Niech partie pokażą strategię

Z Jerzym Bielewiczem, prezesem Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek",
rozmawia Małgorzata Goss

Duża część polskiego społeczeństwa wykazuje obojętny stosunek do własnego
państwa. Dlaczego?

– Jeśli od rana do wieczora ludzie słyszą tylko o długu, cięciach wydatków,
likwidacji świadczeń, podnoszeniu podatków, podwyżkach, a nikt nie mówi o
zadaniach państwa, poprawie opieki medycznej, lepszym szkolnictwie, budownictwie
socjalnym, wyższych emeryturach – to nic dziwnego, że takie państwo jawi się
ludziom jako opresyjne. Po co nam państwo – myślą – które tylko zabiera?
Odpowiedzialność za doprowadzenie do takiego stanu rzeczy spoczywa na
politykach. Politycy wypowiadają się o państwie w kategoriach księgowych, nie
mają strategii ani nawet wyobrażenia, czym to państwo ma być dla obywatela.
Przecież ma ono służyć obywatelom, wspierać ich, organizować i ukierunkowywać
społeczny wysiłek, pełnić zadania w zakresie obronności, policji, wymiaru
sprawiedliwości, zabezpieczenia emerytalno-rentowego i zdrowotnego, edukacji,
opieki społecznej. Znamienny jest tytuł wywiadu, jakiego udzieliła prof. Zyta
Gilowska – "Opłaca się mieć Polskę". Niestety, przy obecnym sposobie uprawiania
polityki tej świadomości w społeczeństwie nie ma. Państwo nie wypełnia
podstawowych obowiązków. Politycy działają bezładnie, nie potrafią ukazać
ludziom, dokąd idziemy, pociągnąć ich za sobą.
Chociażby w sprawie przesunięcia składki emerytalnej – rządzący zdefiniowali oś
dyskusji w sposób wygodny dla siebie. Nie debatowali o tym, co najważniejsze – o
pewności świadczeń i wysokości emerytury, o problemach demograficznych kraju i
przyszłych zobowiązaniach emerytalnych państwa. Nie! Spór toczył się o to, kto
przejmie pieniądze – państwo czy prywatne firmy… Obywatel został ustawiony z
boku.

Czy jest szansa, aby w nadchodzących wyborach to zmienić?
– Tylko sześć miesięcy dzieli nas od wyborów, Polska jest w dramatycznej
sytuacji, a nie ma programów naprawy państwa i naprawy finansów publicznych.
Zamiast tego partie ściągają na swoje listy sławnych ludzi, żeby przysporzyć
sobie głosów i zdobyć lub zachować władzę. Debata sprowadzana jest na manowce,
np. Platforma wyskoczyła z pomysłem, że przedstawi do wakacji budżet na przyszły
rok. Wiadomo z góry, że opozycja zaprotestuje, bo zwykle budżet przyjmuje nowo
wybrany parlament, bo inaczej ten, kto wygra wybory, miałby związane ręce.
Kompletnie jałowy spór. Wydaje się, że powodem podrzucania takich tematów
zastępczych jest brak kompetencji po stronie polityków, niezdolność do
zajmowania się poważnymi problemami. Przede wszystkim nie potrafią zarządzać
finansami państwa. Co roku zamiast budżetu mamy coś na kształt prowizorium
budżetowego. Tak było w 2009 r., gdy przeprowadzono niespodziewane cięcia, a w
połowie roku znowelizowano budżet. Podobnie jest teraz, bo przecież zmiany w OFE
gruntownie przebudowują tegoroczny budżet. Budżet zawsze jest projekcją
strategii państwa. Jak nie ma strategii, to i budżet zmienia się pod dyktando
bieżących potrzeb, bo nie ma się czego trzymać. Jako finansista-praktyk
twierdzę, iż brak budżetu stwarza zagrożenie, że pieniądze wypływają bokiem. Nie
ma narzędzia kontroli.

Co powinno znaleźć się w strategii?
– Przede wszystkim musi ona wskazywać, jak rozwiązać problem demograficzny,
inaczej zobowiązania emerytalne, przejęte przez państwo od OFE wraz ze składką,
okażą się nierealistyczne. W przyszłości będzie mniej pracujących, mniejszy
fundusz płac, mniejsze PKB i państwo się z nich nie wywiąże. Za to, że nasze
przyszłe emerytury będą na poziomie 30 proc. wynagrodzenia, a nie dzisiejszych
60 procent – winę ponoszą politycy. To oni doprowadzili finanse publiczne i
demografię do katastrofalnego stanu. Podejmując decyzje, nie myślą, co będzie
później. Obietnice nic nie kosztują, bo po latach nikt o nich nie będzie
pamiętał.
Kluczem do poprawy demografii jest polityką prorodzinna rozumiana jako
wspomaganie rodzin z dziećmi, a nie jako przejmowanie obowiązków rodziny przez
państwo. Podstawowymi instrumentami powinny być zatem ulgi podatkowe oraz
świadczenia pieniężne na dzieci kierowane wprost do rodzin, a nie finansowanie
żłobków, przedszkoli i urzędników socjalnych. Na podstawie doświadczeń wielu lat
spędzonych w Kanadzie twierdzę, że przejmowanie przez państwo opieki nad dziećmi
po prostu się nie sprawdza.
Nie należy mylić polityki prorodzinnej z polityką socjalną. Ta pierwsza powinna
być zachętą do posiadania dzieci i pomocą skierowaną do wszystkich rodzin
wychowujących dzieci, ta druga – tylko do tych rodzin, które sobie nie radzą.
Mylenie obu rodzajów polityki prowadzi do takich nonsensów, jak zabieranie
"becikowego" lepiej sytuowanym rodzinom. A przecież rodziny zamożne też należy
zachęcać do posiadania dzieci. Lepsza struktura demograficzna poprawi bilans
ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych, poprawi świadczenia oraz pozwoli obniżyć
podatki. To leży w interesie naszego pokolenia, w końcu każdy będzie kiedyś
emerytem.

Co z tego, że przybędzie młodych, skoro nie ma dla nich w Polsce pracy?
Zamiast pracować na nasze emerytury – wyjadą za granicę.

– Dbałość o miejsca pracy to kolejna funkcja, którą państwo zaniedbuje. Politycy
mówią o cięciach wydatków, zapominając, że to przełoży się na zmniejszenie tempa
wzrostu PKB, a bez wzrostu PKB powyżej 4 proc. nie będzie przybywać miejsc
pracy. Cięcie wydatków w granicach 3 proc. PKB rocznie daje ok. 40-50 mld
złotych. Nie ma takiej siekierki, która potrafi ściąć taką kwotę, nie zabijając
wzrostu gospodarczego. Dlatego trzeba mieć strategię, wiedzieć, które wydatki
tworzą miejsca pracy, a które są nierozwojowe. Dzisiaj 50 proc. absolwentów
szkół średnich idzie na bezrobocie, a jednocześnie w wielu dziedzinach brakuje
fachowców. Dziesięć lat temu zlikwidowano kształcenie zawodowe, a teraz Niemcy
ściągają naszą młodzież ofertą nauki zawodu. Bezrobocie, emigracja młodych
napędza z kolei deficyt finansów publicznych. Politycy mówią tylko o skutkach, a
nie dotykają przyczyn.

Tylko gdzie skutek, a gdzie przyczyna? Pusty budżet utrudnia prowadzenie
polityki, brak polityki sprawia, że budżet jest pusty. Wpadliśmy w błędne koło?

– Jeśli ludzie widzą cel, sens działania – są gotowi do wyrzeczeń. Ale w naszym
państwie politycy nie ukazują celów i polityki, która do nich prowadzi. Ten rząd
jest najlepszym tego przykładem. Zależy mu tylko na tym, by utrzymać się przy
władzy.

Inne partie też nie przedstawiły programów…
– Politycy sądzą zapewne, że lepiej nie informować społeczeństwa przed wyborami,
że czeka je zaciskanie pasa. Ale to błąd. Jak ludzie mają głosować, skoro nie
wiedzą, co partie chcą zrobić?

A zapowiedź premiera Donalda Tuska, że postawi na naukę i innowacyjność?
– Ależ to się nie przekłada na program polityczny! Żeby tak było, należałoby
krok po kroku pokazać, jak do tego dojść, w jaki sposób to sfinansować. W
Niemczech na przykład krajowe banki pełnią w dużej mierze rolę właściciela
niemieckich firm i dzięki tej strukturze korporacyjnej wielkie koncerny Daimler
Benz czy Daimler Aerosmith mają zagwarantowane wsparcie finansowe i dominującą
pozycję na rynku. My tymczasem oddaliśmy system finansowy obcym, a słyszę, że
rząd planuje sprzedaż dalszych 30 proc. PKO BP i resztówki BGŻ. Taka polityka
jest zabójcza dla państwa, obywateli i gospodarki. Sektor finansowy "żeruje" na
niewydajnym wymiarze sprawiedliwości. Polski przedsiębiorca nie ma szans w
sporze z zagranicznym bankiem przed polskim sądem. W silnych państwach, choćby
na Wyspach Brytyjskich, zagraniczny bank w sporze z miejscowym przedsiębiorcą
nie korzysta z taryfy ulgowej, odwrotnie – może liczyć najwyżej na ugodę.
Państwa kontrolują przepływy finansowe, zwłaszcza po 11 września 2001 r.,
przeciwdziałają transferowaniu pieniędzy do rajów podatkowych, pilnują, by
instytucje finansowe i obywatele płacili podatki w państwie. To są prawdziwe
problemy dla zachodnich rządów. System finansowy jest oczkiem w głowie każdego
państwa. Kapitał, banki mają narodowość. Bezmyślnością jest wyzbywanie się
kontroli nad największym polskim bankiem PKO BP, największym, polskim
ubezpieczycielem PZU, sektorem energetycznym – Lotosem, Eneą. W dłuższej
perspektywie to jest zabójcze dla państwa. Państwo odcinane od dochodów będzie
się zapadało, a my jako społeczeństwo razem z nim. Musimy to zmienić. Trzeba
zmusić polityków do poważnej debaty, słuchania niezależnych opinii i
przedstawienia długofalowych planów naprawy państwa. Społeczeństwo polskie nie
chce już pustych obietnic wyborczych, ono już dojrzało, aby rozmawiać o poważnej
strategii dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj