwego trybu przyznawania statusu uchodźcy. Gdyby tak było, wielu tragedii udałoby się uniknąć.


Obciąża Pan za nią władze?


– Nie. Ta kobieta jest ofiarą Dublin II [regulacji Unii Europejskiej ustalającej państwo odpowiedzialne za rozpatrzenie wniosku o przyznanie statusu uchodźcy – red.]. Niestety, Polski nie stać nawet na minimalną opiekę nad tymi ludźmi. Ale można po prostu uczciwie rozpatrywać wnioski o status uchodźcy. Można też podejmować problem Czeczenii na forum międzynarodowym. Polska wymusiła na Unii Europejskiej zablokowanie rozmów z Rosją ze względu na embargo na import polskiego mięsa, a nie apelujemy na forach międzynarodowych o wstrzymanie współpracy gospodarczej z Rosją, dopóki trwa ludobójstwo w Czeczenii. Wymowna jest tu decyzja byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, który przyjął posadę w rosyjsko-niemieckiej spółce budującej gazociąg po dnie Bałtyku. To pokazuje, że takie wartości jak prawa człowieka kraje tzw. wolnego świata są gotowe wymienić na surowce energetyczne, gaz i ropę. Niestety, dziś nie ma polityków na miarę Margaret Thatcher czy Ronalda Reagana.


Co zmieni przystąpienie Polski do układu z Schengen?


– Myślę, że większość Czeczenów pojedzie na Zachód. Wielu z nich ma tam rodziny. Obawiam się jednak, że może to utrudnić przyjmowanie ich na naszej granicy, która będzie zewnętrzną granicą UE.


Jest szansa na rozwiązanie problemu u źródła, czyli pokój i prawdziwą stabilizację w Czeczenii?


– Niestety, myślę, że ta wojna potrwa jeszcze wiele lat. Przed kilkoma laty w wywiadzie dla jednej z polskich gazet polityk rosyjski, Czeczen Rusłan Chazbułatow, powiedział, że „jeśli Rosja nie zmieni polityki wobec Kaukazu, to straci nie tylko Czeczenię, ale cały Kaukaz”. Rosja polityki nie zmieniła, a Chazbułatow miał rację. Dziś walki trwają już w Inguszetii, Dagestanie, Kabardyno-Bałkarii. Wojna ogarnia cały Kaukaz. A o pokoju coraz trudniej rozmawiać, bo nie ma specjalnie z kim. Rosjanie zabili prezydenta Czeczeńskiej Republiki Iczkeria Asłana Maschadowa – polityka, który naprawdę chciał pokoju, który był gotów na daleko idące ustępstwa. Dziś tam walczy już nowa generacja partyzantów, z których wielu nawet nie zna języka rosyjskiego, którzy znają tylko rosyjski terror, przemoc i wojnę, dla których hasło „wolność albo śmierć” jest treścią życia. Z nimi trudno będzie się Rosji porozumieć.

Po co Rosjanie prowadzą tę wojnę? Putin już kończy prezydenturę, nie musi szukać zewnętrznego wroga, Rosja zarabia na surowcach energetycznych. Po co ładować te pieniądze w okupację Czeczenii?

– Dla Rosji jest to bardzo kosztowne, ale dla dowództwa resortów siłowych opłacalne. W Czeczenii są m.in. złoża ropy naftowej, które są pod ich kontrolą, i czerpią z tego gigantyczne zyski.


Partyzantom nie udało się tego wstrzymać, tak jak to zrobili rebelianci w Iraku?


– W Czeczenii na obszarze wielkości 16,5 tys. km2 (ok. 5 proc. terytorium Polski) stacjonuje 100 tys. rosyjskich żołnierzy, więc to nie jest takie proste. Mimo to Rosjanie nie mogą się czuć bezpieczni. Partyzanci nieustannie dokonują ataków, zabijając wojskowych, urzędników i kolaborantów. Bez przerwy dochodzi do walk.


Jednak Rosjanie nie ustąpią?


– Niestety nie. Ustąpili w 1996 roku. Ale wojsko natychmiast zaczęło przygotowania do drugiej wojny. Przygotowali się do niej o wiele lepiej, także pod względem propagandowym. Rosyjskie służby specjalne wysadziły bloki z własnymi obywatelami, byle tylko usprawiedliwić atak na Czeczenię. Putin nie był jakąś wybitną osobowością, jest po prostu wystawiony przez struktury siłowe. On jest tylko ich reprezentantem. Na jego miejsce przyjdzie inny, który będzie robił to samo – gwarantował zyski armii. Dlatego szaleństwo będzie trwało.


Dziękuję za rozmowę.


drukuj