Nie chcemy popełniać błędów państw ze „starej piętnastki”

Chciałem doprowadzić do tego, by wyższe szkoły rzeczywiście zaczęły realizować koncepcje zrównoważonego rozwoju i wykorzystania zasobów przyrodniczych do rozwoju państwa



Z prof. Janem Szyszko (PiS), ministrem środowiska w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Wojciech Wybranowski



Panie Profesorze, jakie uczelnie mogły ubiegać się o przyznanie przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dotacji celowej na prowadzenie studiów na kierunku polityka ochrony środowiska – kompensacja przyrodnicza? „Gazeta Wyborcza” twierdzi, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu otrzymała ją, zanim przedstawiła program.


– Dotacje w ramach realizacji programu zrównoważonego rozwoju dostały wszystkie uczelnie, które chciały otrzymać dofinansowanie i złożyły takie wnioski. Program przedstawiony przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej był programem bardzo dobrym i w związku z tym decyzja o dofinansowaniu przez NFOŚiGW była niezwykle słuszna. Chciałem w trakcie swojej działalności doprowadzić do tego, by wyższe szkoły rzeczywiście zaczęły realizować koncepcje zrównoważonego rozwoju i wykorzystania zasobów przyrodniczych do rozwoju państwa.


Dlaczego kształcenie specjalistów ds. ochrony środowiska w ramach programu zrównoważonego rozwoju jest tak ważne? Jaki jest cel kształcenia w tym kierunku?


– Program „Natura 2000” i sieć „Natura 2000” to bardzo mocny i sprawny instrument w zakresie gospodarowania przestrzenią, ale żeby z niego korzystać w przyszłości, trzeba wyszkolić specjalistów w tym zakresie, by mogli się tym instrumentem rzeczywiście posługiwać. Dlaczego to takie ważne? Z jednej strony, mamy wyśmienite zasoby przyrodnicze stanowiące nasze dziedzictwo kulturowe, ale z drugiej strony, mamy też szybki rozwój gospodarczy. Nie chcemy popełniać błędów państw wysoko rozwiniętych, np. ze „starej piętnastki”, gdy wraz z rozwojem gospodarczym zniszczono zasoby środowiskowe. Dlatego trzeba dołożyć starań, by rozwój gospodarczy ich nie niszczył, a wręcz przeciwnie – rozwijał je, co dzięki wyszkoleniu specjalistów jest możliwe. W latach 50., 60. Instytut Ekologii PAN wykształcił wielu wyśmienitych ekologów, którzy doskonale wiedzą, że gospodarując przestrzenią, można zasoby przyrodnicze chronić. Takich specjalistów potrzeba nam i dzisiaj.

Trwa jednak, prowadzona głównie przez „Gazetę Wyborczą”, nagonka na działania osób związanych z resortem środowiska za Pana kadencji, nagonka oparta głównie na insynuacjach, jak w przypadku wyssanych z palca rzekomych nieprawidłowości związanych z dzierżawą gruntów w Toruniu Zakonowi Redemptorystów. I choć publikacje „GW” w tym zakresie niewiele mają wspólnego z prawdą, skutkują jednak dymisjami…

– Jestem zbulwersowany tym bardzo szybkim, pochopnym usuwaniem ludzi bardzo zasłużonych dla ochrony środowiska z zajmowanych stanowisk. Niedawno protestowałem przeciwko niezgodnemu z zasadami dobrego wychowania usunięciu i sposobowi, w jaki zostało to przeprowadzone, Andrzeja Matysiaka, dyrektora generalnego Lasów Państwowych. Nie można robić w ten sposób, by usuwać poprzez odwołanie telefoniczne i to nie przez ministra, ale przez sekretarza stanu. Druga sprawa – dr Konrad Tomaszewski, główny analityk Lasów Państwowych, człowiek niezwykle zasłużony dla rozwoju spraw naukowych związanych z leśnictwem, koncepcji włączenia leśnictwa do programu zrównoważonego rozwoju kraju odwołany został niezwykle pospiesznie, co uważam za pewnego rodzaju nieroztropność. I wreszcie odwołanie pana prezesa Mariusza Gajdy tylko za to, że „Gazeta Wyborcza” doniosła, jakoby on wydzierżawił działkę Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Niesprawdzone doniesienia prasowe nie powinny być podstawą do usuwania człowieka ze stanowiska, i to urzędnika, który jest powoływany przez premiera.


W tych insynuacjach „Gazeta Wyborcza” zdaje się przodować. Przecież to po jej publikacjach, dodam, że – jak pokazał czas – kłamliwie oskarżających dr. Konrada Tomaszewskiego o związki z tzw. aferą Matamblewa, zrezygnował on z funkcji szefa Pańskiego gabinetu.


– Muszę powiedzieć, że myślałem, iż dojdzie do tego, że „Gazeta Wyborcza” przeprosi pana dr. Tomaszewskiego za to, co pisała wtedy, kiedy był szefem gabinetu politycznego w ministerstwie. Rzeczywiście, nagonka na niego była potworna. Zarzucano mu, iż ponoć miał udział w nieprawidłowym postępowaniu odnośnie do Matamblewa. Ta sprawa została przez sąd rozpatrzona na korzyść dr. Tomaszewskiego, który został całkowicie oczyszczony z zarzutów i mimo że o jego rzekomych związkach z całą sprawą pisano na pierwszych stronach gazet, ukazując go w najczarniejszej scenerii, to nie został nigdy za to przeproszony.


W podobny sposób dziennikarze „Gazety Wyborczej” w pełnych – co sprawdziliśmy i wykazaliśmy – przekłamań, nieprawdziwych faktów publikacjach oczernili prezesa Zarządu Krajowego Gospodarki Wodnej Mariusza Gajdę. Został zdymisjonowany jeszcze przed przeprowadzeniem jakiejkolwiek kontroli…


– To jest coś, co nie mieści mi się w głowie. Jak można usuwać ludzi bardzo dobrze merytorycznie przygotowanych, kompetentnych na podstawie doniesień „Gazety Wyborczej”? Zresztą podobnie wyglądała sprawa z panem dr. Tomaszewskim, który sam się podał do dymisji z funkcji szefa mojego gabinetu. Nie zamierzałem go odwoływać, takie uzgodnienia poczyniłem też z panem premierem Jarosławem Kaczyńskim, ale pan dr Tomaszewski oświadczył, że dla dobra sprawy sam ustępuje ze stanowiska. Niedługo później sąd całkowicie go uniewinnił, a „Gazeta Wyborcza” nie przeprosiła do dzisiaj.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj