Nie wiedzą, co powiedział Palikot?
Sąd koleżeński Platformy Obywatelskiej do października odłożył
rozpatrzenie wniosku w sprawie wykluczenia Janusza Palikota z Platformy.
Poinformowano, że powodem tego był niekompletny wniosek o ukaranie posła.
Zabraknąć miało dowodów na "przestępstwa" popełnione przez szefa lubelskiej PO.
O usunięcie z Platformy Janusza Palikota w związku z jego wypowiedziami na temat
zmarłego prezydenta RP wystąpił europoseł tej partii Filip Kaczmarek.
Sądowi partyjnemu Platformy niezwykle opornie idzie osądzenie Janusza Palikota.
Sąd koleżeński, który w sprawie szefa lubelskiej PO zebrał się wczoraj,
postanowił do przyszłego miesiąca i bez wyznaczania konkretnej daty przesunąć
rozstrzygnięcie sprawy. Argumentem miał być brak dokumentacji wypowiedzi Janusza
Palikota, które do tego stopnia zbulwersowały europosła PO Filipa Kaczmarka, że
ten postanowił wystąpić o wykluczenie partyjnego kolegi z Platformy. Sam
Kaczmarek stwierdził, iż wszelkie niezbędne materiały łącznie z płytą z
nagraniem wypowiedzi Janusza Palikota dostarczył sądowi partyjnemu. – W lipcu
wysłałem płytę zarówno do sądu w Lublinie, jak i sądu krajowego – stwierdził
europarlamentarzysta PO. Wyjaśniał, że nikt wcześniej go nie informował o tym,
iż sąd partyjny nie posiada nagranych wypowiedzi Janusza Palikota. Zaznaczył, że
w takiej sytuacji płytę z bulwersującymi go wypowiedziami dostarczy jeszcze raz.
Wiele jednak wskazuje na to, że decyzja sądu koleżeńskiego została przełożona ze
względu na kalendarz najbliższych zdarzeń, które będą miały wpływ na przyszłość
Platformy. Dziś odbędzie się zjazd krajowy Platformy Obywatelskiej, a już 2
października Kongres Ruchu Poparcia Janusza Palikota. Sam Palikot nie wykluczał,
że wystąpi z Platformy i na bazie organizowanego ruchu założy własną partię.
Mówił wczoraj, że Platforma nie powinna nikogo wyrzucać za słowa "Lech Kaczyński
ma krew na rękach" ani za pytanie "Czy prezydent był pod wpływem alkoholu?". –
Można nie wpisać na listy poselskie, ukarać jakoś inaczej, ale nie wyrzuca się
za to z partii. To cenzurowanie życia publicznego – uważa Palikot.
Wniosek europosła Kaczmarka o ukaranie przewodniczącego lubelskiej Platformy
pojawił się na początku lipca, po tym, jak na konferencji prasowej Janusz
Palikot zapytał, czy "śp. Lech Kaczyński w dniu katastrofy pod Smoleńskiem
znajdował się pod wpływem alkoholu", a także stwierdził, iż Lech Kaczyński ma na
rękach krew osób, które wtedy zginęły. Kaczmarek zaznaczył, że podobnych
wypowiedzi Palikota było dużo więcej. Europoseł Platformy tłumaczył wczoraj, że
te wypowiedzi to pewien szerszy problem i że nie występuje przeciw poglądom
Palikota, lecz kwestionuje formę, w jakiej je wyraża. Gdy w lipcu Kaczmarek
zawnioskował do sądu koleżeńskiego o ukaranie Palikota, tak jak teraz napotkał
nieprzewidziane trudności. Sąd koleżeński orzekł bowiem, że wniosek Kaczmarka
jest niekompletny i zająć się sprawą nie może, gdyż europoseł nie złożył na nim
swojego odręcznego podpisu, choć Kaczmarek twierdził co innego. W rezultacie
został zmuszony do złożenia wniosku jeszcze raz. Sprawę Palikota miano też już
rozpatrywać 6 sierpnia, w dniu, w którym przypadało zaprzysiężenie prezydenta
Bronisława Komorowskiego. Posiedzenie sądu jednak przełożono. Kaczmarka
postraszono również pociągnięciem do odpowiedzialności przed sądem koleżeńskim
za "działanie na szkodę Platformy".
Artur Kowalski
