Nie otwierajcie puszki Pandory
Z Ruby Harrold-Claesson, szwedzkim prawnikiem, przewodniczącą
Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka, walczącego z procederem
nieuzasadnionego odbierania dzieci rodzicom, rozmawia Mariusz Bober
Przyjechała
Pani do Polski na zaproszenie organizacji rodziców, które protestują
przeciw zmianie przepisów ustawy o „przeciwdziałaniu przemocy w
rodzinie” zezwalającej urzędnikom na odbieranie dzieci rodzicom nawet
bez zgody sądu. Spotkała się Pani z senatorami i minister pracy. Co
chciała im Pani przekazać?
– Dawanie klapsów to nie jest przemoc.
Jeśli rodzic wymierzy klapsa dziecku, które robi coś złego, to nie
znaczy, że się nad nim znęca. Czasami trzeba zastosować takie środki,
aby zdyscyplinować dzieci i skłonić je do przestrzegania pewnych zasad.
Rodzice mają prawo sprawdzać, co dziecko robi, a czego nie. W każdym
społeczeństwie stosowane są metody służące dyscyplinowaniu dzieci. To
nie może być traktowane jako znęcanie się nad nimi! Przez nadmierną
ingerencję urzędnicy socjalni przeszkadzają rodzinom, niszczą harmonię
relacji, zamiast im pomagać. Ci biurokraci nie patrzą na dzieci jak na
ludzi, ale jak na numery. Często sami nie mają własnych dzieci, ale
uważają, że wiedzą, co jest dla nich najlepsze. Pomoc socjalna powinna
wspierać rodziny, a nie ich niszczyć! Pracownicy socjalni powinni służyć
ludziom! Europejska konwencja praw człowieka [Konwencja o Ochronie Praw
Człowieka i Podstawowych Wolności – przyp. red.] oraz Powszechna
Deklaracja Praw Człowieka gwarantują rodzicom prawo do wychowania dzieci
zgodnie z własnym światopoglądem i wyznawaną religią. Dlatego ani
rządy, ani tym bardziej urzędnicy nie mogą dyktować rodzicom, jak mają
wychowywać własne dzieci!
Ile dzieci odbieranych jest rodzicom
w Szwecji?
– Statystyki szwedzkie mówią o 20 tys. decyzji w
skali roku o odebraniu dzieci. Większość z nich to decyzje, które
potwierdzają po raz kolejny te podjęte już wcześniej (są one co jakiś
czas odnawiane).
Jakie są szanse na odzyskanie dzieci?
–
Jeśli już urzędnicy państwowi zdecydują o odebraniu dziecka rodzicom,
odzyskanie go jest prawie niemożliwe. Dlatego zdarzało się, że rodzice
porywali dzieci i uciekali z nimi ze Szwecji, choć groziło im za to
więzienie. Gdy zaczęłam pracować w Szwecji jako prawnik, szybko
zrozumiałam, że 90 procent decyzji urzędników socjalnych o odebraniu
dzieci rodzicom było niewłaściwych. Niszczyły one życie najmłodszych
oraz ich rodzin. Powodowały także straty dla społeczeństwa, gdyż musiało
się ono zaopiekować ludźmi, którym przez takie skandaliczne posunięcia
zniszczono życie. Nie powinno się dopuszczać do występowania podobnych
sytuacji w żadnym kraju. Dlatego zaangażowałam się w działalność
Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka.
Czy Komitet
podejmuje działania także na forum międzynarodowym?
– Moja
koleżanka – Siv Westerberg, jedna z założycielek Komitetu, wygrała 9
spraw przeciwko Szwecji na forum Europejskiej Komisji Praw Człowieka (w
stanie likwidacji) oraz 7 procesów przed Międzynarodowym Trybunałem Praw
Człowieka w Strasburgu, gdzie złożyła skargi na decyzje szwedzkich
urzędników.
Wszystkie sprawy dotyczyły przy
padków nieuzasadnionego odbierania dzieci rodzicom w Szwecji?
–
Dotyczyły one przypadków odbierania dzieci rodzinom i przekazywania ich
systemowi opieki publicznej. Ale szybko zrozumieliśmy, że podobne rzeczy
dzieją się w Danii, Norwegii oraz Finlandii. Na początku zwykle
wprowadzano „prawo antyklapsowe” [klapsy dawane przez rodziców mogły być
karane nawet więzieniem – przyp. red.].
Jak urzędnicy
socjalni uzasadniają swoje decyzje, odbierając dziecko?
– Zgodnie
z prawem mogą oni odebrać dziecko, jeśli doświadcza ono przemocy ze
strony rodziców, jeśli znęcają się nad nim, ale przepisy umożliwiają
podjęcie takiej decyzji także w „innym przypadku”. Dlatego pracownicy
socjalni rozszerzyli rozumienie tego przepisu do absurdalnych rozmiarów.
Prawo stanowi, że decyzja o odebraniu dziecka rodzicom powinna być
ostatecznością, po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości. To oznacza,
że najpierw urzędnicy powinni próbować pomóc rodzinom, a dopiero w
ostateczności mogą podjąć decyzję o przekazaniu dziecka do rodziny
zastępczej, gdy naprawdę nie będzie już innej drogi! Odbieranie dziecka
rodzicom, odłączanie go od mamy i taty za to, że dali mu klapsa, jest
także ogromną karą i ogromnym szokiem dla niego samego!
Może
Pani podać szczególne przykłady takich nadużyć władzy przez urzędników
socjalnych?
– W naszej praktyce adwokackiej i naszym Komitecie
mamy udokumentowane same szczególne przypadki. Podam przykład Polki,
która osiedliła się w Szwecji z małoletnią córką. Dziecko zachorowało,
miało ostre bóle, więc matka zawiozła je do szpitala. Lekarze zaczęli
podejrzewać, że kobieta znęcała się nad córką i zawiadomili pracowników
socjalnych. Ci natomiast zdecydowali o odebraniu dziecka i przekazaniu
go do rodziny zastępczej. Inny przykład dotyczy również polskiej
rodziny, która zamieszkała w Szwecji z nastoletnią córką. Gdy zawarła
ona w szkole znajomość z koleżanką, która nie dawała dobrego przykładu
życia, katoliccy rodzice zabronili jej spotkań poza domem z ową
dziewczyną. Kiedy o sprawie dowiedzieli się pracownicy socjalni, wnieśli
oskarżenie przeciwko ojcu. Sąd skazał go za „znęcanie się”, ponieważ
zabraniał córce robić tego, co chciała.
Jakie negatywne skutki
dla szwedzkiego społeczeństwa niesie to wynaturzone prawo?
–
Szwecja utrzymuje „prawo antyklapsowe” od 1979 r. Jego zadaniem –
formalnie – było zabezpieczenie dzieci przed przemocą, a także przed
groźbą utraty życia. Do czasu jego uchwalenia, według statystyk,
notowano średnio 7 przypadków zabicia dziecka przez rodziców w skali
roku, co stanowiło ułamek procenta ludności tego kraju. Tymczasem od
czasu wprowadzenia tego prawa drastycznie wzrosła liczba zgonów wśród
dzieci odebranych biologicznym rodzicom. Przede wszystkim były one
spowodowane samobójstwami dzieci, które nie chciały wychowywać się w
rodzinach zastępczych. Znam przypadek 16-letniego chłopca odebranego
rodzicom i przekazanego do rodziny zastępczej. Nie chciał w niej jednak
zostać i uciekł. Powiedział wtedy swojej przyjaciółce, że jeśli będzie
zmuszany do zamieszkania w rodzinie zastępczej, popełni samobójstwo. Tak
też zrobił zaledwie miesiąc po tym, jak został złapany przez policję i
przekazany rodzinie zastępczej…
Dzieci absurdalne przepisy
zapewne wykorzystują przeciw własnym rodzicom?
– Lata
funkcjonowania takich regulacji rzeczywiście zepsuły wiele dzieci.
Obecnie w Szwecji dzieci mogą bezkarnie napluć na rodziców, bić ich i
znieważać bez żadnych konsekwencji. Rodzice nic nie mogą zrobić, bo
zostaną natychmiast oskarżeni o stosowanie przemocy. Znam też przypadek,
że ojciec został skazany za znęcanie się nad synem, ponieważ zmusił go
do pójścia do łazienki, gdy ten nie słuchał kilkakrotnych próśb, by
wykąpał się i zmienił brudne ubranie. Dopiero po dwóch latach został
uniewinniony decyzją sądu apelacyjnego.

Przeprowadzano już
jakieś szersze badania na temat skutków funkcjonowania „prawa
antyklapsowego”?
– Statystyki dowodzą, że dzieci, które odebrano w
taki sposób rodzicom i oddano je do rodzin zastępczych, mają problemy
emocjonalne. Z danych wynika też, że większość przestępców
przebywających w więzieniach wychowywało się właśnie w rodzinach
zastępczych. Po programie telewizyjnym dokumentującym, jak te dzieci
były traktowane w rodzinach zastępczych, rząd zdecydował się powołać
komisję do zbadania sprawy. W tym roku zaprezentowano raport z jej prac.
Wskazywał on, że z powodu odebrania siłą dzieci biologicznym rodzicom
warunki ich życia, choć nie zawsze były wcześniej dobre, w praktyce
pogorszyły się po tym, kiedy trafiły one do rodzin zastępczych. Dzieci
całkowicie utraciły kontakt ze swoimi rodzinami, w rodzinach zastępczych
zaś doświadczyły braku miłości, nieodpowiedniego towarzystwa , zaczęły
mieć trudności z nauką, a także problemy emocjonalne. Minister ds.
socjalnych był zszokowany wynikami raportu. Oczywiste stało się, że
stosowanie tych przepisów niszczy życie rodzin, a w dodatku jest bardzo
kosztowne.
Skąd państwo szwedzkie bierze pieniądze na coś, co
wygląda na wielkie szaleństwo?
– To jest szaleństwo, ale także
wielki biznes. Znamienny w tym kontekście jest przykład przekazania
rodzinie zastępczej upośledzonego umysłowo dziecka, na którego opiekę
otrzymywała ona tysiąc euro dziennie! Dlatego rodziny zastępcze są
zainteresowane opieką nad dziećmi odbieranymi rodzinom biologicznym.
Poza tym państwo musi także wypłacać odszkodowania. Niedawno grupa
byłych wychowanków zdecydowała się zaskarżyć Szwecję za ich skradzione
dzieciństwo. Takich procesów przybywa. Właśnie zajmujemy się ciekawą
sprawą Dominika. Jego matka pochodzi z Indii, a ojciec – ze Szwecji.
Zdecydowali się wyemigrować do Indii i w oczekiwaniu na wyjazd nie
posyłali już syna do szkoły, zapewniając mu naukę w domu. Zostali za to
ukarani, a chłopiec otrzymał zakaz opuszczania kraju. Gdy próbowali w
zeszłym roku wyjechać ze Szwecji, zostali ujęci przez uzbrojonych
policjantów, którzy odebrali im dziecko. W ten sposób władze szwedzkie
pogwałciły Europejską Konwencję Praw Człowieka, gwarantującą każdemu
swobodę przemieszczania się do dowolnego kraju.
W Polsce trwa
batalia o zmianę przepisów ustawy o „przeciwdziałaniu przemocy w
rodzinie”. Co chciałaby Pani powiedzieć Polakom, mając takie
doświadczenia w Szwecji?
– Szwecja była pierwszym krajem, który
podważył autorytet rodziców i niejako eksportował swoje prawa do innych
państw. Dlatego chcę powiedzieć Polakom: jeśli uważacie, że proponowane
przepisy są złe, nie pozwólcie, by je wprowadzono. W Nowej Zelandii 87
proc. mieszkańców było przeciwnych podobnym regulacjom, a mimo to
liberalny rząd i parlamentarzyści przeforsowali je. Ale trzy lata temu
zaczęto zbierać podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w tej
sprawie, i udało się. Rok później przeprowadzono plebiscyt, w którym 87
proc. głosujących opowiedziało się przeciwko wejściu antyrodzinnych
postanowień. Ludzie protestowali przeciwko robieniu kryminalistów z
dobrych rodziców! Jeśli raz zostanie wprowadzone takie prawo, otwiera
się puszkę Pandory, wywołując wiele nowych problemów, tak jak w Szwecji.
Dziękuję
za rozmowę.
Ruby Harrold-Claesson – prawnik i działacz praw
człowieka, prowadzi kancelarię prawniczą w Goeteborgu, przewodnicząca
Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka pomagającego rodzicom, którym
urzędnicy socjalni odebrali dzieci. Sama prowadziła już kilkadziesiąt
takich procesów. Wiele z nich skończyło się w Europejskim Trybunale Praw
Człowieka w Strasburgu. Pochodzi z Jamajki, na stałe mieszka w Szwecji.
Mąż – Hakan Claesson, jest inżynierem. Mają dwie córki i syna.
