Nagrania z Jaka niepewne
Z dotychczasowych relacji członków załogi samolotu Jak-40, która 10
kwietnia 2010 roku lądowała na Siewiernym przed katastrofą samolotu Tu-154M,
wynika, że z wieży trzykrotnie padła komenda zachęcająca załogi samolotów:
Jak-40, Ił-76 oraz Tu-154M do przekroczenia wysokości minimalnej 100 metrów,
zejścia do 50 metrów i odejścia w przypadku braku widoczności pasa. Taki bieg
wydarzeń opisywał technik pokładowy chor. Remigiusz Muś. Częściowo potwierdzał
je w swoich zeznaniach por. Artur Wosztyl, który twierdził, że taka komenda na
pewno padła. Ale pilot w złożonych zeznaniach swą pewność ograniczył do załogi
Tu-154M.
Według ustaleń "Naszego Dziennika", komendy te mogłyby znaleźć potwierdzenie
w nagraniu z magnetofonu z pokładu Jaka-40, ale są w nim luki. Powód? Załoga
przed lądowaniem Tu-154M wyłączyła wszystkie zbędne urządzenia. Stało się tak,
gdyż piloci nie mieli pewności, czy na lotnisku będą mogli skorzystać z
zewnętrznego agregatu prądotwórczego i woleli prowizorycznie oszczędzać
akumulatory samolotu, na wypadek gdyby musiały one wystarczyć do późniejszego
rozruchu silników maszyny.
Tak wyłączony został m.in. dodatkowy magnetofon, który mieści około sześciu
godzin nagrania. Zapisywał on wszystkie informacje pochodzące z radiostacji
dowódcy załogi statku powietrznego.
Gdyby nie jego wyłączenie, nagrane mogłyby zostać wszystkie rozmowy, które
prowadzone były w czasie postoju samolotu Jak-40 na Siewiernym. Wiadomo, że
chor. Muś prowadził nasłuch korespondencji właśnie z lewego fotela i jeszcze na
kilka minut przed katastrofą ostrzegał załogę Tu-154M o pogorszeniu widoczności
do 200 metrów.
Jak ustalił "Nasz Dziennik", na taśmie na pewno zarejestrowany został cały
lot do Smoleńska i z powrotem do Warszawy oraz tylko fragment z pobytu na płycie
Siewiernego, w którym powinny się znajdować rozmowy wieży z załogą rosyjskiego
Iła-76. Nie ma tam jednak końcowej fazy lotu Tu-154M, bo w tym momencie
magnetofon już był wyłączony.
Pytana o tę sprawę prokuratura wojskowa przyznała, że posiada nagrania z
jaka. Obecnie jest ono poddawane badaniu w Instytucie Ekspertyz Sądowych w
Krakowie. – Nośnik pokładowego rejestratora fonicznego samolotu Jak-40 został
zdjęty i zabezpieczony procesowo bezpośrednio po przylocie tego samolotu ze
Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku przez Wojskowego Prokuratora Garnizonowego w
Warszawie. Zapisy z tego rejestratora są obecnie badane przez powołanych w tym
celu biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Zapis ten zawiera
zarówno korespondencję radiową zarejestrowaną w trakcie lotu na trasie Warszawa
– Smoleńsk, jak i lotu powrotnego na trasie Smoleńsk – Warszawa – podkreślił
kpt. Marcin Maksjan z biura prasowego Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Pytany,
czy opinia publiczna pozna stenogramy z tego nagrania, zaznaczył tylko, że "w
pierwszej kolejności z opinią tą zapoznają się strony postępowania, po czym
prokurator referent śledztwa zdecyduje, czy i ewentualnie w jakim zakresie można
jej treść podać do publicznej wiadomości".
Marcin Austyn
