Nasze dziękczynienie za pontyfikat Benedykta XVI
W 7. rocznicę wyboru Ojca Świętego Benedykta XVI będzie w Polsce obchodzone Święto Papieskie. Pod przewodnictwem Nuncjusza Apostolskiego 19 kwietnia w Warszawie zostanie odprawiona Msza św. w intencji Papieża z udziałem Episkopatu.
W czwartek, 19 kwietnia, przypada 7. rocznica wyboru papieża Benedykta XVI. Z tej okazji w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie o godz. 16.30 zostanie odprawiona uroczysta Msza św. dziękczynna za siódmy rok pontyfikatu Ojca Świętego. Mszy św. koncelebrowanej przez Episkopat Polski będzie przewodniczył abp Celestino Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce.
Benedykt XVI również w tym tygodniu obchodził 85. urodziny. Joseph Ratzinger przyszedł na świat 16 kwietnia 1927 r. w Marktl am Inn (Niemcy). Został wyświęcony na kapłana 29 czerwca 1951 r., z kolei 28 maja 1977 r. konsekrowany na biskupa – arcybiskupa München und Freising. 27 czerwca 1977 r. kreowany kardynałem. Był przewodniczącym Międzynarodowej Komisji Teologicznej Kurii Rzymskiej (od 25 listopada 1981 r.) i prefektem Kongregacji Nauki Wiary (od 25 listopada 1981 r.). Od 30 listopada 2002 r. był również dziekanem Kolegium Kardynałów Kurii Rzymskiej. Wybrany na papieża 19 kwietnia 2005 r. Zainaugurował pontyfikat 24 kwietnia 2005 r.
W 2005 r. biskupi polscy zadecydowali, że co roku 29 czerwca, w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, będzie obchodzony Dzień Papieski, poświęcony aktualnie urzędującemu papieżowi. W roku 2012, zgodnie z sugestią Nuncjusza Apostolskiego, szczególnymi modlitwami papież Benedykt XVI zostanie objęty 19 kwietnia, dokładnie w dniu wyboru na Następcę św. Piotra.
Źródło:
www.episkopat.pl
Zobacz także:
Bp Wojciech Polak o Święcie Papieskim w 7. rocznicę wyboru Ojca Świętego Benedykta XVI
***
To była Wielka Sobota
Nasz Dziennik, 2012-04-14
Brat Księdza Prałata, Papież Benedykt XVI, właśnie obchodzi swoje 85.
urodziny. Kiedy 16 kwietnia 1927 r. w Marktl przyszedł na świat, Ksiądz Prałat
miał zaledwie trzy lata. Czy mimo to udało się Księdzu zachować jakieś
wspomnienia z tamtego dnia?
– To była Wielka Sobota. Na zewnątrz panował przejmujący chłód, leżało jeszcze
mnóstwo śniegu. Pamiętam tylko, że w pewnym momencie obudziłem się i
zorientowałem, że leżę w łóżku zupełnie sam. Nie byłem do tego przyzwyczajony,
ponieważ zazwyczaj obok mnie spali moi rodzice oraz siostra. Jednakże tej nocy,
a może były to już wczesne godziny poranne, zostałem w łóżku całkiem sam. Nikt
mnie nie obudził, jak to zwykle bywało, natomiast za zamkniętymi drzwiami
usłyszałem odgłosy gorączkowej krzątaniny, ktoś głośno rozmawiał. Gdy
rozpoznałem głos ojca, zawołałem: "Tato, chcę wstać!". Ale on odpowiedział:
"Nie, musisz jeszcze poczekać. Dzisiaj rano przyszedł do nas mały chłopiec!".
Wtedy nie do końca wiedziałem, co się stało. Ale po kilku dniach ja również
mogłem zobaczyć mojego małego braciszka Josepha. Był bardzo kruchy i delikatny.
W jakiej rodzinie narodził się przyszły Papież?
– Byliśmy szczęśliwą rodziną, której życie naznaczone było głęboką wiarą naszych
rodziców. Ojciec był raczej poważnym, milczącym i surowym mężczyzną, co
rekompensowała nam swoim ciepłem oraz serdecznością nasza matka – kobieta
niezwykle praktyczna, zaradna i wszechstronna, potrafiąca sobie poradzić w
każdej sytuacji. Poza tym żyliśmy dość prosto. Dorastaliśmy w bardzo skromnych
warunkach, ponieważ pensja żandarma, którym był ojciec, nie wystarczała na
wiele. Jednak rodzice bardzo zwracali uwagę na to, żebyśmy wyglądali porządnie.
Skromność mojego Brata, jego umiejętność cieszenia się z małych rzeczy, wzięła
się właśnie z tamtego okresu.
Byliście dobrymi uczniami?
– Joseph od samego początku był świetnym uczniem. Muszę przyznać, że lepszym ode
mnie. Kiedyś, gdy byłem już w seminarium, mama napisała mi w liście, że należał
do trojga najlepszych uczniów w gimnazjum. Nie był pierwszy tylko dlatego, że
miał trochę gorsze wyniki z gimnastyki i rysunku. Ale w innych przedmiotach był
zawsze prymusem.
Czy zdarzało się Wam płatać figle swoim nauczycielom?
– Oczywiście, że tak, podobnie zresztą jak innym chłopcom w naszym wieku. Ale
niestety nie mogę nic o tym więcej opowiedzieć, ponieważ z racji różnicy wieku
między nami chodziliśmy do dwóch różnych klas.
Kłóciliście się czasem?
– Jeśli już, to tylko o drobiazgi. Ogólnie można powiedzieć, że byliśmy jednym
sercem i jedną duszą.
Jakie były ulubione potrawy małego Josepha?
– Uwielbiał potrawy mączne, które wspaniale przyrządzała nasza matka: pyszne
kluski na parze, naleśniki oraz omlety.
O jakich zawodach marzyliście jako dzieci?
– Chęć służby Bogu przy ołtarzu i zamiar wstąpienia do seminarium dojrzewały w
nas obu w bardzo naturalny sposób. Ukształtowała nas głęboka duchowość naszej
rodziny oraz to, że obaj byliśmy ministrantami. Toteż nie mieliśmy żadnych
wątpliwości, że jest to droga, którą chcemy pójść. Jeśli chodzi o mojego Brata,
chciałbym tu przypomnieć jeszcze jedną piękną historię. Kiedy miał cztery lata,
do Tittmoning, miasta, w którym wówczas mieszkaliśmy, przybył z wizytą
duszpasterską arcybiskup Monachium ks. kard. Michael von Faulhaber. Zrobił on
tak duże wrażenie na małym Josephie, że ten uroczyście nam oświadczył: "Kiedyś
też zostanę kardynałem!". Co prawda kilka miesięcy później mieliśmy w domu
malarza, który pracował tak sprawnie, że Joseph powiedział z podziwem: "Też
kiedyś będę malarzem!", a to oczywiście dwa bardzo oddalone od siebie zawody.
Ale wówczas miał jeszcze mnóstwo czasu, aby rozeznać swoje powołanie.
Zastanawiał się Ksiądz Prałat nad tym, jaki wpływ wywarł na swojego
młodszego Brata?
– Z pewnością jest tak, że ze względu na to, iż jestem starszy, szedłem niejako
przed nim, również wtedy gdy poczułem powołanie do kapłaństwa i rozpocząłem
naukę w arcybiskupiej szkole seminaryjnej, do której trzy lata później wstąpił
również mój Brat. Z powodu wojny studia teologiczne rozpoczęliśmy już w tym
samym czasie. Również razem przed ponad sześćdziesięcioma laty przyjęliśmy
święcenia kapłańskie. Jednak już w okresie studiów teologicznych uwidoczniły się
nasze różne uzdolnienia i zainteresowania – w jego przypadku naukową teologią,
natomiast w moim – muzyką.
Co zaliczyłby Ksiądz Prałat do najpiękniejszych wspomnień związanych ze
swoim Bratem?
– Mam wiele pięknych wspomnień z naszego dzieciństwa i z młodości. Do
niezapomnianych chwil należą z całą pewnością święta Bożego Narodzenia spędzane
w kręgu rodzinnym lub ponowne spotkanie po wojnie. Jednak momentem kulminacyjnym
naszego życia jest bez wątpienia dzień wspólnych święceń kapłańskich w katedrze
we Fryzyndze.
W 1981 r. Jan Paweł II mianował ks. Josepha Ratzingera prefektem
Kongregacji Nauki Wiary. Oznaczało to dla Was, przywiązanych do siebie braci,
ból rozłąki. Kiedy Joseph został wybrany na Papieża, Ksiądz Prałat stwierdził,
że początkowo czuł przygnębienie, ponieważ Wasze kontakty będą jeszcze rzadsze.
A jak Ksiądz Prałat radzi sobie z tym teraz?
– To prawda, kiedy dowiedziałem się o jego wyborze na Papieża, byłem trochę
przygnębiony. W końcu Joseph gruntownie zaplanował swoją emeryturę i zamierzał
częściej bywać w Ratyzbonie, w swoim domu w Pentling. Ale z upływem czasu
pogodziłem się z tym, że Pan Bóg miał wobec niego inne plany, z czego oczywiście
również bardzo się cieszę.
Jak więc dzisiaj wyglądają Wasze kontakty?
– To on dzwoni do mnie regularnie, ponieważ jemu dużo łatwiej dotrzeć do mnie
niż odwrotnie. Ja przecież nie wiem, jaki punkt porządku dnia jest w danym
momencie u niego realizowany lub też jaką ważną osobę akurat przyjmuje. Tak więc
on do mnie dzwoni, a ja czekam na jego telefon. Oprócz tego odwiedzam go kilka
razy w roku w Rzymie lub, tak jak teraz, w jego letniej rezydencji w Castel
Gandolfo.
Spędzacie wówczas dużo czasu razem?
– Tyle, na ile pozwala szczelnie zaplanowany dzień pracy mojego Brata Papieża. W
każdym razie rano o godz. 7.00 wspólnie odprawiamy Mszę św. w jego prywatnej
kaplicy, odmawiamy modlitwę brewiarzową i jemy śniadanie. Potem rozstajemy się i
każdy idzie do swoich zajęć. Latem o godz. 16.00 odmawiamy Brewiarz, a później
spacerujemy po ogrodach Watykanu lub Castel Gandolfo. O godz. 19.30 jest
kolacja, a o 20.00 oglądamy wspólnie wiadomości. Potem odmawiamy Kompletę –
ostatnią modlitwę Liturgii Godzin, którą Papież kończy swój dzień pracy. Po niej
zazwyczaj siadamy w salonie i trochę rozmawiamy.
Odkąd Ksiądz Prałat ma problemy z oczami, Papież czyta modlitwę
brewiarzową na głos. Za to Ksiądz Prałat gra mu na organach. Zgadza się, prawda?
– Tak, Joseph odmawia Brewiarz głośno, ponieważ ja sam nie mogę już samodzielnie
czytać. Wieczorami, przed snem, prosi mnie czasem, żebym mu coś zagrał. I wtedy
gram mu na organach jakąś pieśń kościelną lub ludową, a czasem kołysankę. Lub
też, kiedy są święta Bożego Narodzenia, jakąś kolędę, tak jak to akurat wypada.
Czy po wyborze na Papieża Ksiądz Prałat nadal zwraca się do swojego
Brata po imieniu?
– Oczywiście, że tak! Wszystkie inne formy brzmiałyby nienaturalnie.
Jak obchodzone były w Waszej rodzinie urodziny poszczególnych osób?
– Nie świętowaliśmy urodzin w jakiś szczególny sposób. Większą wagę
przywiązywaliśmy za to do imienin.
Ale zamierza Ksiądz Prałat 16 kwietnia odwiedzić Brata i osobiście
złożyć mu życzenia?
– Ależ oczywiście, w tym ważnym dniu będę w Rzymie. Bardzo się cieszę, że będę
mógł znów zobaczyć mojego Brata. Poza tym na 19 kwietnia zaplanowany jest w
Watykanie wielki koncert na jego cześć, w którym razem weźmiemy udział. Z całą
pewnością będzie pięknie.
Czego życzy Ksiądz Prałat swojemu Bratu na przyszłość?
– Żeby cieszył się dobrym zdrowiem i mógł jak najdłużej dobrze i bez przeszkód
wypełniać posługę Następcy św. Piotra.
Dziękuję za rozmowę.
Michael Hesemann jest niemieckim historykiem i publicystą specjalizującym się
w historii Kościoła. Autor wielu publikacji i bestsellerów, m.in. "Jan Paweł II
Wielki", "Pius XII wobec Hitlera" czy "Chusta z Krwią Chrystusa".
