Nie chcą odznaczeń od Komorowskiego
"Nie życzę sobie, żeby prezydent Komorowski mi cokolwiek przyznawał" –
argumentuje dr Elżbieta Morawiec, była opozycjonistka z Krakowa. I odmawia
przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności. Jej stanowisko nie jest odosobnione.
Coraz więcej osób otrzymujących ankiety z Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie
tego odznaczenia odsyła je z podobną argumentacją.
"Jestem zaszczycona i wdzięczna IPN za wytypowanie mnie do Krzyża Wolności i
Solidarności. To mi wystarczy. Odznaczenia nie przyjmę, bo nie o taką Polskę,
traktowaną jak postaw sukna przez pp. Tuska i Komorowskiego walczyłam ja i
dziesiątki tysięcy innych, zwykłych ludzi" – pisze dr Morawiec w liście do IPN.
"Takiego rządu, pogardy dla społeczeństwa, tłumienia wolności słowa, absolutnego
zniszczenia polskiej gospodarki – jeszcze nie było. Takiego rządu –
zdradzającego na każdym kroku nie tylko interes obywateli, ale i rację stanu RP
– jeszcze nie było" – stwierdza dalej. Dlatego też, jak podkreśla, nie może
przyjąć odznaczenia przyznanego przez obecnego prezydenta. "Odznaczenia, które
miałby podpisać i zatwierdzić p. Komorowski – nie mogłabym przyjąć. Niech dalej
odznacza tych "słusznych", samych swoich z nieboszczki Unii Wolności" –
podkreśla.
W tym stanowisku Morawiec nie jest odosobniona. Coraz więcej osób oświadcza, że
nie przyjmie odznaczeń od prezydenta. Jak wynika z ustaleń "Naszego Dziennika",
skala zjawiska będzie rosła.
– Zdania są podzielone pół na pół – mówi nam dr Jerzy Bukowski, rzecznik
Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych z
siedzibą w Krakowie. Wskazuje, że przeciwnicy przyjmowania odznaczeń podnoszą
różne zarzuty przeciwko prezydentowi Komorowskiemu, natomiast zwolennicy
przyjęcia Krzyża argumentują, że powstawał on z inicjatywy krakowskich środowisk
kombatanckich, a ustawę podpisał Lech Kaczyński. – Porozumienie postanowiło, że
nie będzie zabierać w tej sprawie stanowiska i pozostawiamy to sumieniu każdej z
osób – informuje.
– Otrzymaliśmy te ankiety, nie wysłaliśmy pisemnej odpowiedzi, ale
poinformowaliśmy IPN przy innej okazji, że nie przyjmiemy tych odznaczeń –
powiedziała "Naszemu Dziennikowi" Joanna Gwiazda, która wraz z mężem Andrzejem
Gwiazdą była zaangażowana w działalność opozycyjną. Podkreśla, że motywacja ich
kroku jest wieloaspektowa. – Oczywiście chodzi również o to, że z rąk pana
Komorowskiego nie będziemy przyjmować żadnych odznaczeń – podkreśla Gwiazda. –
Ale jest tyle ważnych rzeczy, którymi się nie zajmujemy – dodaje. Joanna Gwiazda
wskazuje też, że jej mąż otrzymał już Krzyż Orła Białego, a ona Krzyż Wielki
Odrodzenia Polski. – To jest jakieś nieporozumienie, nie kolekcjonujemy hurtowo
odznaczeń – zaznacza.
Małgorzata Sokołowska z Gdańska podkreśla w swoim liście do IPN, że jej
nieżyjąca matka Wiesława Kwiatkowska "byłaby zaszczycona uznaniem przez IPN, ale
nie przyjęłaby go z rąk prezydenta Komorowskiego". "Po tym, jak prezydent
Komorowski zaprosił na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego Wojciecha
Jaruzelskiego: człowieka oskarżonego w procesie o sprawstwo kierownicze
grudniowej masakry w grudniu 1970 r. w Gdyni i Gdańsku, od kilkunastu lat
skutecznie unikającego osądzenia. Gdy tymczasem jedyną osobą skazaną za Grudzień
´70 była właśnie Wiesława Kwiatkowska" – zaznacza jej córka.
Szereg innych argumentów podaje grupa działaczy ze Stowarzyszenia "Godność" z
Gdańska, skupiających byłych działaczy NSZZ "Solidarność" i byłych więźniów
politycznych z lat 1980-1989.
"Obecny Prezydent Bronisław Komorowski, który miałby nam przyznać odznaczenia,
jako polityk PO i Marszałek Sejmu nie zachował należytej kultury politycznej,
wypowiadając się w sposób uwłaczający o tragicznie zmarłym w katastrofie
smoleńskiej Prezydencie Lechu Kaczyńskim, przez co obniżał także rangę Urzędu
Prezydenta" – podkreślają działacze Stowarzyszenia. Dodają, że Komorowski nie
wytłumaczył się dotąd ze znajomości z Tomaszem Turowskim, oskarżonym o
współpracę z PRL-owskimi organami bezpieczeństwa, inwigilującymi Papieża Jana
Pawła II, a w wolnej Polsce wysokim rangą dyplomatą, który dziwnym zbiegiem
okoliczności był w imieniu MSZ organizatorem wizyty polskiej delegacji do
Katynia, na której czele stał prezydent Lech Kaczyński. Byli opozycjoniści
oceniają, że "obecna Polska i jej rządy jednoznacznie nie odcięły się od dawnych
struktur i powiązań, także tych zagranicznych", a nasze państwo nadal "tkwi w
wielu dziedzinach życia w postkomunistycznych układach".
Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk mówi, że trudno w tej chwili ocenić skalę zjawiska
odmów przyjęcia Krzyża "Solidarności". – Na razie docierają do nas pojedyncze
sygnały, bardziej takie stanowiska są obecne w mediach – mówi rzecznik. – Ale
proces wysyłania ankiet dopiero się zaczął – zaznacza. Arseniuk dodaje, że do
centrali dotarło w tej chwili kilka odmów zawierających różną argumentację. –
Właśnie przyszło pismo, w którym autor stwierdza, że nie przyjmie odznaczenia,
ponieważ uważa, że w kraju są ważniejsze rzeczy – mówi.
Rzecznik odsyła nas do oddziałów, które prowadzą akcję rozsyłania ankiet. –
Trudno nam oceniać motywację osób odmawiających przyjęcia tego odznaczenia –
mówi "Naszemu Dziennikowi" Grzegorz Surdy z wydziału prasowego krakowskiego
oddziału IPN. – Procedura jest taka, że prezes IPN wnioskuje do prezydenta RP o
odznaczenie danej osoby – informuje. – Warunki przyznawania tego odznaczenia są
bardzo precyzyjnie określone w przepisach, to nie jest kwestia uznaniowości –
dodaje. Można je przyznać osobom, które były pozbawione wolności za działalność
opozycyjną ponad 30 dni lub które działały co najmniej przez rok w opozycji.
Krzyż ma tylko jedną rangę.
– Mamy w naszych archiwaliach materiały na temat represji, one są weryfikowalne,
wnioski zgłaszać mogą także różne stowarzyszenia środowiskowe – mówi Surdy. Jak
nas informuje, krakowski oddział IPN wysłał już kilkaset ankiet do wypełnienia
przez byłych opozycjonistów. W skali całego kraju liczba ta będzie sięgać kilku
tysięcy.
Zenon Baranowski
