Nietaktownie o sznurze

Wprawdzie w domu wisielca nie wypada rozpoczynać rozmowy o sznurze, ale bywają sytuacje usprawiedliwiające taki nietakt. A tak się właśnie składa, że wczoraj minęło 20 lat od dnia, kiedy „pierwszy niekomunistyczny premier” Tadeusz Mazowiecki i niemiecki „kanclerz zjednoczenia” Helmut Kohl uściskali się w ramach „znaku pokoju” podczas Mszy św. odprawionej w Krzyżowej na Dolnym Śląsku.



Rozmowy, jakie od 1985 roku prowadził sowiecki gensek Michaił Gorbaczow z amerykańskim prezydentem Ronaldem Reaganem, coraz wyraźniej zmierzały do posprzątania w Europie po II wojnie światowej. Jednym z istotnych jej następstw był podział i formalna okupacja Niemiec przez cztery „poczdamskie” mocarstwa. Zwyczajowym sposobem likwidacji takich następstw jest konferencja pokojowa i podpisany w jej konsekwencji stosowny traktat. Taki właśnie scenariusz przewidywali przywódcy czterech mocarstw „poczdamskich”, umieszczając wśród postanowień tej konferencji zapis o powierzeniu Ziem Zachodnich i Północnych Polsce „w tymczasową administrację” z zastrzeżeniem, że o ostatecznym przeznaczeniu tych obszarów rozstrzygnie traktat pokojowy. Aliści na skutek zimnej wojny doszło do powstania dwóch państw niemieckich, w związku z czym oddaliła się również perspektywa traktatu pokojowego „z Niemcami”. Jednak w miarę konkretyzowania się skutków porządkowania Europy po zimnej wojnie możliwość zjednoczenia Niemiec stawała się coraz bardziej realna, a wraz z nią aktualności nabierała również kwestia traktatu pokojowego. W tej sprawie kanclerz Kohl usilnie starał się unikać jednoznacznych deklaracji, które wiązałyby zjednoczone Niemcy. W kilka dni po faktycznym otwarciu granicy niemiecko-niemieckiej, obchodzonym 9 listopada jako „zburzenie muru berlińskiego”, ponownie przybył do Polski, gdzie podczas Mszy św. w Krzyżowej wyściskał premiera Mazowieckiego. Ale przedstawiając 28 listopada w Bundestagu 10-punktowy projekt „stopniowego przezwyciężania podziału Niemiec i Europy”, o uznaniu granicy z Polską nie wspomniał ani słowem. Warto zatem przypomnieć, że jednym z warunków zgody na zjednoczenie Niemiec postawionym przez USA było uznanie przez Niemcy granic z sąsiadami oraz ich przynależność do NATO i UE, co Amerykanie najwyraźniej uznawali za rodzaj kaftanów bezpieczeństwa. Na skutek tych nacisków 21 czerwca 1990 roku parlamenty RFN i NRD potwierdziły granicę państwową z Polską, a 22 czerwca na spotkaniu uczestników konferencji „2 plus 4” (dwa państwa niemieckie i cztery mocarstwa „poczdamskie”) zapadła decyzja, żeby na posiedzenia poświęcone sprawie granic zapraszać również Polskę. Dopiero 17 lipca 1990 roku, na kolejnym spotkaniu „2 plus 4”, podpisany został protokół, w którym RFN zrezygnowała z warunku traktatu pokojowego w odniesieniu do Ziem Zachodnich i Północnych, i ustalono, że w tej sprawie jego funkcję będzie pełnił traktat „2 plus 4”. Traktat ten pod nazwą „Traktatu o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec” podpisany został w Moskwie 12 września 1990 roku. 3 października 1990 roku między RFN i NRD zawarty został układ o ustanowieniu jedności Niemiec. NRD przestała istnieć. 14 listopada 1990 roku minister spraw zagranicznych zjednoczonych Niemiec Jan-Dyderyk Genscher i polski minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski podpisali w Warszawie traktat potwierdzający państwową granicę polsko-niemiecką na Odrze i Nysie, a 17 czerwca 1991 roku polski premier Jan Krzysztof Bielecki i Krzysztof Skubiszewski oraz niemiecki kanclerz Helmut Kohl i minister Jan-Dyderyk Genscher podpisali w Bonn polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Został on opatrzony listami objaśniającymi, że nie odnosi się on m.in. do spraw majątkowych osób prywatnych. Otwiera to drogę do zmian stosunków własnościowych na Ziemiach Zachodnich i Północnych i można odnieść wrażenie, iż niemiecka, jak to się mówi, polityka historyczna zmierza w tym właśnie kierunku. A zmiana stosunków własnościowych otwierałaby inne, całkowicie pokojowe i demokratyczne możliwości, ponieważ państwa poważne, w odróżnieniu od innych, nigdy łatwo nie rezygnują. I dlatego niekiedy można pozwolić sobie na nietakt mówienia o sznurze w domu wisielca.


Stanisław Michalkiewicz
drukuj