Nie może być rodzin lepszych i gorszych
Z Januszem Walentynowiczem, synem tragicznie zmarłej pod Smoleńskiem Anny
Walentynowicz, rozmawia Anna Ambroziak
Wdowy po wojskowych, którzy zginęli w katastrofie 10 kwietnia, spotkają się w
sobotę z prezydentem USA Barackiem Obamą. Z informacji pana Andrzeja Melaka
wynika, iż część rodzin została pominięta – ta część, która sceptycznie
podchodzi do tego, co robi w sprawie katastrofy rząd. Co Pan sądzi o całej
sprawie?
– Jestem tym zdumiony, że w ogóle doszło do takiej sytuacji, że są podziały na
rodziny lepsze i gorsze. Zupełnie nie rozumiem, z jakiego klucza były wybierane
te osoby, chociaż mogę się tego domyślać. To kolejny policzek dla części rodzin,
które chciałyby coś zrobić w kierunku wyjaśnienia katastrofy. Niestety, zamyka
się im do tego drogę. Nie ma nic złego w tym, że z prezydentem Obamą spotkają
się wdowy po generałach. Problem tkwi w tym, dlaczego nie mogą spotkać się z nim
inne rodziny ofiar tej katastrofy.
O co zapytałby Pan amerykańskiego prezydenta?
– W mojej ocenie, Amerykanie mają całkowity obraz tej katastrofy. Dlaczego więc
administracja USA nie angażuje się w wyjaśnianie przyczyn katastrofy? Ponadto –
czy dysponują zdjęciami satelitarnymi z miejsca katastrofy i co z nich wynika?
Gdybyśmy spotkali się z głową państwa – jakby nie było – światowego mocarstwa i
naszego sprzymierzeńca, to wyszłoby na to, że pewne decyzje podejmowane przez
naszych rządzących okazałyby się małostkowe bądź tchórzliwe. Zapytałbym też, czy
prawdą jest to, o czym pisały swego czasu media – że amerykański rząd wystąpił
do naszego rządu z propozycją pomocy, a ten odmówił. Mało zrozumiałe jest dla
mnie to, że ginie tragicznie polski prezydent, zwierzchnik Sił Zbrojnych, my
jesteśmy w NATO, a dowódcy Sojuszu nie wspomagają naszego państwa w prowadzeniu
śledztwa, które jest oddane w ręce naszych "przyjaciół". To dla mnie
zdumiewające. Po prostu brakuje mi słów.
Czy wie Pan, kto układał listę osób, które mają spotkać się
z Obamą?
– Sam chciałbym to wiedzieć.
Powiedział Pan, że to kolejny policzek wymierzony rodzinom ofiar…
– Były też inne. Choćby sytuacja z tablicą w Smoleńsku, raport Anodiny, prawdę
mówiąc, akceptowany przez rząd Donalda Tuska, kiedy jeszcze powstawał – mimo że
premier mówił po opublikowaniu tego dokumentu, że jest on nie do przyjęcia. Była
seria policzków wymierzanych etapami rodzinom: a to gen. Błasik był pijany, a to
był w kokpicie – są to wersje sugerowane społeczeństwu, a prawda prawdopodobnie
jest zupełnie inna.
Dziękuję za rozmowę.
