Nie taki znowu liberał, jak go malują

Prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew przyjeżdża w
poniedziałek do Polski. Lojalista Putina, liberał z Petersburga,
nanoprezydent czy najnowsze – Robin na służbie Batmana – to tylko
niektóre z określeń używanych w jego charakterystyce. Miedwiediew pełni
funkcję głowy państwa już od blisko trzech lat. Przez ten okres
praktycznie ani razu nie udało mu się zerwać ze stereotypem marionetki w
ręku premiera Władimira Putina. Jak zauważają komentatorzy, prezydent
niespecjalnie chciał się jej pozbyć.

Dmitrij Miedwiediew, określany mianem postępowego przywódcy, w
rzeczywistości wykonywał polecenia "twardogłowego" Putina, a polityka
Rosji pod jego rządami, pomimo szumnych zapowiedzi, nie uległa znaczącej
zmianie. Także w stosunkach z Polską dominująca jest retoryka
preferowana przez poprzednie władze Kremla, nabrzmiałe problemy
polsko-rosyjskie nie zostały rozwiązane.
Od niemal pierwszego dnia kampanii prezydenckiej, w której ustępujący
Władimir Putin poparł prawnika z Petersburga, ówczesnego wicepremiera
Dmitrija Anatoljewicza Miedwiediewa, nikt nie miał wątpliwości, kto
będzie następnym przywódcą Rosji. I tak też się stało. Namaszczony przez
Putina kandydat uzyskał w wyborach, które odbyły się 2 marca 2008 roku,
już w pierwszej turze ponad 70 proc. głosów, deklasując konkurentów. –
Po prostu mu wierzę. Mam do niego zaufanie – mówił tuż po wyborach
obecny premier o swoim następcy. To zaufanie, jak pokazał czas,
zaprocentowało, ponieważ żadnej istotnej decyzji szef Kremla nie
podejmował bez konsultacji z Putinem.
Zaraz po zakończonych wyborach mówiono w Rosji, że kadencja Miedwiediewa
jest tylko "przejściowa". Podkreślano, że rosyjska konstytucja zabrania
wprawdzie pełnić funkcję prezydenta dłużej niż dwie kadencje z rzędu,
lecz z drugiej strony nic nie mówi o tym, by po przerwie znów nie można
było zasiąść na prezydenckim fotelu. Jeśli Putin zrezygnuje z władzy,
Miedwiediew zapewni mu komfort i bezpieczeństwo. Jeśli zechce wrócić, to
bez wątpienia ustąpi mu miejsca – ocenił wówczas jeden z liderów
opozycji demokratycznej w Rosji Władimir Ryżkow.
Zaraz po wyborach nowego prezydenta określano mianem liberała
gospodarczego, pod którego rządami rosyjska ekonomia rozkwitnie i stanie
się prawdziwie wolna. Dla Polski takim sygnałem miało być podpisanie
kilku umów dotyczących współpracy w dziedzinie energetyki i kultury. Z
czasem okazało się jednak jasne, że tak drobne wspólne przedsięwzięcia
nie doprowadzą do zaprzestania forsowania przez Rosję jej głównego
projektu energetycznego, który bezpośrednio godzi w interesy Polski,
czyli Gazociągu Północnego. Wówczas prezydent FR mówił, że jest świadom
tego, iż koszty budowy rurociągu po dnie morza są niewyobrażalnie duże w
porównaniu z budową na lądzie, lecz jasno dał do zrozumienia, że o
realizacji tego projektu w pierwszym rzędzie decydują czynniki
polityczne. – Rosja nie zrezygnuje z budowy gazociągów Północnego i
Południowego, które będą omijały Ukrainę. Koledzy, te decyzje zostały
już podjęte – oświadczył Miedwiediew w czasie jednego z forów
gospodarczych.
Są też inne problemy, które za kadencji "postępowego" nie uległy
zmianie. Chodzi tu przede wszystkim o tematy historyczne, a głównie
konsekwentne zacieranie prawdy o zbrodni katyńskiej. W ostatnich latach
rodziny i organizacje walczące w sądach o ujawnienie prawdy o
wymordowaniu polskich oficerów w 1940 r. napotykały takie same trudności
jak wcześniej. Prokremlowska prasa nie miała żadnych skrupułów, by
podobnie jak w czasach sowieckich pisać, że za zbrodnie katyńskie
odpowiedzialni są Niemcy.
Ale to nie dziennikarzy preparujących te kłamstwa potępił Miedwiediew.
Sytuacja opozycyjnych żurnalistów, poruszających niewygodne dla Kremla
kwestie, jest trudna. W ostatnich latach wielu z nich było napadanych i
zabijanych. Tylko w tym roku zamordowano 8 dziennikarzy, a 40 zostało
pobitych. Sprawców nie wykryto. Od 2000 roku co najmniej 18 zabójstw
dziennikarzy pozostaje niewyjaśnionych.
Czy Dmitrij Miedwiediew jest sterowany przez Władimira Putina? Czy i w
jakim zakresie jest samodzielny? Odpowiedź na to pytanie jest złożona.
Do takiej kategorii należy uhonorowanie Andrzeja Wajdy Orderem Przyjaźni
– jednym z najwyższych rosyjskich odznaczeń państwowych. Być może była
to także pierwsza wizyta rosyjskiego przywódcy od czasów II wojny
światowej na Wyspach Kurylskich. A także pomysł powołania "rosyjskiej
doliny krzemowej", który zrodził się w głowie prezydenta w wyniku
spotkania z gubernatorem Kalifornii Arnoldem Schwarzeneggerem. To
właśnie podczas tego spotkania szczególnie głośno wybrzmiał pseudonim
nadany Miedwiediewowi ze względu na jego niski wzrost (162 cm), czyli "nanoprezydent".
Rosyjscy fotografowie i operatorzy robili wszystko, co w ich mocy, aby
prezydent nie wyglądał śmiesznie przy wyższym od niego o głowę
amerykańskim gubernatorze.
Część mediów twierdzi jednak, że proces uniezależniania się Miedwiediewa
od Putina wydaje się postępować. W ostatnim czasie słowa szefa rządu o
bezgranicznym zaufaniu do prezydenta wydają się ustępować pola nieco
innym sformułowaniom. Jak donosi dziennik "Kommiersant", przy Władimirze
Putinie nie wolno w ogóle używać nazwiska "Miedwiediew". Według gazety,
przed spotkaniem młodzieży z premierem Rosji utworzono nawet specjalny
spis zwrotów zakazanych. Wśród nich znalazły się także "prezydent",
"pomoc", "słaby" i "spadający".

 

Łukasz Sianożęcki



 

drukuj