Nie choruj ponad limit

Żaden ze szpitali z oddziałem psychiatrycznym z Podkarpacia nie
podpisał dotąd kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na ten rok. Ich szefowie
wystąpili do oddziału NFZ w Rzeszowie o dodatkowe pieniądze. Szanse na ich
przyznanie są mizerne.

Propozycje NFZ są wprawdzie korzystniejsze od poprzednich, ale wciąż dalekie
od oczekiwań, bo nie rozwiązują problemów szpitali psychiatrycznych. Problem
niedofinansowania psychiatrii dotyczy zarówno lecznictwa zamkniętego, jak i
poradni. Chodzi o szpitale psychiatryczne w Żurawicy i Jarosławiu oraz osiem
szpitali z oddziałami psychiatrycznymi, m.in. w Rzeszowie, Dębicy czy
Leżajsku.
Według dyrektorów szpitali psychiatrycznych, wyceny usług
medycznych świadczonych przez ich placówki są przez NFZ zaniżone. Dlatego liczą
na zwiększenie wyceny wartości punktu. W tej chwili NFZ płaci za tzw. osobodzień
141 złotych. Janusz Kołakowski, dyrektor Podkarpackiego Szpitala
Psychiatrycznego w Żurawicy, który reprezentuje pozostałe placówki medyczne,
wylicza rzeczywiste koszty swojego szpitala znacznie wyżej, a założenia
finansowe NFZ dotyczące podkarpackiej psychiatrii określa jako wirtualne i
nieżyciowe.
– Koszty funkcjonowania oddziałów psychiatrycznych kształtują się
średnio w granicach 165-185 złotych. Powstaje pytanie, kto w tej sytuacji ma
dokładać do publicznego szpitala ponad 30 zł dla jednego pacjenta – bulwersuje
się Kołakowski.
Problem dotyczy też Specjalistycznego Psychiatrycznego
Zespołu Opieki Zdrowotnej w Jarosławiu. Podkarpacki NFZ tzw. osobodzień na
psychiatrii ogólnej wyliczył tu na niecałe 138 zł, mniej niż w innych regionach.
– Mój szpital otrzymuje 9,4 zł za punkt, a szpitale w innych województwach –
11,5 złotych. Jeszcze większa dysproporcja jest w przypadku psychiatrii sądowej
o wzmocnionym zabezpieczeniu, gdzie otrzymujemy 165 zł, podczas gdy szpitale w
Małopolsce czy na Mazowszu mają 320 zł – wylicza dyrektor Józef Długoń.
Stąd
tak stanowczy opór szpitali psychiatrycznych z Podkarpacia. – My nie chcemy
niczego więcej jak tylko równego traktowania – zaznacza Długoń. I tak trudną
sytuację finansową dodatkowo potęgują niezapłacone nadwykonania za 2008 rok,
które w przypadku jarosławskiego szpitala sięgają 700 tys. złotych. Wprawdzie
szpital zaskarżył NFZ do Sądu Okręgowego w Rzeszowie, ale wciąż nie ma
rozstrzygnięcia, nie ma też pieniędzy. Choć dyrektor Długoń przewiduje, że
zaciskając pasa, jego placówka jest w stanie przetrwać kolejny rok, to
jednocześnie zastrzega, iż w tej sytuacji personel medyczny nie ma co liczyć na
podwyżki płac. W przypadku jarosławskiej lecznicy wynagrodzenia stanowią 82
proc. budżetu.

Kreatywna księgowość resortu

Dyrektorzy posunięcia resortu zdrowia i NFZ oceniają coraz bardziej
krytycznie jako manewr księgowy. – Minister Ewa Kopacz, zezwalając w ramach
funduszy podkarpackiego NFZ na przesunięcie 50 mln zł z refundacji leków na
leczenie szpitalne, niczym specjalnym się nie popisała. Przełożyła jedynie
pieniądze z jednej kupki do drugiej. To zwykła manipulacja księgowa. Natomiast
oddział NFZ w Rzeszowie, jeżeli otrzyma jakiekolwiek pieniądze, będzie musiał
wyrównać powstałą dziurę – uważa Janusz Kołakowski. Dyrektorzy szpitali
psychiatrycznych zwrócili się do dyrekcji NFZ w Rzeszowie z prośbą o rozważenie
propozycji zwiększenia punktu rozliczeniowego z 9,4 zł na przynajmniej 10
złotych. Ich zdaniem, tylko to może spowodować zmniejszenie kosztów działalności
oddziałów.
Jednak – jak powiedział nam Marek Jakubowicz, rzecznik
podkarpackiego oddziału NFZ – fundusz od dawna nie ma pieniędzy, by zabezpieczyć
te roszczenia. – Rozmowy w sprawie podniesienia szpitalom psychiatrycznym punktu
rozliczeniowego trwają, ale na chwilę obecną trudno liczyć na zwiększenie puli
pieniędzy. Szczerze mówiąc, widoki są marne, bo nie bardzo jest z czego wykroić
– powiedział nam Marek Jakubowicz.
Pozostałe 51 szpitali, w tym 21
publicznych ZOZ-ów z Podkarpacia, wprawdzie podpisało umowy z NFZ, ale
pieniądze, jakimi dysponują, są zbyt małe. Wszystko wskazuje na to, iż znowu ta
sytuacja odbije się na pacjentach. Choć dyrektorzy twierdzą, że szpitale nie
odmówią pomocy chorym, to część placówek utrzymała ograniczenia w przyjęciach i
zabiegach planowanych. – Dla nas kontrakt na poziomie czerwca 2008 r. oznacza w
praktyce o 7 mln zł mniej niż w roku ubiegłym. Punktem odniesienia powinien być
grudzień 2008 r., tego jednak nie udało się wywalczyć – tłumaczy Janusz Solarz,
dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Powodów do zachwytu nie ma też
w Szpitalu Powiatowym w Mielcu. Ograniczenia dotyczą przyjęć planowych i
diagnostyki planowej na kilku oddziałach, w tym na chirurgii, dermatologii,
urologii, oddziale obserwacyjno-zakaźnym oraz na ortopedii. – Kontrakt co prawda
został podpisany, ale jest on bardzo niski, w związku z czym szpital nie będzie
mógł działać tak, jak pozwalałyby jego możliwości kadrowe, sprzętowe i baza.
Będziemy się ściśle trzymać limitów – zapowiada Leszek Kołacz, dyrektor
mieleckiego szpitala.

Mariusz Kamieniecki

drukuj