Niemcy nie czują się zażenowani

Zdecydowana większość niemieckich mediów niezbyt chętnie informuje o
piątkowych zajściach w Warszawie i o haniebnym w nich udziale niemieckich
anarchistów. Podają najczęściej suche fakty o wydarzeniach z 11 listopada. Tylko
lakonicznie wspomina się o aresztowaniu 92 Niemców związanych z lewicą.
Berliński "Morgenpost" już w sobotę na swoich stronach internetowych pisał
m.in., że doszło do walki "policji z prawicowo-nacjonalistycznymi grupami", a
dopiero na drugim miejscu dodał, że w zamieszkach udział wzięli także lewicowi "antydemonstranci"
– jak nazywa niemiecka gazeta polskich i niemieckich lewackich bandytów. Także
inne media drukowane i elektroniczne ograniczyły się do podania suchych
informacji, bez komentarzy.
Jedynie niszowe media i społecznościowe fora internetowe pozwoliły sobie na
większy krytycyzm w komentowaniu warszawskich zamieszek i udziale w nich
niemieckich lewackich bojówek. Na forach internetowych wielu Niemców zamieszcza
komentarze, z których przebija wstyd za "niemieckich bandytów". Pojawiają się
nadzieje, że "polska policja w odróżnieniu do niemieckiej będzie w stanie
bardziej zdecydowanie i stanowczo osądzić i ukarać niemieckich lewackich
zadymiarzy".
Nie ulega wątpliwości, że ekscesy wywołane przez niemieckie anarchistyczne
bojówki w Warszawie stanowią bardzo niebezpieczny precedens i zagrożenie znane
za Odrą od wielu lat.
Według danych niemieckiego MSW, w 2009 roku odnotowano w Niemczech znaczny
wzrost liczby aktów przemocy ze strony grup skrajnie lewicowych, których
zarejestrowano 4734, czyli o 1610 więcej niż rok wcześniej. Według raportu
ministerstwa, w 2009 roku liczba aktów brutalnej przemocy w wykonaniu grup
lewackich wzrosła z 700 do ok. 1100, czyli aż o ponad 50 procent.

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj