Nie zgadzamy się na dyskryminację

Rozmowa z senatorem RP prof. Ryszardem Benderem z Krajowego Sekretariatu SOS dla Radia Maryja

Od chwili objęcia rządów przez Platformę Obywatelską ruszyła z niespotykaną siłą kampania pomówień, manipulacji i kłamstw o Radiu Maryja i dziełach z nim związanych. Krajowy Sekretariat SOS dla Radia Maryja wystosował apel do Rodziny Radia Maryja o kierowanie próśb i protestów do premiera Donalda Tuska z żądaniem zaprzestania dyskryminacji Radia. Sytuacja jest tak poważna, że konieczne stało się odwołanie do opinii publicznej? Od czasu batalii o realizację koncesji Sekretariat nie ponawiał tak stanowczych apeli.

– Rzeczywiście, od czasu, gdy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji z uporem godnym lepszej sprawy realizowała bardzo opieszale pierwszą koncesję dla Radia, podpisaną przeze mnie w 1993 r., nie zwracaliśmy się do słuchaczy o pomoc. Przypominam, że wtedy bardzo szybko zrealizowano ogólnopolską koncesję dla Radia Zet i radia RMF, a w przypadku Radia Maryja sprawa bardzo się ciągnęła. Trzeba było i debaty sejmowej na ten temat…


…i kontroli NIK…


-… a mimo to upór ówczesnej KRRiT był tak silny, że musieliśmy zaapelować do społeczeństwa: do Polaków, do słuchaczy Radia Maryja, do katolików. Będąc kiedyś w Radiu z dr. Janem Szafrańcem, rzuciliśmy hasło, żeby stworzyć środowisko obrony Radia Maryja – SOS dla Radia Maryja. Poprosiliśmy radiosłuchaczy o nadsyłanie deklaracji potwierdzających udział w komitecie. Reakcja była imponująca – wpłynęło ok. 7 milionów deklaracji. Polacy wspaniale zareagowali, że mogą zostać osamotnieni, że temu Radiu nie da się takich samych możliwości działania jak innym nadawcom ogólnopolskim. Wtedy powołaliśmy Krajowy Sekretariat SOS dla Radia Maryja w składzie: moja osoba, dr Jan Szafraniec i poseł Anna Sobecka. Zabieraliśmy głos później w paru jeszcze innych sytuacjach, ale najmocniej zabrzmiał on, gdy skierowaliśmy apel o manifestację w Warszawie. Wiemy, że około ćwierć miliona osób zgłaszało swój udział. Pojawiły się jednak problemy proceduralne. Wtedy ojciec Tadeusz Rydzyk zapytał nas: A może byśmy zrobili najpierw pielgrzymkę na Jasną Górę, prosząc Matkę Bożą, aby te trudności znikły? I tak w bardzo krótkim czasie, w środku tygodnia na Jasnej Górze pojawiło się około ćwierć miliona osób! Jesteśmy przekonani, że za sprawą naszych modlitw i próśb trudności niebawem zaczęły znikać i stało się możliwe uzyskanie przez Radio Maryja upragnionych 80 proc. pokrycia. W ten sposób obyło się bez manifestacji.


Czy dziś skala zagrożenia Radia Maryja jest podobna?


– Słuchając i czytając o tych wszystkich napaściach, oszczerstwach, widać, że atak jest potężny. Wciąż dochodzą nowe elementy zaplanowanego przez kogoś scenariusza – ostatnio historia ze spalonym autem pani Pitery. Mimo że, jak informowano, spłonęło doszczętnie, teraz okazuje się, że zostały jakieś dokumenty, i to ważne, dotyczące terenu dzierżawionego przez Ojców Redemptorystów w Porcie Drzewnym w Toruniu. Wymyślając jakieś tajemnicze okoliczności, rzuca się wyraźnie cień na ojca Rydzyka, na środowisko Radia Maryja. Dochodzi wprost do konfabulacji. Dlaczego minister zostawia w samochodzie ważne dokumenty, zamiast zabrać je ze sobą? W tej sytuacji powinny natychmiast zareagować władze zwierzchnie pani Pitery. A poza tym cóż to za dziwny pożar, w którym auto zostaje doszczętnie spalone, a tych materiałów płomień nie objął? To wszystko jest jakąś obelgą wobec tego z trudem wywalczonego Radia, które sprawia, że mamy pluralizm medialny. Bez tego Radia byłaby pełna unifikacja…


…wręcz monokultura po-prawności politycznej. Obecna nagonka jest więc próbą powrotu do status quo lewicowego monopolu w mediach?


– Jeśli wprost mówi się o tym, że „będziemy patrzeć i kontrolować”, to sugeruje się, że wszystkie czynniki, nie tylko rządowe, nie tylko ministrowie pana Tuska, ale i polityczne angażują się przeciwko Radiu Maryja i dziełom przy nim stworzonych. Uderza się przede wszystkim w Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej, zapowiadając jakieś kontrole. A ta szkoła była przecież dokładnie sprawdzana przez Państwową Komisję Akredytacyjną. Nie tylko członkowie polskiego rządu ingerują w sprawy WSKSiM, ale i postaci międzynarodowego życia publicznego, np. Danuta Huebner – która jest członkiem Komisji Europejskiej – powołuje się na jakieś „międzynarodowe autorytety”. Chce cofnąć dotację przyznaną dla WSKSiM przez władze krajowe, na zasadzie, że to są dotacje KE. Dlaczego? Że to jest szkoła katolicka? Czy rzeczywiście katolikiem należy być tylko w ukryciu? To jest próba spowodowania, żeby chować się ze swoją wiarą, nie ujawniać jej, tak jak w PRL niektórzy dostojnicy jeździli 100 i więcej kilometrów, żeby być w kościele. Czy do takiego zakłamania trzeba doprowadzić? Chyba idzie o zastraszenie społeczeństwa. To samo dotyczy Fundacji „Lux Veritatis”, żeby odebrać 15 mln dotacji na badania geotermalne, przyznane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Szkoła przecież chce działać jak najtaniej…


A poza tym promować nowatorskie rozwiązania techniczne. I za to ma być ukarana!


– To jest wkład w ogólnopolski dorobek. Dlaczego inni tego nie czynią, chociaż mogą? Zamiast pochwalić, nagrodzić, idą ogromne ataki pani Huebner, minister Kudryckiej i minister Pitery. Próbą „uszczypnięcia” Radia Maryja było też odwołanie w przeddzień 16. rocznicy powstania Radia Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, który miał uświetnić uroczystości w Bydgoszczy. To jest złośliwość nad złośliwościami. Nikt by nie przypuszczał, że środowisko PO może ostrzej zareagować niż kiedyś eseldowscy postkomuniści, którzy takich afrontów i utrudnień nie robili. To wszystko sprawia, że jeśli nie ustanie ta presja, jeśli będą wymyślane nowe manipulacje, tak jak po naszym oświadczeniu Krajowego Sekretariatu SOS dla Radia Maryja z 13 grudnia 2007 r. „wyskoczyła” sprawa, że rzekomo Ojciec Dyrektor „bierze port”, jeśli będą pojawiać się takie fantazyjne rzeczy, to trzeba będzie zorganizować w Warszawie manifestację. Chyba że zobaczymy choć odrobinę dobrej woli ze strony władz… Wtedy pójdziemy do Matki Bożej, żeby prosić Ją o pomoc i wstawiennictwo. Pan Bóg wszystko może, może czynić cuda, zwłaszcza za przyczyną Matki Najświętszej, Patronki Radia. Jeśli władza z takim trudem, uporem i oporem wypełniła po latach warunki ogólnopolskiej koncesji dla Radia Maryja, tak może i teraz kręgi rządzące zrozumieją, że nie wolno walczyć z najważniejszymi wartościami, które to Radio propaguje. Niech zrozumieją, że w Polsce katolickiej, bo taka wciąż jest, Radio Maryja jest prawdziwym klejnotem duchowym, który wesprze z pewnością cała radiowa rodzina.


Czy PO postawiła sobie za cel walkę z Radiem Maryja, a więc z Kościołem?


– To byłby błąd. W poniedziałek w gazecie Michnikowej przeczytałem znamienną wypowiedź przewodniczącego klubu parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego, w której insynuuje on „niejasne inwestycje ojca Rydzyka”. To już jest aberracja tych ludzi. Stąd apel do pana premiera, żeby ich powściągnął. Może to jest z ich strony nadgorliwość, chęć przypodobania się. Panie Premierze, niech Pan powie, że takiej nadgorliwości Pan nie chce, bo ona nie służy ani Panu, ani Polsce, ani rządowi.


Jeżeli jednak napaści i szykany będą kontynuowane, dojdzie do publicznego protestu?


– Oby nie było potrzeby manifestowania. Ufam, że nasze apele i prośby sprawią, że obecne władze zaprzestaną nadgorliwych działań, ale jest niepokojące, że czynią to najwyższe czynniki polityczne. Pan premier zapewne wie, jak wiele osób w Platformie jest katolikami, do nich apeluję, żeby powstrzymali zapędy niektórych polityków swojej partii. Nie można pozwolić, żeby instytucje, które starają się umacniać sprawy wiary, były atakowane. Dla nas wszystkich jest ogromnie ważne, żeby Radio Maryja i ludzie wierzący nie byli dyskryminowani. A teraz niestety tak się dzieje.


Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

drukuj