Największa wartość prezydenta

"Największą wartością w Polsce jest drobny biznes, który walczy skutecznie
o własne szanse" – takie wyznanie złożył we wtorek prezydent Bronisław
Komorowski na spotkaniu z przedsiębiorcami z Powiatowej Izby Gospodarczej w
Sochaczewie.

Co za górnolotna deklaracja! I jak bardzo współbrzmiąca z działaniami, które
podejmują prezydenccy koledzy z rządu Donalda Tuska. Z co najmniej równą głowie
państwa żarliwością podnieśli już podatek VAT i składkę rentową. Z obietnic
ograniczania biurokracji i barier w gospodarce wywiązują się tak bardzo, że
Polska wciąż znajduje się na szarym końcu listy państw o przejrzystych regułach
prowadzenia biznesu. Kres funkcjonowaniu różnych interpretacji przepisów
podatkowych przez urzędy skarbowe muszą nadal kłaść dopiero orzeczenia
Naczelnego Sądu Administracyjnego. Urzędnicy niższych szczebli coraz częściej
umilają przedsiębiorcom prowadzenie biznesu niezapowiadanymi wizytami, nie
wiadomo dlaczego nazywanymi kontrolami. Co przy tym znaczą problemy z
kredytowaniem działalności gospodarczej…

Nic to, że zagraniczne hipermarkety i inne koncerny skutecznie unikają
płacenia podatków albo płacą je w nieznacznej części. Na wezwanie prezydenta:
"Tak jest ten świat zbudowany, że musimy uczyć się konkurowania", małe firmy
staną w szranki, płacąc wszystkie daniny i składki. Po takiej zachęcie głowy
państwa strumień podatków od ich działalności zasypie nawet dziurę w polskim
budżecie niedopilnowanym przez ministra Rostowskiego i wielomiliardowe
zadłużenie, niewinny wynik eksperymentów Donalda Tuska. Ba, gdy ekspert biznesu
z Belwederu mówi, że w Polsce mamy niższe koszty pracy, to wartościowy polski
biznes jeszcze bardziej zwiększy zatrudnienie, by przed następnymi wyborami
kolegom z rządu nie zarzucano, że wyrzucają rodaków za granicę w poszukiwaniu
pracy.

Cóż, drobny biznes, który w takich warunkach "walczy skutecznie o własne
szanse", to rzeczywiście wielka wartość, a gdy jeszcze docenia ją prezydent,
szczęście przedsiębiorców nie powinno mieć granic… Jednak realia zwykłego dnia
jakoś dziwnie odbiegają od lotnych słów głowy państwa. Jak tu wywieźć towar na
eksport, gdy autostrad nie ma, a kierowcy nie dają rady omijać radarów na
wąskich drogach w małych miejscowościach? Żeby choć pociągiem… Ale te
spóźniają się albo mają problemy z rozkładem… Paliwo też coraz droższe, a
prezydent każe konkurować…

To śmiałe wezwanie, zwłaszcza jak na kogoś, kto nie rozumie albo nie chce
zrozumieć, że na swój sukces przedsiębiorcy zapracowali pomimo nieudolnych
rządów polityków, którzy przywłaszczają sobie splendor i profity z dokonań
małych i dużych firm. A jak dużo by osiągnęli, gdyby nie musieli ciągle zmagać
się ze skutkami zaniedbań rządzących?

 

Mariusz Bober

drukuj