Niestandardowa sytuacja wymaga niestandardowych działań
Z Arturem Górskim, posłem PiS, członkiem Zespołu Parlamentarnego ds.
Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej, rozmawia Anna Ambroziak
Zgłosił Pan wniosek, by w ramach prac zespołu dokładnie przeanalizować
materiały, które do tej pory ukazywały się w "Naszym Dzienniku".
– Chciałem podkreślić, jak wielki jest dorobek "Naszego Dziennika" w kwestii
wyjaśnienia przyczyn tragedii smoleńskiej. Poruszał on każdego dnia ten temat.
Można powiedzieć, że postawił sobie za punkt honoru dojście do prawdy o tym, co
było przyczyną tej katastrofy. Zadawał wiele pytań, na które stara się
konsekwentnie odpowiadać, sięgając po opinie różnych ekspertów zarówno z Polski,
jak i z zagranicy. Uważam, że ten dorobek "Naszego Dziennika", który do tej pory
służył wyłącznie czytelnikom, powinien być wykorzystany przez zespół, by
przyczynić się do wyjaśnienia przyczyn tej tragedii, do wskazania osób, które za
nią odpowiadają. Jesteśmy bardzo wdzięczni prasie niezależnej, w tym głównie
"Naszemu Dziennikowi", że podejmuje ten temat, że redakcja nie pozwoliła, by
inne bieżące sprawy, takie, jak np. wybory prezydenckie, przyćmiły tę
problematykę i przesunęły ją na dalszy plan. "Nasz Dziennik" nie uległ pokusie
potraktowania tematu tragedii jako przedawnionego, ale stanowczo i konsekwentnie
podkreślał, że najważniejszą sprawą dla Polaków jest wyjaśnienie przyczyn i
kulis tej największej tragedii w dziejach Polski. Gazeta nie straciła prawdziwej
miary i powagi tego wydarzenia, gdy inne media przeszły do porządku dziennego
nad tą katastrofą. Dla nich to już odległa historia, dla posłów PiS i dla
"Naszego Dziennika" to wciąż bardzo bliska rzeczywistość, którą trzeba poznać i
zrozumieć.
W jaki sposób te informacje miałyby zostać wykorzystane przez zespół?
– Wartość publikacji "Naszego Dziennika" polega na tym, że wiele spraw zostało
przebadanych, że wskazano wiele istotnych wątków, które poddano głębokiej
analizie. Zespół nie musi więc zaczynać od początku. Ponadto "Nasz Dziennik"
wychwycił w swoich tekstach te wszystkie elementy, które budzą wątpliwości. I
wiemy już, że jest ich więcej, niż myśleliśmy tuż po katastrofie. Wiemy także,
które pytania są najważniejsze i na które nie ma odpowiedzi, a zatem trzeba je
jeszcze raz publicznie postawić. Dziennik wskazał już pewne kierunki działań,
które zespół powinien uwzględnić. Należy też sięgnąć po tych ekspertów, którzy
wypowiadali się dla niego. To są ludzie nie tylko posiadający niezbędną wiedzę,
ale też chcący nią służyć, by dojść do prawdy. Liczę na to, że w toku prac
zespołu kwestie podejmowane przez "Nasz Dziennik" zostaną jeszcze pogłębione.
A jednak to przede wszystkim instytucje państwowe dysponują najlepszymi
instrumentami do zajęcia się sprawą wyjaśnienia katastrofy.
– "Nasz Dziennik" zachował pewne kontinuum badań nad przyczynami katastrofy.
Jest to bardzo duża wartość – inni dziennikarze podejmowali temat tragedii
często pod wpływem chwili i zdobytej informacji, nierzadko w celu wywołania
sensacji albo nawet odwrócenia uwagi od istotnego wątku sprawy. Zatem te
jednostkowe publikacje nie mają takiej samej wartości jak systematyczne drążenie
tematu z każdej strony, zwracanie uwagi na każdy istotny detal. To naprawdę
bardzo duży dorobek "Naszego Dziennika", który powinien posłużyć nie tylko
takiemu organowi Sejmu, jak zespół parlamentarny, ale powinien być wykorzystany
przez instytucje państwowe, choćby prokuraturę. Oczywiście, jeśli będą chciały
uczciwie rozwikłać tajemnicę tragedii smoleńskiej.
Jak Pan ocenia pracę tych instytucji?
– Na pewno podchodzą one bez szczególnego zaangażowania do kwestii wyjaśnienia
przyczyn i okoliczności katastrofy. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika. W
działaniach, które podejmują rząd i prokuratura, widać pewną standardowość
podejścia, podczas gdy sytuacja nie jest standardowa. Odnoszę wrażenie, że
niektóre instytucje chcą znaleźć pierwszy lepszy pretekst, by ogłosić pilota
winnym katastrofy, a może nawet samego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zamknąć
całą sprawę. I niektóre media im w tym sekundują. Ale zespół będzie podejmował
takie działania, które mają to uniemożliwić, które w końcu wykażą, jakie były
przyczyny wypadku, czy leżą one po stronie polskiej czy rosyjskiej, a jeśli po
stronie polskiej, to kto powinien ponieść polityczną lub karną odpowiedzialność.
Dziękuję za rozmowę.
