Nie powinno być zgody na ten lot
Z Anną Teresą Pietraszek, doradcą zarządu Telewizji Polskiej, znaną
dziennikarką, filmowcem, absolwentką Akademii Obrony Narodowej, rozmawia Justyna
Wiszniewska
Jak Pani ocenia stopień zachowania środków bezpieczeństwa wobec
prezydenta i towarzyszących mu osób na pokładzie samolotu Tu-154 lecącego na
uroczystości do Katynia?
– Co prawda nie jestem ekspertem
wyszkolonym celowo w takich sprawach, ale brałam udział w ćwiczeniach, podczas
których lataliśmy z wysokiej rangi wojskowymi, a jako dziennikarka podróżowałam
czy to z prezydentem Lechem Wałęsą, czy to z innymi wysokimi urzędnikami
państwowymi. Tak więc z mojego bogatego doświadczenia wiem, że ktoś, kto
odpowiadał za bezpieczeństwo lotu, czyli nie tylko pilot, ale również generał,
chronił listę osób, które miały być zabierane na pokład. Jestem tego absolutnie
pewna, że taka lista nie miała prawa wydobyć się na światło dzienne, była po
prostu tajna. Owszem, dziennikarze między sobą mogli wiedzieć, że leci np.
minister obrony narodowej i taki czy inny dziennikarz, ale kto jeszcze, to już
absolutnie nie było możliwe. Tymczasem lista pasażerów samolotu prezydenckiego
dotarła do mnie w ubiegły poniedziałek, czyli otrzymałam pełen zestaw osób z
rangami dowódców wojskowych włącznie.
Skąd Pani otrzymała tę listę?
– Listę otrzymałam od
młodych dziennikarzy proszących mnie o konsultację w sprawie rozmów, jakie mieli
przeprowadzić z osobami, które leciały w tym samolocie.
Skąd w takim razie dotarli oni do tej listy?
– Nie wiem,
jeszcze nie miałam okazji z nimi na ten temat rozmawiać. W każdym razie zdobycie
tej listy i wysłanie jej do mnie nie było dla nich niczym specjalnie trudnym.
Kiedy usłyszałam o katastrofie w pobliżu Lasu Katyńskiego, po kilku godzinach
mogłam porównać listę, która została podana do wiadomości publicznej, z tą,
która była w moim komputerze, i okazało się, że były identyczne.
Jak więc pod względem zachowania bezpieczeństwa prezydenta i jego
otoczenia oceniać należy fakt, że ta lista krążyła w internecie?
–
To jest przykład bezmyślności i braku poczucia odpowiedzialności wysokich
urzędników państwowych. Ktoś czegoś nie dopilnował, ktoś coś przemilczał.
Powszechnie krytykowaną sprawą jest fakt, że w jednym samolocie
zostali zgromadzeni obok prezydenta posłowie, duchowni, najwyżsi rangą
wojskowi…
– To jest nie do pomyślenia. Polska jest w NATO nie od
wczoraj, nasi dowódcy mają już w tym względzie pewne doświadczenia.
Uczestniczyli w rozmaitych lotach międzynarodowych i powinni mieć również na
tyle rozeznania i odwagi, żeby swoją opinię na ten temat móc wypowiedzieć. W
żadnym wypadku nie powinni się zgodzić na tego rodzaju lot. Nie możemy też
zapominać, że Polska objęta jest zagrożeniem terrorystycznym… Ja nie wierzę,
żeby dowódcy tej rangi nie byli przeszkoleni do perfekcji w zapobieganiu różnym
zagrożeniom państwa i żeby nie przeszli szkoleń w kwestiach
antyterrorystycznych.
W jakim stanie, według Pani wiedzy, były rządowe tupolewy? Już od
dawna w mediach krążyły pogłoski o złym stanie tych maszyn.
– O
sowieckich maszynach mówi się, że „nie gniotsa, nie łamiotsa”, czyli że wszystko
wytrzymają. Natomiast są jakieś granice. To nie do pomyślenia, żeby podwyższony
próg zagrożenia mógł dotyczyć tak wysokich urzędników państwowych. Im należą się
wyjątkowa uwaga i specjalne warunki podróżowania. Zakup nowych samolotów był
planowany od dawna, tylko ciągle nie było na to pieniędzy. Pamiętamy te żenujące
starania prezydenta naszego kraju o krzesło w Brukseli, o to, czym tam dojechać.
Pomyślmy, komu tak zależało, żeby tego samolotu dla prezydenta nie było. Czy nas
naprawdę na to nie stać?
Dziękuję za rozmowę.
