Nie można się po prostu zatrzymać
Wiele osób patrzy na nie z podziwem lub niedowierzaniem. W dzisiejszych
czasach wychowywanie czworga i większej liczby dzieci kojarzy się często z
nadludzkim wysiłkiem. Szczególnie w sytuacji, gdy kobieta pracuje zawodowo.
Wbrew stereotypom wielodzietność to radość i szansa na nieustanny rozwój,
szczególnie dla matek. Na co dzień muszą pełnić rolę lekarza, psychologa,
nauczycielki, specjalistki od żywienia, wystroju wnętrz. Gromadka dzieci to
motor mobilizujący do ustawicznej nauki.
Mało się mówi o matkach w rodzinach wielodzietnych. Ich trud i wysiłek rzadko
bywa zauważany i doceniany, również w mediach. Dokonały odważnych wyborów i
postawiły na rodzinę. Często nie pracują, a cały swój czas poświęcają na
wychowanie dzieci i prowadzenie domu. Jeśli są aktywne zawodowo, muszą być
doskonale zorganizowane, żeby pogodzić pracę z domem. Zatrudnienie traktują
najczęściej jako środek do zapewnienia jak najlepszych warunków swojej rodzinie,
nie jako cel sam w sobie.
Po pierwsze partnerstwo
Justyna Michałowska-Nowak, mama czworga dzieci, wraz z mężem prowadzi
działalność gospodarczą w Toruniu. Niezmiernie ważna jest dla niej świadomość,
że zawsze może liczyć na męża. – Tak jak razem rodziliśmy nasze dzieci, tak
teraz je wychowujemy. Do tego niezbędna jest świetna organizacja. Nie ma sztywno
określonych obowiązków – mówi. Na zmianę odwożą dzieci do szkoły, pomagają im w
odrabianiu pracy domowej, robią zakupy. Nie ma mowy o typowo męskich i typowo
damskich obowiązkach. Kiedy jedno z rodziców musi np. wyjechać na delegację,
drugie go zastępuje.
– Całkowicie partnerskie małżeństwo – tak o sobie i swoim mężu Marcinie mówi
inna pracująca mama, Anna Magdalena Andrzejewska z Halinowa, matka czworga
dzieci. Od szesnastu lat tworzą szczęśliwą rodzinę i są dumni z relacji, jakie
udało się im wypracować. – Razem tworzyliśmy siebie i razem się rozwijaliśmy –
zauważa. Obydwoje pracują. Czy znajdują jeszcze czas dla siebie? – Oczywiście –
odpowiada pani Anna. – Kobieta jest przede wszystkim żoną, a dopiero potem
matką. Dzieci obserwujące kochających i szanujących się rodziców otrzymują
znacznie lepszy przykład, niż kiedy mama zajmuje się tylko nimi, a męża odstawia
na bok – tłumaczy.
Trochę inaczej może wyglądać podział obowiązków w sytuacji, kiedy kobieta
rezygnuje z pracy zawodowej i poświęca się wychowaniu dzieci, a tylko mąż
zarabia na utrzymanie rodziny. Pani Małgorzata, matka dziewięciorga dzieci,
opowiada, że na co dzień wszystko jest na jej głowie: gotuje, sprząta,
odprowadza dzieci do szkoły i do przedszkola, chodzi na wywiadówki. Jak w
kołowrotku. Za to w weekendy mąż stara się ją wyręczyć przynajmniej w niektórych
obowiązkach. – W niedzielę to mąż gotuje obiad i zajmuje się dziećmi. Wtedy mogę
trochę odpocząć – mówi.
W takich rodzinach wsparciem dla mam są także same dzieci. Od najmłodszych lat
życia mają określone obowiązki. Na przykład w rodzinie pani Anny dwie
nastoletnie córki chętnie zajmują się swoim najmłodszym bratem, dwuletnim
Bernardem.
– Dziewczyny są w stanie poświęcić mu bardzo dużo czasu – mówi, uśmiechając się,
pani Anna. Nieocenioną pomocą w wychowaniu większej gromadki dzieci, szczególnie
w przypadku, gdy mama pracuje, są dziadkowie. Zwłaszcza jeśli mieszkają w
pobliżu i mogą czasem zaopiekować się wnukami.
Dzieci szansą na nieustanny rozwój
Wychowywanie większej liczby dzieci kojarzone jest bardzo często z całkowitą
rezygnacją z własnej kariery, osobistego rozwoju, wycofaniem się z życia
towarzyskiego, zgodą na rolę "kury domowej". – Na pewno w jakimś stopniu
rezygnujemy z siebie, w takim znaczeniu, że nie poświęcamy samym sobie aż tyle
czasu, co kobiety, które nie mają dzieci – zauważa pani Justyna. Ale rodzina
wielodzietna daje im szansę ogromnego rozwoju, również intelektualnego. – Nie
można się po prostu zatrzymać. Dzieci są bardzo inteligentne, a każde z nich
zadaje inne pytania – mówi pani Anna.
– Każde dziecko to całkiem nowy świat – potwierdza pani Justyna. Opowiada, że
jej dzieci mają zdolności muzyczne, a ona, chodząc z nimi na lekcje muzyki, sama
wiele się uczy. – Każde wymaga od nas indywidualnego podejścia i spotkania ze
środowiskiem, w którym ono funkcjonuje – wyjaśnia. Za tym idą nowe znajomości,
kontakty towarzyskie, chociażby z rodzicami dzieci, z którymi przyjaźnią się ich
pociechy. Gromadka dzieci to motor do działania determinujący do rozwoju
zawodowego, dodatkowych studiów czy poszukiwania nowych możliwości na rynku
pracy. Przykładem jest pani Anna, z zawodu specjalista ds. komunikacji. – Ludzie
patrzą czasem z niedowierzaniem na moją aktywność – wychowuję dzieci, pracuję w
kilku miejscach, prowadzę szkolenia, piszę artykuły, udzielam się społecznie, a
na dodatek znajduję jeszcze czas, żeby pójść do klubu fitness, podczas gdy oni
nie są w stanie wydobyć z siebie nic ponad to, że pracują na jeden etat w
jakiejś firmie, a i tym czują się bardzo zmęczeni – opowiada. To może zabrzmieć
niewiarygodnie, ale wychowywanie większej liczby dzieci pomaga również w…
pracy. Pani Anna zauważa, że umiejętności, które zdobywa w roli żony i matki,
przekładają się na lepsze relacje ze współpracownikami. – Człowiek w dużej
rodzinie uczy się sztuki słuchania innych, kompromisu, a kiedy to jest
potrzebne, również ustępowania innym – wyjaśnia. Mamy z rodzin wielodzietnych to
osoby zahartowane życiowo, ale jednocześnie niesłychanie wrażliwe i empatyczne.
Starając się rozumieć każde ze swoich dzieci, lepiej rozumieją innych ludzi. I
tę umiejętność wynoszą z domu także ich pociechy. – Myślę, że osiągnęliśmy w
życiu dużo więcej właśnie dzięki temu, że jesteśmy liczną rodziną – podsumowuje
pani Anna.
Najpiękniejsze chwile
Zawsze jednym z największych wzruszeń są narodziny dzieci. Pani Andrzejewska
wskazuje na szczególną więź, jaka tworzy się między matką a małym dzieckiem w
pierwszym okresie jego życia. – Niesamowite i trudne do opisania są uczucia
towarzyszące początkom macierzyństwa, kiedy maleństwo jest całkowicie zależne od
swojej mamy i tak nieprawdopodobnie mocno z nią związane – zwierza się pani
Ania. I – jak zauważa – każdy kolejny etap jego życia obfituje w niesamowite
chwile, które mamy z kilkorgiem dzieci mogą przeżywać wielokrotnie. Pani
Małgorzata chętnie opowiada o radości i satysfakcji, jaką sprawia jej
dziewięcioro dzieci. Jest dumna z ich uzdolnień, cieszy się z dobrych relacji i
szczególnej bliskości, które dzięki swojej ciągłej obecności w domu udało jej
się stworzyć w kontakcie z dziećmi. – Wiedzą, że mogą przyjść do mnie z każdym
problemem, zapytać o radę i znaleźć wsparcie – mówi. Wierzy, że dzięki temu
wyrosną one na dobrych ludzi, wyróżniających się w gronie rówieśników empatią i
wrażliwością. – Każda chwila jest piękna, kiedy dzieci są zdrowe, jesteśmy
wszyscy razem, śmiejemy się i żartujemy – dodaje pani Justyna. – Wspaniałym
uczuciem jest także moment, kiedy wieczorem, po dobrym dniu, pełnym zajęć,
wszyscy spokojnie zasypiają. Wtedy napełnia mnie radość, że znów wszystko się
udało – wyznaje.
Najważniejsze jest życie
– Przy dzisiejszym pędzie za karierą i pieniądzem młode kobiety zapominają
często o tym, co jest naprawdę ważne, czyli o macierzyństwie. A potem nieraz się
okazuje, że już jest za późno – mówi Justyna Michałowska-Nowak. – Życie jest
najważniejsze, a życie to dziecko. Wraz z kolejnym zmienia się sposób patrzenia
na świat i następuje przewartościowanie. – Zaczyna się widzieć cudowne i dobre
rzeczy w każdym dziecku, dostrzega się w nim również siebie i potem dużo łatwiej
przychodzi decyzja o urodzeniu kolejnego – tłumaczy pani Justyna. Sama
przyznaje, że w pewnym momencie jako kobieta aktywna zawodowo zdała sobie
sprawę, że musi dokonać wyboru. I zdecydowała, że ważna jest dla niej przyszłość
rodziny, dzieci. – W przeciwnym razie gdzieś się zagubimy i coś bezpowrotnie
minie. – Największe kariery na świecie kończą się niejednokrotnie tak, że
człowiek w końcu zostaje sam – dodaje pani Anna. Jej zdaniem, otwarcie się na
wielokrotne macierzyństwo wymaga powiedzenia "nie" egoizmowi i własnej
niedojrzałości emocjonalnej oraz opowiedzenia się za tym, co jest rzeczywistą i
nieprzemijającą wartością – za życiem.
Troski i problemy
Zmartwieniem mam z rodzin wielodzietnych są finanse. Jest to problem szczególnie
mocno odczuwalny w rodzinach, w których jedno z rodziców nie pracuje. –
Delikatnie mówiąc, nie jest różowo – komentuje pani Małgorzata. Pieniędzy często
brakuje, jednak przy dziewięciorgu dzieciach nie wyobraża sobie sytuacji, że
musiałaby iść do pracy. – Niestety, w Polsce nikt tego nie docenia i nie
interesuje się losem rodzin wielodzietnych – wzdycha kobieta, podając kwotę,
którą musi rozdzielić na potrzeby jedenastoosobowej rodziny. Pani Justyna uważa,
że kwestie finansowe to jeden z głównych powodów, dla których małżeństwa nie
decydują się na większą liczbę dzieci. Jej zdaniem, powinno się przyjmować
rozwiązania przyjazne rodzinom wielodzietnym, jak chociażby karty "duża rodzina"
(które już zostały wprowadzone przez kilka miast w Polsce) uprawniające do
zniżek na wstęp do kina czy na basen. Do troski o finanse dochodzą także inne,
szczególnie te związane z chorobami dzieci. Zmartwienia potomstwa są
jednocześnie zmartwieniami ich mam. – Kiedy spotyka je jakieś niepowodzenie lub
gdy z jakiegoś powodu nasze dzieci cierpią, cierpimy również i my. Ale to też
nas hartuje i kształtuje – mówi pani Justyna.
Wolność wyboru
Joanna Krupska, matka siedmiorga dzieci i zarazem prezes Związku Dużych Rodzin
"Trzy Plus", do którego należy około 600 rodzin z całej Polski, wskazuje, że w
grupie kobiet mających troje lub więcej dzieci zwiększa się liczba matek, które
przynajmniej w początkowym okresie życia swoich pociech postanawiają pozostać w
domu i zająć się wychowaniem. Takich danych dostarczają statystyki. Jej zdaniem,
w Polsce jest wiele kobiet, które – jeśli pozwoliłyby im na to względy finansowe
– zrezygnowałyby z pracy i poświęciły się wychowaniu dzieci. Niestety
rzeczywistość jest brutalna. – Wiele kobiet czuje się po prostu zmuszonych do
tego, żeby zostawić dziecko pod cudzą opieką i pójść do pracy – mówi. Choć, jak
zaznacza, sprawa jest bardzo indywidualna. Dla wielu z nich praca jest bardzo
ważna, chcą i potrafią połączyć ją z wychowaniem swoich dzieci. Dlatego też
związek, na którego czele stoi, jest za wolnością wyboru w tej sprawie. – Matki,
jeśli tego chcą, powinny mieć prawo do pozostania ze swoimi dziećmi w domu,
szczególnie w pierwszym okresie ich rozwoju, kiedy kształtują się podstawy ich
osobowości. Aby im ten wybór umożliwić, związki zrzeszające rodziny wielodzietne
chcą wprowadzenia ustawy, w myśl której praca wykonywana w domu, poświęcona
wychowaniu własnych dzieci, nie byłaby traktowana jako praca społeczna albo
czasami wręcz jako bezwartościowa, a matki mogłyby w przyszłości otrzymywać za
nią świadczenia emerytalne. – Przecież przygotowywanie do życia, wykształcenie
dziecka to niezwykle ważna i ciężka praca – podkreśla Joanna Krupska. Jak dodaje
pani Małgorzata: – Mamy nie zstąpi ani babcia, ani dziadek, ani ciocia, ani nikt
inny. Mama to mama.
Bogusław Rąpała
