Nigdy nie żałujemy urodzenia dziecka

Z Abby Johnson, byłą aborcjonistką, szefową jednej z klinik Planned
Parenthood, autorką książki "unPlanned", opisującej historię jej nawrócenia,
rozmawia Agnieszka Żurek

Wydała Pani ostatnio książkę "unPlanned", w której opisuje Pani swoją
pracę w jednej z klinik aborcyjnych, późniejsze nawrócenie i zaangażowanie się w
działalność na rzecz obrony życia. Jaki był cel napisania tej książki? Jakiego
wpływu na czytelników by sobie Pani życzyła?

– Mam nadzieję, że wpływ mojej książki na czytelników będzie wielowymiarowy – w
zależności od tego, kto po nią sięgnie. Dla osób, które od wielu lat działają w
ruchach pro-life, moja książka może stać się bodźcem do tego, aby spojrzeć na
pracowników klinik aborcyjnych z innej perspektywy. Mam nadzieję, że może ich
zachęcić do codziennej modlitwy za nich i do odnowienia świadomości, że modlitwa
naprawdę może dużo zmienić. Od wielu czołowych działaczy organizacji pro-life
słyszę, że często czują się zniechęceni. Działanie w organizacjach zajmujących
się obroną życia nie polega na przyjściu do kliniki, odmówieniu modlitwy i
poczuciu się lepiej z tego powodu. Czasami możemy mieć wrażenie, że nasza
modlitwa nie przynosi żadnego efektu. Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojej
książki, działacze pro-life zyskają świadomość, że ich modlitwy, czyny oraz
wierność wyznawanym wartościom naprawdę mają znaczenie.

Wiele osób deklaruje, że nie ma zdania w sprawie aborcji. Czy lektura
Pani książki może pomóc im zająć określone stanowisko?

– Osobom wahającym się moja książka może uświadomić fakt, że dziecko poczęte
jest człowiekiem, a aborcja jest jego uśmierceniem. Chciałabym także im
uzmysłowić, że aborcja nie jest czymś, wobec czego można zachować neutralne
stanowisko. Ten problem dotyczy niestety nas wszystkich. Jeśli zdamy sobie
sprawę z tego, że w Stanach Zjednoczonych aborcji dokonuje jedna kobieta na
trzy, to oznacza, że aborcja stała się pewnego rodzaju "wirusem", który
zainfekował nasze społeczeństwo. Do nas należy znalezienie na niego lekarstwa. W
debacie tej nie ma miejsca na niezdecydowanie. Biblia uczy nas, że lepiej być
zimnym albo gorącym niż letnim. Mam nadzieję, że osoby "letnie" po przeczytaniu
mojej książki będą gotowe do zabrania głosu w obronie zagrożonych aborcją dzieci
i ich matek. Modlę się, żeby tak się stało.

Zapewne znajdą się i tacy, którzy jeszcze przed przeczytaniem książki
będą wiedzieli, że absolutnie nie zgadzają się z jej treścią.

– Niektórzy przeczytają moją książkę tylko w tym celu, żeby ją skrytykować – mam
tu na myśli osoby nadal pracujące w przemyśle aborcyjnym albo zwolenników
aborcji. Modlę się o to, aby moja książka trafiła w ręce tak wielu krytyków, jak
tylko to możliwe. Mam nadzieję, że na jej kartach odnajdą oni swoje własne
doświadczenie. Modlę się oczywiście o nawrócenie tych ludzi. Oby treść mojej
książki zmotywowała ich do zrobienia sobie rachunku sumienia i uczciwej oceny
motywów działania wspieranego przez nich przemysłu. Chciałabym, żeby dowiedzieli
się, że istnieje lepszy plan dotyczący ich życia i że mogą oni wybrać radość; że
mogą doświadczyć pokoju, którego wcześniej nie doświadczali.

W jaki sposób czytelnicy mogą dzielić się Pani świadectwem z krewnymi
bądź przyjaciółmi mającymi za sobą doświadczenie aborcji?

– Myślę, że za każdym razem, kiedy rozmawiamy o doświadczeniu tak trudnym jak
aborcja, trzeba okazywać współczucie i zrozumienie dla czyichś wyborów i opinii.
Przekonania tych, którzy opowiadają się za aborcją, zazwyczaj wynikają z ich
historii życia. Dzielenie się tego rodzaju przeżyciami może dla niektórych osób
być bardzo trudne. O niektórych doświadczeniach nie opowiedzą oni nigdy i
nikomu. Ci ludzie być może potrzebują uzdrowienia, toteż jeśli zaczniemy
rozmawiać z nimi w sposób okrutny bądź podejmiemy z nimi walkę, zbudujemy w ten
sposób mur, który trudno będzie później zburzyć. Musimy być delikatni i po
prostu dzielić się z innymi prawdą, która została opisana w książce i którą ci
ludzie znają przecież z własnego doświadczenia.

Co w praktyce stanowi misję Planned Parenthood?
– Na papierze misją Planned Parenthood jest zapewnianie kobietom łatwego dostępu
do wysokiej jakości opieki medycznej oraz "obrona praw kobiet". W rzeczywistości
misją tej organizacji jest zwiększanie liczby aborcji i pomnażanie swoich
dochodów.

To rodzaj zinstytucjonalizowanego krzywdzenia kobiet.
– Aborcja w większości przypadków pozostawia kobiety obciążone jej następstwami:
żalem, poczuciem winy i bólem emocjonalnym. W wielu przypadkach jej skutki
trwają przez całe życie.
Aborcja nie krzywdzi jedynie kobiety i dziecka. Występuje tu efekt domina –
zranieni są wszyscy bliscy, a także osoby związane z daną rodziną – one także
przeżywają żal. Doświadczenie rzeczywistości utraty dziecka w wyniku aborcji
staje się także ich udziałem.
Otwarta niedawno nowa ogromna klinika aborcyjna w Houston jest dla mnie symbolem
tego, przez co przeszłam w swoim życiu, pnąc się po stopniach kariery aż na
"szczyt", kiedy stanęłam na czele największej kliniki aborcyjnej zachodniej
półkuli. Ta klinika jest także symbolem miejsca, do którego kobiety się udają i
gdzie są okłamywane. Nie mówi się im prawdy o aborcji i o konsekwencjach ich
wyborów. Są one także w pewnym sensie wykorzystywane, ponieważ stosowane tam
procedury medyczne nie spełniają odpowiednich standardów. To tragiczne miejsce.

Czy Pani zdaniem organizacji Planned Parenthood powinno się odebrać
dodatkowe fundusze pochodzące z pieniędzy podatników na prowadzenie
działalności?

– Tak. Istnieją lepsze sposoby na zagospodarowanie naszych pieniędzy. Planned
Parenthood jest organizacją, która nie zapewnia odpowiedniej jakości usług
medycznych. Pieniądze z podatków powinny zasilać konta organizacji, które
zapewniają odpowiednią opiekę medyczną kobietom, mężczyznom i dzieciom. Planned
Parenthood oferuje usługi medyczne w bardzo ograniczonym zakresie i niskiej
jakości. Nie wiem, dlaczego mielibyśmy namawiać kobiety do korzystania z tych
usług, podczas gdy mogłyby one udać się do innej niż Planned Parenthood kliniki
i otrzymać pełną opiekę medyczną.

Organizacja Life Action rozprowadza w klinikach Planned Parenthood
kwestionariusze zawierające niewygodne dla tej organizacji pytania. Czy popiera
Pani tę akcję?

– Tak, odpowiedzi na te ważne pytania ujawniają to, co w klinikach aborcyjnych
mówi się pacjentkom oraz sposób, w jaki Planned Parenthood traktuje zarówno
kobiety, jak i mężczyzn oraz ich rodziny. Organizacja ta uważa, że troszczy się
o dobro kobiet, jej działalność pokazuje jednak, że jest dokładnie odwrotnie. W
pełni popieram zatem działalność organizacji Live Action.

Zwolennicy aborcji posługują się wobec działaczy organizacji pro-life
specyficzną retoryką – inicjatywy modlitewne i akcje informacyjne określają
mianem "nagonki" czy "stawiania ich pod pręgierzem".

– Ten rodzaj retoryki używany jest przez stronnictwo proaborcyjne po to, żeby
wzbudzić w społeczeństwie strach. Jednym z argumentów najczęściej używanych
przez Planned Parenthood i podobne organizacje w obronie ich działalności jest
sugerowanie, że odcięcie im dofinansowania obróci się przeciwko kobietom o
najniższym statusie materialnym, potrzebującym przecież podstawowej opieki
medycznej.

Niektórzy twierdzą, że organizacje takie jak Planned Parenthood pełnią
pozytywną rolę i powinny być dotowane, ponieważ zapewniają kobietom dostęp do
podstawowych badań, np. mammografii.

– Istnieje wiele innych klinik, a także niezależnych ośrodków, takich jak
Ciążowe Centra Kryzysowe (Crisis Pregnancy Centers), które pomagają kobietom w
lepszy i pełniejszy sposób. Są one często bardziej przystępne cenowo – nierzadko
oferują wręcz darmową pomoc. Pracownicy tych instytucji zadają sobie trud
przedyskutowania z kobietą zagadnień dotyczących wszystkich jej potrzeb
życiowych, nie ograniczają się jedynie do aspektu medycznego. Kobiety potrzebują
tego rodzaju traktowania, dokądkolwiek się udadzą. Ciążowe Centra Kryzysowe
opiekują się kobietami w sposób kompleksowy – zarówno w wymiarze medycznym, jak
i psychologicznym. Są one odpowiednio przygotowane do tego, żeby zapewnić
kobietom łatwy dostęp do wysokiej jakości sprzętu i usług medycznych. Warto przy
okazji wspomnieć, że żadna klinika prowadzona przez Planned Parenthood nie jest
wyposażona w mammograf.

Jakie sposoby informowania społeczeństwa o tym, czym w istocie jest
aborcja, przynoszą Pani zdaniem najlepsze efekty?

– Odkąd zostałam działaczką pro-life, odkryłam, że istnieje wiele sposobów
pomocy kobietom rozważającym aborcję. Ludzie często nie wiedzą nawet, czym w
istocie zajmują się takie organizacje jak Planned Parenthood. Nie wiedzą, że
zapewnia ona więcej usług aborcyjnych niż jakakolwiek inna organizacja w Stanach
Zjednoczonych. Ludzie powinni dowiedzieć się prawdy także o tym, czym jest
aborcja. Czasem, żeby się o tym przekonać, muszą to zobaczyć. Myślę jednak, że
pokazywanie zdjęć dzieci zabitych w łonie matki to ostateczność. Modlitwa i
pokojowe metody działania organizacji 40 Dni Dla Życia (40 Days for Life)
przyniosły wiele dobra. Takie metody są najlepszą formą pomocy kobietom
znajdującym się w sytuacji kryzysowej. Myślę, że czasami użycie środków takich
jak prezentacja szokujących zdjęć może odnieść pozytywny efekt, niemniej jednak
uważam, że jest to ostateczność.

Kim są czytelnicy Pani książki?
– Moi czytelnicy są bardzo różni – od nastolatków po osoby starsze, od osób
regularnie uczęszczających do kościoła po ateistów, od działaczy pro-life po
zwolenników aborcji. Wiele osób sięga po moją książkę w poszukiwaniu wiedzy na
temat aborcji, adopcji, rodzicielstwa oraz leczenia niepłodności.

Czy spotkała się Pani z jakąś zaskakującą reakcją na tę publikację?
– Po ukazaniu się książki spotkałam się z wieloma zaskakującymi reakcjami.
Najbardziej poruszające okazały się zachowania zwolenników aborcji i pracowników
klinik aborcyjnych. Niemało z nich porzuciło swoją praktykę, kiedy zobaczyli
światło i nadzieję. Wiele osób przychodziło do mnie, żeby podziękować mi za
możliwość lepszego poznania mechanizmów, jakimi rządzi się przemysł aborcyjny, a
o których istnieniu mieli wcześniej nikłe pojęcie. Wielu wreszcie dziękowało mi
za moje świadectwo i za to, że otworzyło im ono oczy na wartość życia.

Co powiedziałaby Pani młodej kobiecie, która znajduje się obecnie w
miejscu, w którym Pani kiedyś była? Załóżmy, że jest to wolontariuszka pracująca
w Planned Parenthood, kobieta, która ma za sobą jedną bądź dwie aborcje?

– Powiedziałabym takiej dziewczynie, że wiem o tym, iż ma dobre intencje i że
zaangażowała się w działalność tej organizacji, chcąc pomagać kobietom.
Dodałabym jednak, że może ona pomagać im w lepszy sposób. Zachęciłabym ją do
uczynienia aktu wiary – tak jak ja to zrobiłam – i do przyłączenia się do mnie
po to, żeby wspólnie pomagać kobietom w pełnym wymiarze. Tego nie da się zrobić,
pracując w przemyśle aborcyjnym. Nikt nie wzrasta z myślą o tym, że chce dokonać
aborcji. Nigdy nie żałujemy tego, że mamy dzieci. Żałujemy natomiast dokonania
aborcji.

W swojej książce wspomina Pani o tym, jak ogromne wrażenie wywarła na
Pani spotkana przed kliniką aborcyjną siostra zakonna…

– Zakonnica jest dla mnie uosobieniem kobiety świętej i wybranej przez Boga.
Kiedy zobaczyłam, jaki ból sprawia spotkanej przeze mnie siostrze zakonnej to,
czym zajmuję się w swojej klinice, zmusiło mnie to do zastanowienia się nad tym,
co ja właściwie robię. Myśli, które pojawiały się w mojej głowie, z początku
wcale mnie nie cieszyły. Pracowałam przecież naprawdę ciężko, żeby osiągnąć to,
do czego doszłam. A jednak ból tej kobiety, spowodowany działalnością naszej
kliniki, a także mężczyzn i kobiet opuszczających tę instytucję, ściskał mnie za
serce i powodował we mnie wielkie napięcie. Ta zakonnica miała większą niż
ktokolwiek z nas świadomość tego, czym jest aborcja.

Czy rozpowszechnienie użycia ultrasonografu na szerszą skalę, które
przyczyniło się do rozpowszechnienia postaw pro-life, może stać się początkiem
końca aborcji w Stanach Zjednoczonych?

– Myślę, że jest to dobry kierunek. W oparciu o własne doświadczenie i pytania
zadawane przez kobiety, z którymi pracuję, mogę powiedzieć, że badanie USG może
sprawić, że wiele kobiet zdecyduje się urodzić dziecko. Ultrasonograf pokazuje
to, co Planned Parenthood chciałoby ukryć, ponieważ wie, że z jego pomocą
kobiety zobaczą prawdę. Ultrasonograf ujawnia ich kłamstwa.

Czy udało się Pani "przeciągnąć" kogoś na stronę obrońców życia?
– Rozmawiałam z wieloma byłymi pracownikami przemysłu aborcyjnego, którzy go
porzucili. Wielu z nich twierdziło, że mój przykład rezygnacji z pracy w Planned
Parenthood odegrał rolę w podjęciu przez nich tej decyzji. Nie mogę się doczekać
dnia, kiedy będę mogła stanąć przed swoimi byłymi pracownikami i wspólnie z nimi
modlić się za naszą klinikę.

Pisze Pani, że "dobroć, współczucie, bezinteresowność i skłonność do
poświęceń występują po obu stronach", czyli zarówno po stronie obrońców życia,
jak i zwolenników aborcji. Nie możemy jednak zapomnieć o fundamentalnych
różnicach.

– Różnica tkwi w tym, że przemysł aborcyjny deklaruje "pomoc" kobietom w
sytuacji kryzysowej nie tylko poprzez zapewnienie im opieki medycznej, ale i
dostępu do aborcji, jeśli kobieta nie czuje się gotowa do urodzenia dziecka –
czy to ze względów emocjonalnych, czy też z powodów finansowych. Ruchy pro-life
kierują się pragnieniem udzielania kobietom pomocy, ale wychodzą poza jej
doraźne potrzeby, patrzą szerzej i biorą pod uwagę także dobro dziecka i całej
rodziny. Przemysł aborcyjny promuje "szybkie załatwienie sprawy" przez zabicie
dziecka i skupia się raczej na doraźnym efekcie kryzysu. Ruchy pro-life
przewidują natomiast długofalowe efekty, jakie będzie miała decyzja kobiety.
Działają one według innej filozofii – jako punkt wyjścia traktują poznanie
pełnej prawdy o tym, kim jest człowiek i szukają jego prawdziwego dobra i bronią
jego prawa do życia.

Napisała Pani: "Nigdy nie ufaj decyzji, o której nie chciałabyś
opowiedzieć swojej matce".

– Planned Parenthood broni praw kobiet w oderwaniu od opinii i pragnień rodziny.
Organizacja ta kieruje się mottem: "Mój brzuch, mój wybór". Ja sama wierzyłam w
to hasło, kiedy tam pracowałam. Teraz zdałam sobie jednak sprawę z tego, jaki
wpływ miały moje dwie aborcje na całą rodzinę. Gdybym ich nie dokonała, moi
rodzice mieliby teraz dwoje wnucząt więcej. Dzisiaj bronię nie tylko praw
kobiet, ale i całych rodzin – włączając w to prawa dziecka znajdującego się w
łonie matki.

Kobiety, które dokonały aborcji, rzadko dzielą się tym doświadczeniem z
rodziną.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że fakt podjęcia decyzji o aborcji jest czasem
krępujący i wstydliwy. Jest to decyzja, z którą bardzo trudno później żyć i z
tego też powodu trudno jest ujawnić ją ludziom, których ona dotyczyła. Jeszcze
trudniej jest jednak żyć, nie dzieląc się tym z nikim. Jeśli podejmujemy jakąś
decyzję z zamiarem utrzymania jej w tajemnicy, często nie jest to dobra decyzja.
Sprawdziło się to w przypadku tysięcy – jeśli nie więcej – kobiet, które
przeżyły aborcję, łącznie ze mną.

Wydała Pani książkę, dzieli się Pani świadectwem swojego nawrócenia.
Jakie są Pani plany na przyszłość?

– Tylko Bóg je zna. Tak długo jednak, jak długo otwiera On przede mną drzwi,
umożliwiając mi dzielenie się z innymi moim świadectwem, będę to robiła.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj