Najlepsza konstytucja dla świata

Z JE ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko- -kamieńskim,
rozmawia Sławomir Jagodziński

Nasza Ojczyzna – jak zauważył w ogłoszonym niedawno dokumencie
społecznym Episkopat Polski – jest w momencie przełomowym. Rozwojowi zagraża
wielki kryzys wartości. Wiąże się to z dobrze zaplanowanym budzeniem
antychrześcijańskich, antyklerykalnych demonów przeszłości. Komu służy dziś
wzniecanie wojny z Kościołem? Po co to rządowi?

– To jest rzeczywiście dobre pytanie: po co to rządowi? I komu to służy? Czemuś
jednak służy, skoro następuje to właśnie teraz, w momencie dużych napięć
społecznych, gdy trwają liczne protesty, nieskuteczne są tzw. konsultacje
społeczne prowadzone przez rząd, w dziesiątkach miast organizowane są marsze, a
nawet podejmowane głodówki w Krakowie i w Warszawie. Przedziwny jest upór strony
rządowej w wyciszaniu tematu katastrofy smoleńskiej. To wzbudza reakcję
społeczną. Takie działania społeczne zawsze mają w sobie coś w rodzaju gestu
rejtanowskiego, gdy wyczerpują się tzw. środki zwyczajne dialogu społecznego, a
Naród jest przekonany, iż o pewnych sprawach nie wolno przestać mówić i wołać,
bo są one nie tylko ważne, ale i konieczne. Zaprzestanie wołania o tych sprawach
byłoby sprzeniewierzeniem się Narodowi, jego dotychczasowym dziejom i jego
przyszłości. Byłaby to więc zdrada narodowego interesu. Okazuje się, że także
obecne pokolenie ma w sobie to wyczucie spraw najważniejszych.
Wśród tych spraw są i świętość życia, i trwałość rodziny, i wolność każdej osoby
z prawami z tej wolności wynikającymi, i suwerenność Narodu jako wspólnoty
wolnych osób we własnym państwie. Jest tutaj również prawo do swobodnego i
bezpiecznego (szczególnie ze strony przepisów prawnych oraz ich stosowania)
prowadzenia własnego przedsiębiorstwa, prawo do wolności słowa i wymiany
poglądów, prawo do korzystania z możliwości rozwoju technicznego, a także szereg
innych. To są wartości ewangeliczne, ale nie dlatego, że są to tzw. prawdy
objawione (wtedy byłaby to przestrzeń wiary), lecz z uwagi na rozumne poznanie
człowieka i świata. Chodzi tu więc o naturalną, czyli dla wszystkich dostępną i
przez wszystkich akceptowalną rozumność życia osobistego, rodzinnego i
społecznego. O taki system wartości warto się upominać, bo to jest jedyna
bezpieczna konstytucja dla świata. Wiele z tych obszarów jest dzisiaj w Polsce
odbieranych społecznie jako zagrożonych w swojej stabilności, stąd wołanie do
rządzących. Oby zechcieli je usłyszeć.

Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o fenomenie wychodzenia ludzi na ulice w
marszach w obronie życia ludzkiego, w obronie katolickiej Telewizji Trwam. Czy
jest to początek ruchu społecznego, który zmieni jakościowo rzeczywistość
naszego życia państwowego, narodowego?

– Najważniejsze, że ludzie mówią i że stają razem. To zawsze daje nadzieję. Tym
bardziej że w tych marszach chodzi o prawa katolików. Ten obszar zaczął być
traktowany, jakby podlegał państwowej reglamentacji i specjalnym ograniczeniom.
Jakby korzystanie z tych praw przez katolików czymś groziło. Jakby chodziło co
najmniej o nadmierną dostępność alkoholu w środowisku nieletnich i
niedojrzałych. A tu chodzi o normalność. Korzystanie przez katolików ze
zwyczajnych praw obywatelskich to są podstawowe zasady normalnego funkcjonowania
życia społecznego, którego nam się jednak nie chce umożliwić. To przykre, że
ministrowie naszego państwa potrafią jeszcze (a może – znowu?) takimi
kategoriami rozumować. Przecież ponad 2 miliony podpisanych głosów to prawie
formalne referendum.

Warto zwrócić uwagę na bardzo duży udział młodych ludzi w inicjatywach w
obronie wolności mediów i katolickich wartości…

– Młode pokolenie zawsze ma do zaoferowania starszym określoną świeżość myślenia
i działania. Tak było, jest i będzie. Poza tym młodzież ogólnie zawsze jest
bardziej ideowa niż starsi. Dlatego jest taka krytyczna. Jest wśród młodych
ludzi dużo osób bardzo inteligentnych, świetnie wykształconych, otwartych, a
jednocześnie po prostu dobrych i szukających dobra. Warto im pozwalać na różne
inicjatywy. Przecież szczeciński Marsz dla Życia, największy w Polsce, jest
przygotowywany głównie przez młodych ludzi z Civitas Christiana, z pomocą
starszych, także duszpasterzy, ale główne pomysły są od młodych. Miał zupełną
rację bł. Jan Paweł II, gdy mówił, że oni są nadzieją Kościoła. W tym roku –
kalendarzowo licząc – przypada dokładnie dwa tysiące lat, jak dwunastoletni
Jezus pozostał po świętach w Jerozolimie, a Rodzice tego nie zauważyli. Trzy dni
Go szukali, wreszcie znaleźli Go w świątyni, prowadzącego dysputę z uczonymi
teologami żydowskimi. Jego pytania były dla nich bardzo zaskakujące i
inspirujące, bo byli zadziwieni Jego mądrością i odpowiedziami. Warto więc
zadbać, by młodzież była w świątyni, i pozwolić jej na wniesienie swoich odczuć,
z zachowaniem oczywiście porządku rzeczy sacrum i profanum. Warto zawierzyć Bogu
także dzisiejszą młodzież.

Ekscelencjo, obecny rok jest niezwykle wyjątkowy dla Kościoła
szczecińsko-kamieńskiego ze względu na kilka ważnych jubileuszy: 40 lat
powstania diecezji, 25 lat od pamiętnej wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II, 20
lat metropolii. To ważne rocznice, szczególnie w kontekście powojennej historii
tych ziem.

– Przede wszystkim, powiedzmy sobie szczerze, nie są to rocznice wielkie w
porównaniu z wielowiekową historią najstarszych diecezji na terytorium Polski.
Obecne struktury Kościoła katolickiego na ziemiach nad Odrą i Bałtykiem są to
struktury powojenne, a więc proporcjonalnie bardzo młode. Tym bardziej jednak
takie rocznice, dość okrągłe, nie tylko cieszą, ale nabierają dodatkowego
znaczenia duchowego. Są z jednej strony okazją do podsumowań oraz do
dziękczynienia Bogu, i w tym sensie jest to okazja do świętowania, z drugiej
strony inspirują do bardziej intensywnego zaangażowania duchowieństwa oraz
wiernych świeckich w sprawy Kościoła, w sprawy ewangelizacji w obecnym, ciągle
zmieniającym się pokoleniu, i w tym sensie jest to dodatkowy impuls do
umacniania nadziei w działaniu.
W powojennej historii naszej ziemi obecność i dzieło Kościoła jest nie do
przecenienia z racji bardzo bolesnych ran duchowych i materialnych tego
terytorium po przejściu frontu w 1945 roku (wiele z tych ran jest, niestety, do
dzisiaj jeszcze niezagojonych), a jeszcze bardziej z racji dodatkowych zranień,
z jakimi przesiedlono na te ziemie tysiące polskich rodzin wypędzonych ze
Wschodu. W pewnym zakresie nakłada się na tę sytuację dobrowolna wprawdzie, ale
zawsze zostawiająca jakieś ślady powojenna migracja zarobkowa wielu osób z
obecnej Polski Centralnej. Jest też zauważalna grupa rodzin ukraińskich i
łemkowskich przesiedlonych tutaj po 1947 roku. Gdy do tego doda się tzw. osoby
oddelegowane służbowo na te ziemie z uwagi na pełnione funkcje państwowe po 1945
roku, to całość ukazuje niezwykle dynamiczną, ale też skomplikowaną
rzeczywistość socjologiczną i kulturową, w tym także religijną, naszego terenu.
Dlatego głoszona tutaj Ewangelia, sprawowane sakramenty święte, obecność
kapłanów, regularna Msza Święta, otwarte kościoły – to wszystko pozwalało
kolejnym pokoleniom duchowo i kulturowo wrastać w tę ziemię i powoli traktować
ją wreszcie jak swoją. Stąd też rocznica powstania diecezji jako stałej
struktury duszpasterskiej w miejsce administratury apostolskiej jako struktury
tymczasowej ma swoje znaczenie nie tylko w wymiarze duszpasterskim. Podobnie
dwudziesta rocznica powstania metropolii szczecińsko-kamieńskiej. Myślę, że w
tych doświadczeniach należy także szukać źródła pewnego "opanowania
duszpasterskiego" w kontekście obecnych migracji zarobkowych, które odciskają
piętno na bardzo wielu rodzinach. Dziejowym wydarzeniem dla miasta i regionu
stała się również z tych względów historyczna wizyta Jana Pawła II w Szczecinie
dokładnie 25 lat temu, w roku 1987.

Matką kościołów całej diecezji jest katedra. Tę w Szczecinie 30 lat temu
konsekrował ks. abp Kazimierz Majdański, którego zasługi dla rodziny trudno
przecenić nie tylko w skali polskiej, ale i ogólnokościelnej. Czego możemy uczyć
się od tego zasłużonego pasterza w dobie globalnego ataku na małżeństwo i
rodzinę?

– Odbudowa katedry szczecińskiej, czyli historycznego kościoła pw. św. Jakuba
Apostoła, rozpoczęła się dopiero w roku 1972, gdy została utworzona diecezja
szczecińsko-kamieńska, a posługę biskupią podjął pierwszy biskup tej diecezji
Jerzy Stroba, późniejszy arcybiskup metropolita poznański. Wcześniej bowiem był
absolutny zakaz odbudowy świątyni, a nawet były plany całkowitego rozebrania
ruin tej pięknej świątyni, zniszczonej w czasie działań wojennych. Już sam ten
fakt pokazuje, jak długo w powojennej Polsce sprawy stabilizacji duchowej oraz
materialnej ziem nad Odrą i Bałtykiem były traktowane – powiedzmy – dość
szczególnie. W roku 1982 pierwszy etap odbudowy został zakończony i poświęcenia
katedry dokonał drugi już biskup szczecińsko-kamieński Kazimierz Majdański,
późniejszy arcybiskup.
Warto podkreślić, że lata posługiwania ks. bp. Kazimierza Majdańskiego to
niezwykle dynamiczny czas, pełen wielkich społecznych nadziei i wielkich
politycznych napięć, na czele z powstaniem "Solidarności" (w Szczecinie
Porozumienia Sierpniowe zostały podpisane dzień wcześniej niż w Gdańsku), a
przede wszystkim z latami stanu wojennego. Jednocześnie był to czas tworzenia
stabilnych struktur nowej diecezji, m.in. budowy nowego gmachu seminarium oraz
innych inwestycji. Ksiądz biskup Majdański – przy całej jego dynamice
duszpasterskiej i społecznej – bardzo aktywnie zaangażował się ponadto w swój
osobisty charyzmat, jakim stały się studia nad rodziną oraz duchowość rodziny.
Pozostały na tym polu przede wszystkim dwie sprawy: Instytut Świętej Rodziny
jako wspólnota życia konsekrowanego oraz poważne dzieło akademickie – studia nad
rodziną, które dzisiaj rozwinęło się bardziej jako nauki nad rodziną. Było to
nowatorskie w skali światowej przedsięwzięcie naukowo-dydaktyczne. W tym
zakresie mówimy o określonym wkładzie Szczecina w sprawę nie tylko teologii
małżeństwa i rodziny, ale w kwestii silnego akademickiego osadzenia spraw
rodziny w realiach i kontekstach społecznych całego jej doświadczenia w ujęciu
katolickim.
Nasze pokolenie obficie korzysta z tamtych doświadczeń, nawet o tym nie wiedząc.
Myślę też, że w naszym pokoleniu obecna jest ciągle ta sama metoda analizy
aktualnej sytuacji rodziny oraz ewangelicznego, a jednocześnie ściśle naukowego
opiniowania i programowania jej spraw. Przecież najbliższym współpracownikiem
ks. abp. Majdańskiego był już wtedy ks. bp Stanisław Stefanek, doskonale znany w
naszym pokoleniu promotor i obrońca spraw rodziny w Polsce i w całym Kościele.
Tej samej nadziei w społecznym patrzeniu na rodzinę oraz nadziei dla samej
rodziny ciągle nam bardzo potrzeba. Za mało jest w Polsce społecznej i
państwowej troski o rodzinę, a prawie wcale nie zauważa się – poza Kościołem –
zwykłej radości z każdego udanego małżeństwa i z każdej trwałej rodziny. A
przecież rodzina jest zarówno fundamentem, jak i absolutnie najlepszym
laboratorium relacji społecznych na pokolenie następne. Dlatego z takim smutkiem
patrzę na dużą nonszalancję rządzących Polską w traktowaniu tego tematu.

Przeżywamy święta Zmartwychwstania Pańskiego. Czego życzyłby Ekscelencja
Polakom z tej okazji?

– Nie lękajmy się wchodzić z Jezusem w atmosferę Ogrójca, czuwać i medytować,
aby nie przespać ważnej godziny. Nie lękajmy się z Jezusem podążać po stacjach
Jego Męki, najczęściej milcząc, ale – gdy trzeba – przywołując zasady
sprawiedliwości: jeżeli źle powiedziałem – udowodnij, co było złego, a jeżeli
dobrze – dlaczego mnie bijesz? Nie lękajmy się podążać, także jako Naród, Drogą
Krzyżową, bo na tej Drodze On jest obecny, i to On jest w stanie ponieść także
nasz krzyż. To jest Droga Życia. Całej Rodzinie Radia Maryja na czele z ojcem
Tadeuszem Rydzykiem, dyrektorem Radia Maryja, Telewizji Trwam, zespołowi
"Naszego Dziennika", ludziom innych dzieł powstałych przy Radiu Maryja życzę
wiele Bożego błogosławieństwa, radości serca, nadziei i umiejętności ciągłego
budzenia Nadziei w Zmartwychwstałym Jezusie. Jak powtarza Ojciec Dyrektor:
"Alleluja! I do przodu!". Niech Bóg Was błogosławi. Niech błogosławi Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj