Nie zapomnieli o nich


Po niemal 70 latach od dnia zbrodni mieszkańcy ziemi bielskiej mogli w końcu godnie uczcić pamięć trzech oficerów Wojska Polskiego, którzy zostali okrutnie zamordowani przez komunistycznych bojówkarzy, zaledwie kilka dni po sowieckim ataku na Polskę 17 września 1939 roku.

– Kiedy rozpocząłem służbę w AK, dostałem jako pierwsze zadanie zbadać tę sprawę. To było w 1942 r., 65 lat temu, i od 65 lat chodziłem, szukałem. Widzicie tę tablicę i najszczęśliwszego człowieka, czyli mnie, który doprowadził tę kwestię do końca. Rozkaz wykonałem – mówi Jan Radkiewicz z Regionalnego Komitetu Obrony Pamięci Narodowej, który 16 września, w przeddzień rocznicy agresji sowieckiej na Polskę, zorganizował w Bielsku Podlaskim uroczystość odsłonięcia i poświęcenia tablicy upamiętniającej zamordowanych oficerów.


Symboliczna mogiła


Uroczystości rozpoczęły się, zgodnie z chrześcijańskim obyczajem, Mszą Świętą odprawioną na cmentarzu wojskowym w Bielsku Podlaskim w intencji pomordowanych żołnierzy oraz wszystkich ofiar dwóch okupacji – niemieckiej i sowieckiej. Celebrowało ją trzech miejscowych kapłanów – ksiądz dziekan Ludwik Olszewski, ksiądz Marian Wyszkowski i ksiądz Tadeusz Kryński, który wygłosił pełną patriotycznego ducha homilię. – Nie można wyrzec się historii, bo z niej uczymy się, co to wiara, co to ofiara naszych braci i sióstr, którzy swoje życie oddali za wolność Ojczyzny – płomiennie mówił kapłan do licznie zgromadzonych na cmentarzu młodych i starszych obywateli ziemi bielskiej. – Nie można zapomnieć o 17 września, bo wówczas nasz wschodni sąsiad, co straszniejsze, tak jak my, naród słowiański, zdradziecko napadł na Polskę – podkreślił kapłan.

Kiedy poprzez znak błogosławieństwa kapłani zakończyli Eucharystię, przyszedł czas na poświęcenie i odsłonięcie tablicy umieszczonej na symbolicznym grobie trzech polskich oficerów. Symbolicznym, ponieważ ich ciał nie udało się odnaleźć, nieznane są nawet ich imiona i nazwiska. W tablicę wmurowano również ziemię pobraną z miejsca mordu oraz akt erekcyjny i dokładny opis komunistycznej zbrodni. Szczególną opiekę nad mogiłą powierzono miejscowym młodym harcerzom i harcerkom, którzy całym zastępem brali udział w uroczystościach. Przez czas ich trwania trzymali również wartę przy miejscu pamięci. Obiecali, że będą solidnie dbać o nowe miejsce pamięci.


Zabili za polskość


Po bitwach stoczonych w dniach 13 i 14 września 1939 r. pod Domanowem i Olszewem oddziały wchodzące w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” przedzierały się do miejsca ześrodkowania wyznaczonego w Puszczy Białowieskiej. Część żołnierzy i oficerów, kiedy dowiedzieli się o napaści 17 września Armii Sowieckiej na Polskę, zaopatrzyła się w cywilne ubrania. Łączyli się w nieduże grupy i próbowali przedzierać się na Wileńszczyznę, aby tam tworzyć struktury organizacji podziemnych lub ukryć się u krewnych. Trzech oficerów przebywających w rejonie wsi Mierzwin, nie chcąc spotkać oddziałów sowieckich, przedzierało się bocznymi drogami na zgrupowanie w kierunku Puszczy Białowieskiej. Wybrali drogę walki w konspiracji, ponieważ uznali, że taki mają obowiązek wobec Ojczyzny. Kiedy zapadła noc, zmęczeni oficerowie znaleźli nocleg u gospodarza Józefa Jakubiuka we wsi Stacewicze. Ten gorący patriota przyjął ich bardzo gościnnie. Zaopatrzył żołnierzy w cywilne ubrania i dobrze nakarmił. Kiedy wyruszali od niego o świcie, radził im jeszcze, by nadal omijali główne trakty i trzymali się jak najdalej od Białegostoku, gdzie stacjonowały duże siły okupantów. Gospodarz wyznaczył im drogę przez pobliskie wsie, w których mieli zatrzymać się u jego znajomych. Przy ustalaniu trasy był obecny sąsiad gospodarza Aleksander Iwaniuk, który ukrywał przed nim swoją przynależność do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. To, co usłyszał, zaraz przekazał do bojówki tej partii, która miała swoją bazę w Rajsku. Bezwzględni Sowieci urządzili zasadzkę na polskich oficerów na uroczysku „Kletne”. Tam na nich napadli i okrutnie zamordowali. Ciała oficerów wrzucili do zalanych wodą wyrobisk po wybieranym torfie.

Sprawą mordu na trzech polskich oficerach zajął się Jan Radkiewicz. – Po wstąpieniu do Armii Krajowej 11 listopada 1942 r. na polecenie dowódcy plutonu zacząłem zajmować się sprawą mordu oficerów na uroczysku „Kletne” – wspomina swój pierwszy rozkaz w konspiracji Jan Radkiewicz. Pan Jan niestrudzenie przez 65 lat zbierał informacje na temat zbrodni i czynił starania, aby godnie uczcić jej ofiary. Kiedy podczas uroczystości w Bielsku Podlaskim 16 września mówił, jak wielkim szczęściem jest dla niego fakt powstania symbolicznej mogiły, miał łzy radości w oczach.


Tekst i zdjęcia Adam Białous
drukuj