Najpoważniejsze zaniechania w śledztwie smoleńskim
Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik części rodzin smoleńskich:
Największe zaniechanie państwa polskiego to brak przeprowadzenia sekcji
zwłok. Jest to skandal, dramat. Nie wiem, na co czeka prokuratura. Czy ktoś tu
nie popełnił przestępstwa z art. 231 kk [przekroczenie uprawnień lub
niedopełnienie obowiązków]? Katastrofa zdarzyła się na terenie obcego państwa i
pierwszym podejrzanym są jego funkcjonariusze. Jak można było nie powielić ich
czynności. Po powrocie zwłok do Polski należało sprawdzić, czy są to te zwłoki i
jakie są na nich obrażenia, i jak one powstały.
Druga kwestia to całkowity brak pomocy ze strony najwyższych struktur państwa
polskiego: premiera, ministra spraw zagranicznych, ministra sprawiedliwości. Oni
wszyscy wykazują całkowite désintéressement w tej sprawie i wystawianie
prokuratury. Przy całym szacunku polski prokurator generalny jest w obrocie
międzynarodowym nikim i stąd osiąga efekty na miarę tej pozycji.
Wreszcie zastosowano sprzeczny z prawem porządek prawny do badania tej
katastrofy, co ma efekt taki, że prokuratura musiała czekać na wyniki badań MAK,
potem komisji Millera, zamiast zastosować od razu przepisy wojskowe z 1993 roku.
To nie może być swobodne uznanie pana premiera czy pana Edmunda Klicha, że
lepszy jest załącznik 13 do konwencji chicagowskiej, skoro jest prawo, które
mówi inaczej. Gdyby śledztwo odbywało się według porządku wojskowego, tak jak to
się działo przez pierwsze trzy dni po katastrofie, to mielibyśmy pełne
możliwości udziału strony polskiej we wszystkich czynnościach, czego nie
kwestionowała strona rosyjska. Zostało to zaprzepaszczone. Niewielki jest
pożytek z działań prokuratury na miejscu. Pojechała z siłami znacznie większymi
niż osiągnięte efekty. Kto podjął decyzję, że główny dowód – wrak – zostaje w
Rosji? To skandal, że protokół oględzin wraku sporządza się półtora roku po
zdarzeniu. Prokuratura powinna od początku samodzielnie pozyskiwać dowody, a nie
za pośrednictwem komisji Millera czy MAK. Należało przypilnować czarnych
skrzynek i odczytać je w Polsce.
Jest więc wiele zaniedbań. Czasami rodzi się pytanie, czy to jest nasze
śledztwo czy rosyjskie, i kto w związku z tym powinien być bardziej w nie
zaangażowany.
Profesor Krystyna Pawłowicz, konstytucjonalista, wykładowca
Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego:
To śledztwo to jedno wielkie nieporozumienie i wszystko jest pogmatwane.
Sprawia wrażenie świadomego mącenia. Doszło do podstawowych zaniedbań:
prokuratura godzi się na działania bez podstaw prawnych, nie ma w Polsce wraku,
odrzucane są wnioski rodzin o ekshumację ich najbliższych. Wszystko to polega na
oczekiwaniu i tuszowaniu. Jest bałagan, z którego obywatele niewiele mogą
zrozumieć: Czym różni się dochodzenie komisji Millera od dochodzenia
prokuratury? Co robi prokuratura wojskowa, a co cywilna? Kto tak naprawdę
prowadzi śledztwo? Taki splot nieprawdopodobnych nieporozumień. Ja sama
straciłam orientację. Nawet za pięć groszy nie ufam tym instytucjom. W tym
zamęcie informacyjnym nie można sobie wyrobić zdania w tej sprawie.
Mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik m.in. Ewy Błasik, wdowy po gen.
Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych, który zginął na Siewiernym:
Po pierwsze, źle skompletowano skład prokuratorów. Nie było jasne, kto to
postępowanie prowadzi. Nie zbudowano na samym początku profesjonalnego zespołu
prokuratorów wojskowych i cywilnych. Po drugie, oddano inicjatywę stronie
rosyjskiej. Przecież na początku byliśmy dopuszczeni do czynności śledztwa
rosyjskiego i tego nie wykorzystano. Zamiast iść tym torem i starać się być w
śledztwie rosyjskim jak najbardziej aktywnym, to odstąpiono od tego.
Z drugiej strony zaufanie do Rosjan było zbyt duże. To przejawiało się choćby
tym, że nie zrobiono w Polsce sekcji zwłok. Pierwsza ekshumacja miała miejsce
dopiero półtora roku po katastrofie.
Profesor Piotr Kruszyński, karnista, UW:
Uważam, że prokuratura zbyt mało konsekwentnie domagała się od prokuratury
rosyjskiej współdziałania, to jest przekazywania dowodów. Szczególnie
skandaliczna jest sprawa z wrakiem, który jest wciąż w posiadaniu strony
rosyjskiej. Większość pozostałych dowodów, w tym dokumentów, jest też w Rosji.
Rozumiem, że są to delikatne sprawy, bo gospodarzem tego śledztwa jest jednak
Rosja. Nie możemy do niczego zmusić Rosjan, ale na styku procedury karnej i
prawa międzynarodowego publicznego funkcjonują pewne zasady, są przepisy o
międzynarodowych zespołach śledczych, o pomocy prawnej.
Prokuratorzy starali się, ale czynili to zbyt mało stanowczo. To mi się w
działaniach polskiej prokuratury wojskowej nie podoba. W ogóle uważam, że
oddzielna prokuratura wojskowa to relikt z czasów, gdy była jeszcze zasadnicza
służba wojskowa. Obecnie nie jest ona do niczego potrzebna. To marnowanie
pieniędzy budżetowych, a wszystkimi sprawami może zajmować się prokuratura
powszechna.
Wiesław Johann, obrońca w procesach politycznych w latach 80., sędzia
Trybunału Konstytucyjnego w latach 1997-2006:
Wiem o śledztwie smoleńskim tyle, ile donosi prasa, między innymi "Nasz
Dziennik". Prokuratura prowadzi postępowanie według kodeksu postępowania
karnego. Jest też zespół parlamentarny pod kierunkiem ministra Macierewicza,
starający się dociec prawdy obiektywnej. A ona nierzadko bardzo różni się od
prawdy procesowej.
Dla mnie podstawową kwestią jest sprawa wraku, który znajduje się na terenie
Rosji. W każdej sprawie podstawową rolę odgrywa dowód rzeczowy, gdyż jest on
najbardziej obiektywny. Poddany ocenie ekspertów może być bardzo cenny. Polscy
prokuratorzy nie mieli możliwości zlecić swoim biegłym odpowiednich badań:
chemicznych, fizycznych, izotopowych itd. To, co się dzieje teraz, prawie dwa
lata po wypadku, nie ma już takiego znaczenia.
not. PF
