Nie zdążyłem porozmawiać z Prezydentem

Płacz, oszołomienie, niedowierzanie towarzyszyły uczestnikom
uroczystości katyńskich oczekujących na przybycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego
do Katynia, gdy okazało się, że zginął on w katastrofie lotniczej. Prezydent
wraz z blisko 800 osobami miał oddać hołd zamordowanym oficerom w 70. rocznicę
mordu katyńskiego.

„Samolot się rozbił, prezydent nie żyje” – ktoś powiedział. Koleżanka zaczęła
krzyczeć: „Jak pan może takie niesprawdzone informacje podawać!”. Potem zrobiło
się duże zamieszanie; pobiegłam na Mszę św., telefony dzwoniły bez przerwy, były
informacje, że samolot się zapalił. Czekaliśmy, nie wiedzieliśmy, co się dzieje
– relacjonuje Maria Lamers z Krakowa. – Dopiero kiedy wiadomość została
potwierdzona przez pana Jana Pospieszalskiego, który powiedział, że informacja
jest prawdziwa, że samolot naprawdę się rozbił, ale jeszcze do końca mieliśmy
nadzieję. Rozpoczęła się Msza św. i w trakcie pojawił się sztandar z czarną
flagą; wtedy moja koleżanka Ela szepnęła do mnie: „Prezydent nie żyje”. To wtedy
było jak… to było straszne – ucina.
– Przed uroczystościami było trochę
czasu. Rozeszliśmy się po cmentarzu – każdy przecież tutaj przyjechał z
pielgrzymką, we własnej intencji; otrzymywaliśmy SMS-y, każdy z nich coraz
dramatyczniejszy, zaczęliśmy je odczytywać na głos, osoby, które były wokół nas,
nie dowierzały – podobnie jak my, i przyszedł ten najtragiczniejszy SMS – mówi
poseł Andrzej Adamczyk (PiS). – Żal, smutek, tragedia – dodaje.
– Ludzie z
Kancelarii Prezydenta, którzy otrzymywali telefony, a siedzieli po lewej
stronie, oni się po prostu trzęśli w szoku, kobiety płakały, to było okropne
przeżycie – mówi Eugenia Maresz, wiceprezes Rodzin Katyńskich z Londynu. – To
był szok, niedowierzanie, wierzyć się nie chciało, że takie nieszczęście;
czekaliśmy na przyjazd Prezydenta, miała się rozpocząć Msza św., nadeszła ta
wiadomość – relacjonuje Bożena Barowicz z Londynu.
– Podczas Mszy św. chór
wojskowy odśpiewał requiem. Cała ta tragedia katyńska stała się taka
współczesna, tak jakby nagle wszystko ożyło i takie déj vu, ta sama historia:
kwiat naszego społeczeństwa ginie w 70. rocznicę; po prostu wszystko stanęło w
innym wymiarze – opowiada Maria Lamers. – Pojechaliśmy pożegnać naszych, bo mój
ojciec tam leżał, a tu taka tragedia, wierzyć się nie chciało, że takie
nieszczęście mogło spotkać nasz Naród – podkreśla pani Barowicz.
– Takie
rzeczy się nie zdarzają, nie powinny się zdarzać – mówiła zapłakana posłanka
Iwona Arendt (PiS). – Do mnie to ciągle nie dociera … – dodała. – Olbrzymia
tragedia i rozpacz, i troska o kolegów, o ich rodziny, zastanawialiśmy się, kto
jeszcze jest na tej liście, no i pytanie, co się będzie działo z Polską – mówił
o swoich odczuciach kilka godzin po tragedii poseł Andrzej Mularczyk (PiS).

Mieliśmy jeszcze dzisiaj spotkać się z Panem Prezydentem na obiedzie, z
Rodzinami Katyńskimmi i ze wspólnotą Polaków mieszkających tutaj, w Smoleńsku,
chciałem zadać Prezydentowi przygotowane wcześniej pytanie, niestety już go nie
zadam – kwituje ze smutkiem Andrzej Przybyłowicz. – Dzisiaj chciałem mu pokazać
tę wizytówkę, że przez dziesięć lat jeździ ze mną po całym świecie. Nie
doczekałem – mówi Wojciech Ruminkiewicz.
Smutek i zaduma towarzyszyły w
drodze powrotnej uczestnikom wyjazdu Pociągiem Pamięci. – Kiedy jechaliśmy do
Katynia, rozmawialiśmy o przeszłości; każdy miał zdjęcia dziadka albo ojca, a
gdy wracaliśmy, ta przeszłość stała się taka współczesna, myśmy nie wiedzieli,
do jakiej Polski wracamy. Miałam takie odczucie, że może ta tragedia jest po to,
żeby wstrząsnąć Narodem, żeby się ludzie opamiętali – podkreśla pani
Lamers.
– Nie przeżyłem podczas podróży takiej retrospekcji jak teraz; po
kolei rozważałem, z którymi z osób umówiłem się za tydzień, za 10 dni, a którzy
zginęli. Zastanawiałem się całą noc, jak to jest, że kładziemy na ołtarzu
Ojczyzny, na tej ziemi, w kolejnym pokoleniu, wcześniej liderów II
Rzeczypospolitej, oficerów, i teraz to, co jest chyba pierwsze w historii
współczesnego świata, że tak wiele osób z elity politycznej państwa ginie w tak
tragicznym wydarzeniu, tutaj jest największa obawa o państwo – przyznaje
Adamczyk.

Zenon Baranowski

drukuj