Neumann nie chuchał w alkomat
Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność",
rozmawia Anna Ambroziak.
"Takiej ilości butelek po trunkach wyskokowych dawno na Wiejskiej nie
było" – tak akcję związkowców pod Sejmem skwitował Sławomir Neumann, poseł PO,
szef komisji nadzwyczajnej pracującej nad wydłużeniem wieku emerytalnego.
– Trudno to nawet komentować. Jeżeli poseł koalicji rządzącej zajmuje się
liczeniem butelek po alkoholu, które rzekomo walały się pod Sejmem – skoro
widział, że było ich tak dużo – to najwidoczniej sam sobie wypił z kolegami. Nie
da się inaczej skomentować tego typu wypowiedzi. Tak mogą mówić tylko ludzie,
którzy sami byli pod wpływem alkoholu. Pan poseł nie ma najwidoczniej żadnych
merytorycznych argumentów na to, by ustawy emerytalnej nie uchwalać. Dlatego
opowiada takie bzdury. Zresztą tak było zawsze. Po każdej demonstracji słyszymy
stek bzdur wypowiadanych pod naszym adresem. Mogliby już doprawdy – mówiąc
slangiem młodzieżowym – zmienić płytę, bo to się robi po prostu nudne. Ta płyta
jest już zdarta. Po każdej demonstracji słyszymy, jak to przyjechała pijana
hołota, bojówki, itp. Czas najwyższy, aby przygotowali jakiś inny scenariusz, bo
w te bajki nikt już nie wierzy. A może było tak, że to poseł Neumann wypił ze
swoimi partyjnymi kolegami tyle, że to po nich walały się te butelki? Na pewno
nie po demonstrantach.
Inna teza posła Neumanna: związkowcy byli naładowani nie tylko
procentami, ale i agresją. "Piotr Duda o osiemnastej "bohatersko" zakończył
protest związkowców, bo działacze ledwo stali na nogach. Robiło się już
niebezpiecznie" – twierdzi poseł Platformy.
– Każdy widział, cała Polska widziała, z czyjej strony była ta agresja. To poseł
Platformy Obywatelskiej Paweł Suski zachowywał się bardzo agresywnie wobec
związkowców – rzucał w ludzi swoją walizką i chciał przeskakiwać przez barierki.
Cała Polska to widziała. To posłowie odgrodzili się od społeczeństwa płotkami,
myśmy ich nie stawiali, to chyba zrobiono po to, by ludzie nie wiedzieli, co się
tak naprawdę w Sejmie dzieje. Bo to, co oni tam robią, nie ma nic wspólnego z
dobrem społeczeństwa. Nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek pracą. Skądinąd nie
rozumiem, dlaczego przed Sejmem ulokowało się tak dużo policjantów. Przecież
myśmy postawili tylko miasteczko namiotowe… Kiedy była pikieta przed
Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, nie było tam żadnych płotów, ogrodzeń.
Spotkałem się z premierem. Nie wiem, dlaczego Sejm się odgrodził, nie chciano
nawet wpuścić delegacji "Solidarności" – najwidoczniej wstydzą się tego, co tam
robią. Przykro mi, że wybrani przez Naród posłowie odgradzają się nie tylko
fizycznie, ale też mentalnie od swoich wyborców. Pokazali to najdobitniej 30
marca br., kiedy nie zgodzili się na referendum w sprawie emerytur. Ci posłowie
mają służyć społeczeństwu, a nie działać wbrew niemu.
Posłowie koalicji twierdzą, że zablokowanie przejść w Sejmie było
nielegalne, a "Solidarność": powinna za to zostać pociągnięta do
odpowiedzialności prawnej.
– Powiem tak: niech posłowie zajmą się lepiej swoją pracą. A jeśli już mówimy o
jakiejkolwiek legalności i przestrzeganiu Konstytucji, to możemy przerzucać
piłeczkę dotyczącą chociażby tego, że w Polsce wyrzuca się z pracy związkowców
tylko dlatego, że na terenie pracy chcą zakładać organizacje związkowe. Że
ludzie nie mają przez rok wypłacanych wynagrodzeń. I nikt się tym nie
interesuje, ani parlamentarzyści, ani prokuratura. Dlatego kompletnie nie
przejmuję się tym, że przynajmniej raz posłowie musieli trochę zostać w Sejmie.
Każdy widział tę pseudodebatę – to nie była debata na temat ustawy emerytalnej,
ale zwykłe łupanie się po głowach. To jest, niestety, poziom polskiego
parlamentaryzmu.
Janusz Palikot idzie jeszcze dalej – to już nie tylko pijani działacze,
ale związkowcy "wydalający różnego rodzaju odchody w miejscu publicznym".
– Nie chciałbym tu być złośliwy, ale najwidoczniej pan Palikot i jego kompani
naćpali się marihuany, byli już po kilku dawkach. I widzieli to, co widzieli. A
mamy teraz okres wiosenny, strażacy przestrzegają, że nie wolno wypalać traw, bo
to może zaszkodzić. Ale, jak widać, to ostrzeżenie nie do wszystkich dociera.
Ustawa emerytalna czeka już tylko na podpis prezydenta Bronisława
Komorowskiego…
– Dlatego 24 maja organizujemy pikietę przed Pałacem Prezydenckim. Chcemy
zwrócić się do pana prezydenta z apelem, aby nie podpisywał ustawy zmuszającej
Polaków do pracy aż do śmierci.
Ile osób ma się tam zebrać?
– Nie chcę podawać szczegółów. Powiem tylko, że chcemy ponownie zaskoczyć.
Będzie niespodzianka dla prezydenta?
– Pani redaktor – więcej powiedzieć nie mogę.
A jeśli prezydent Komorowski ustawę podpisze, będą kolejne manifestacje?
– O tym zdecydują Sztab Protestacyjny i Komisja Krajowa. Na pewno zrobimy
wszystko, aby Polacy nie zapomnieli chociażby o takich posłach jak pan Neumann.
Dziękuję za rozmowę.
