Niekonstytucyjny koszyk
Wykazy świadczeń, za które płaci Narodowy Fundusz Zdrowia, są
nieprecyzyjne. W efekcie pacjent za te same usługi płaci dwa razy: raz –
uiszczając składkę do NFZ, drugi raz – wykonując świadczenie prywatnie. Naczelna
Rada Lekarska chce, by tym problemom przyjrzał się Trybunał Konstytucyjny.
Naczelna Rada Lekarska wspólnie ze Związkiem Powiatów Polskich oraz Izbą
Pielęgniarek i Położnych podjęła uchwałę upoważniającą do skierowania skargi do
Trybunału Konstytucyjnego dotyczącej m.in. niektórych zapisów ustawy z 27
sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków
publicznych. Przepis nakłada na ministra zdrowia obowiązek wydania tzw.
rozporządzeń koszykowych. Określają one listę świadczeń, za które płaci NFZ.
Zdaniem lekarzy, wykaz jest mało precyzyjny.
– To nie żaden koszyk, tylko przepisane procedury z NFZ z orientacyjną wyceną
Funduszu. Zabrakło realnej, rzetelnej wyceny danego świadczenia – kwituje
Czesław Hoc, poseł PiS i zarazem lekarz. – Chcemy, by koszyk świadczeń był w
pełni dookreślony, co niestety nie nastąpiło do dziś. Problem w tym, że nie
określa się dokładnie, jakie świadczenia należą się w zamian za opłacanie
składki zdrowotnej. W efekcie pacjent płaci za to samo świadczenie dwukrotnie.
Raz, gdy co miesiąc odprowadza składkę ubezpieczeniową. Drugi raz, gdy w
sytuacji braku możliwości wykonania operacji czy zabiegu w publicznym szpitalu
udaje się do prywatnej placówki medycznej – mówi Maciej Hamankiewicz, prezes
Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL). – Bardzo ogólne sformułowania powodują, że
obywatel jest zobowiązany do płacenia dwa razy za to samo. Powstaje dowolna
interpretacja przepisów przez urzędników NFZ, a sam lekarz do końca nie wie,
jakie świadczenie w ramach składki ma wykonywać, a jakiego nie – dodaje. Nie
doprecyzowano m.in. kwestii opieki okołoporodowej, a konkretnie – znieczulenia
zewnątrzoponowego. W efekcie pacjentka musi za nie zapłacić z własnej kieszeni.
Zdaniem lekarzy, świadczenie to powinno być wypunktowane, tj. powinna mu być
przypisana określona liczba punktów, za którą szpital otrzymywałby konkretną
pulę pieniędzy. Dyrektorzy szpitali położniczych zaznaczają, że to nie jedyny
problem. Brak jest dookreślenia wyceny świadczeń, jeśli chodzi o patologię
ciąży. – Gdyby nie dość wysoka kwota za noworodki, szpital nie miałby
wystarczających pieniędzy na opłacenie takich świadczeń – stwierdza dr Antoni
Marcinek, dyrektor Szpitala Położniczo-Ginekologicznego im. Czerwiakowskiego w
Krakowie. Chodzi o to – wyjaśnia – że placówki bilansują koszt tego typu
świadczenia wykonywanego w ramach patologii ciąży.
Co się bilansuje
– Hospitalizacje związane z ciążą i porodem są nielimitowane. Kiedy pacjentka
przychodzi z problemem, nie można jej odesłać. W efekcie szpital generuje
koszty. Po pierwszym tygodniu danego miesiąca ma już zużyty limit środków na
patologie ciąży. "Noworodki" są płacone bez limitów – pokrywają więc koszty
własnej hospitalizacji, a także hospitalizacji swoich matek – tłumaczą szpitale.
Tegoroczne kontrakty na świadczenia w zakresie patologii ciąży są bardzo
okrojone w stosunku do lat poprzednich – środki są mniejsze nawet o dwie
trzecie. Zdaniem lekarzy, Konstytucję łamią też dwa komunikaty Narodowego
Funduszu Zdrowia: komunikat NFZ z 30 kwietnia 2009 r. w sprawie rozliczeń
świadczeń udzielanych pacjentom włączonym do badania klinicznego oraz komunikat
NFZ z 11 stycznia 2010 r. w sprawie przysługującego w ramach NFZ leczenia
endodontycznego. Wedle tego ostatniego komunikatu, leczenie zębów dwu- i
trzykanałowych jest dostępne jedynie dla dzieci i młodzieży do ukończenia 18.
roku życia oraz kobiet w ciąży i w okresie połogu. – Konstytucja uprzywilejowuje
matki i dzieci. (…) NFZ traktuje wszystkich równo, z uwzględnieniem
szczególnych potrzeb danej grupy wiekowej i płci. (…) Lekarze zaskarżają
rzeczy, które tak naprawdę są ustanowione przez posłów – tłumaczy Andrzej
Troszyński z biura prasowego Funduszu. Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej, zapis
ten łamie kolejne artykuły Ustawy Zasadniczej (m.in. art. 32, art. 68)
gwarantujących równy dostęp do służby zdrowia wszystkim obywatelom – według
Konstytucji obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze
publiczne mają zapewnić równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej
ze środków publicznych.
Już w roku 2004 Trybunał Konstytucyjny, stwierdzając niekonstytucyjność ustawy o
Narodowym Funduszu Zdrowia, zwrócił uwagę na problem określoności katalogu
świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Mimo to ani pacjent, ani lekarz
wciąż nie są w stanie precyzyjnie ustalić pełnego zakresu świadczeń
gwarantowanych oraz standardu świadczeń finansowanych ze środków publicznych.
Wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk w rozmowie z PAP podkreślił, że resort
wprowadził w ustawie o działalności leczniczej możliwość pobierania opłat za
dodatkowe świadczenia wykonywane przez szpitale spółki. – Jest to rodzaj zachęty
do przekształceń. W przypadku wolnych mocy przerobowych mogą wykonywać odpłatnie
dodatkowe świadczenia – powiedział Włodarczyk. Zaznaczył, że przed wejściem w
życie ustawy publiczne lecznice także nie mogły pobierać opłat za świadczenia.
Kopacz: Mam już efekty
W programie "Czas decyzji" emitowanym 2 września w TVN24 podczas wyborczej
debaty, w której wzięli udział: minister pracy Jolanta Fedak, Marek Balicki
(SLD) i Andrzej Sośnierz (PJN), minister Ewa Kopacz przekonywała, że koszyk
świadczeń funkcjonuje. – Ja dzisiaj jestem w stanie analizować każdą przychodnię
po przychodni. I choć z tego nie jestem zadowolona, to ja już mam swoje efekty –
mówiła szefowa resortu. I zapewniała, że pieniądze na świadczenia medyczne są
marnotrawione przez nieodpowiedzialnych zarządzających. – Ja dziś chcę te
pieniądze dać na konkretny wymierny efekt dla pacjentów – mówiła Kopacz,
zapewniając też, że jest w stanie zagwarantować środki "na tę ilość pacjentów,
jaką przyjmie dana placówka w ramach ustawionej kolejki". – Wreszcie pieniądz
pójdzie za pacjentem – przekonywała minister zdrowia, zachwalając rządowy pakiet
ustaw zdrowotnych. Jej zdaniem, cała reforma, którą przeprowadza obecny rząd,
przyniesie konkretne efekty dla pacjentów. A system ochrony zdrowia jest
przyjazny pacjentowi pod względem dostępności do świadczeń. Oznacza to skrócenie
kolejek oraz solidne liczenie kosztów w szpitalach. – Tyle że w dalszym ciągu
nie bardzo wiadomo, za co NFZ ma płacić, a za co nie. Dochodzi do
niedopuszczalnych praktyk. NFZ płaci za procedurę, ale za wszystko, co jest
niejako wokół niej, płaci sam pacjent. Pozwala to nieźle funkcjonować prywatnym
placówkom. Co do dostępności świadczeń i wciąż rosnących kolejek powiem tylko:
brak słów – komentuje Bolesław Piecha, szef sejmowej Komisji Zdrowia.
Anna Ambroziak
