Niesubtelny element nacisku

Z Gaborem Takacsem, analitykiem z Nézopont Intézet w Budapeszcie,
rozmawia Łukasz Sianożęcki

Po tym jak Komisja Europejska zdecydowała się zmniejszyć przekazywane
Węgrom fundusze unijne, argumentując to ich nadmiernym deficytem budżetowym,
premier Viktor Orbán stwierdził, że to irracjonalna decyzja.

– Oczywiście, takie wyjaśnienie jest zupełnie pozbawione racjonalności. Węgry
od momentu wstąpienia do Unii Europejskiej w 2004 r. zawsze przekraczały
3-procentowy limit deficytu, a nigdy nie robiono z tego problemu. Rok 2011 był
pierwszym – a 2012 będzie drugim – kiedy ten limit nie będzie przekroczony.
Dlaczego więc karać nas teraz? Zupełnie nie rozumiem. Unia Europejska twierdzi,
że redukcja deficytu wynika z jednorazowych działań, nie zaś z reform
strukturalnych. Rząd Orbána argumentuje natomiast, że wszystkie poważne reformy
strukturalne sektora publicznego, jakie właśnie są wprowadzane, zaowocują tym,
że deficyt pozostanie na poziomie poniżej 3 proc., także w następnych latach.
Kroki podjęte przez KE służą de facto ukaraniu tych, którzy podejmują pewne
wysiłki i otrzymują realne rezultaty. Postępując w ten sposób, Bruksela obniża
szanse Węgier na odnoszenie sukcesów gospodarczych, w tym w materii redukcji
deficytu. Jednym słowem, Komisja zachowuje się trochę jak zbyt surowa matka,
która jest zdenerwowana, bo jej syn nie założył w zimie czapki, więc za karę
postanawia zabrać mu także kurtkę.

Premier Orbán stwierdził, że ta decyzja pokazuje podwójne standardy
stosowane przez Unię Europejską. Co miał na myśli?

– Wiele spośród krajów członkowskich ma zdecydowanie wyższy deficyt, a żaden
z nich przecież nie doświadcza odbierania czy zmniejszania funduszy.

Politykę pogróżek i upomnień wobec Budapesztu obserwujemy, odkąd
nastąpiła tam zmiana władzy.

– W moim odczuciu Unia chce mieć jeszcze jedną opcję sankcjonowania Orbána,
po tym jak wszelkie ustalenia dotyczące pożyczki z Międzynarodowego Funduszu
Walutowego dla naszego kraju zostały zatwierdzone, a podnoszone wątpliwości –
rozwiane. Brukselscy urzędnicy najwyraźniej już dostrzegli, że Orbán jest w
stanie wypracować kompromisowe rozwiązania, aby zyskać poparcie rynków oraz
zagranicznych pożyczkodawców. Jednocześnie eurokraci najwyraźniej chcą, aby ta
postawa "skłonności do kompromisu" utrzymywała się jak najdłużej. Wychodzą więc
z założenia, że jeśli perspektywa cofnięcia funduszy będzie realna, będą mogli
wywierać presję na nasz kraj przez cały czas.

Może lepiej byłoby wziąć przykład z Grecji, której władze są
zdecydowanie bardziej uległe? To przecież o Grekach premier Orbán powiedział, że
są "obsypywani workami pieniędzy".

– Myślę, że nie powinniśmy porównywać sytuacji Grecji i Węgier z kilku
powodów. Po pierwsze, poziom zadłużenia Grecji oraz sytuacja ekonomiczna kraju
jest nieporównywalnie gorsza niż naszej ojczyzny. Po drugie, Grecy sami się
przyznali, że od lat kłamali na temat poziomu deficytu. Ponadto Ateny są
członkiem strefy euro. Tak więc jeśli plan zasypywania workami pieniędzy Greków
nie wypali, to właśnie kraje posiadające wspólną walutę ucierpią najbardziej. Z
tej perspektywy bardzo dobrze się stało, że Węgry znajdują się poza unią
walutową.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj