Nadbużańskie Wadowice
Tym, czym dla Małopolski są Wadowice, gdzie urodził się Jan Paweł II, tym
dla ziemi mazowieckiej i Podlasia jest Zuzela, rodzinna miejscowość Prymasa
Tysiąclecia, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Miejsce niezwykłe, jakby łączące
Wschód z Zachodem, Podlasie z Mazowszem. Choć od tego czasu mocno się zmieniło,
nadal pełne jest pamiątek zarówno po Prymasie, jak i po burzliwej polskiej
historii.
"Tutaj, w tej Rodzinie parafialnej podwójnie się narodziłem: z ciała i krwi mej
Matki i z Chrystusowej Krwi w sakramencie chrztu. Są to więzy potężne. Czuję się
wielkim dłużnikiem wobec ziemi, której chleb jadłem od dzieciństwa, i wobec
wszystkich, wśród których żyłem" – tak swą rodzinną ziemię wspominał podczas
wizyty 13 maja 1971 r. w rodzinnej Zuzeli Prymas Tysiąclecia. Często wracał do
niej, wspominając, jak wzrastał w niej, uczył się i przygotowywał, wówczas
jeszcze nieświadomie, do wielkich zadań, które powierzył mu Bóg.
Na styku Wschodu i Zachodu
Zuzela to niewielka wieś na pograniczu Mazowsza i Podlasia, na trasie między
Ostrowią Mazowiecką a Ciechanowcem, łącząca jakby Wschód i Zachód – Polski, i
Europy. Pierwsze wzmianki historyczne o niej pojawiają się już w XII w. po Chr.
Choć archeolodzy odkryli w pobliżu ślady hutnictwa z okresu średniowiecza, a
językoznawcy właśnie z tą aktywnością kojarzą nazwę miejscowości, pochodzącą
prawdopodobnie od słowa "żużel", to tutejsza ludność od wieków zajmowała się
głównie rolnictwem. Do dziś wioskę otaczają pola i łąki.
To tutaj właśnie 3 sierpnia 1901 r. urodził się i spędził pierwsze 9 lat
dzieciństwa Prymas Tysiąclecia. Położona obecnie na terenie Nadburzańskiego
Parku Krajobrazowego, przy zielonym, nadbużańskim szlaku turystycznym, w
malowniczym zakolu Bugu, wioska tchnie ciszą i spokojem. Na ten właśnie leniwie
płynący, wijący się zakolami Bug spoglądał przez okno, budząc się rano, mały
Stefek. "Pamiętam pierwsze po obudzeniu się wejrzenie przez okno na niedaleki
Bug, którym płynęły berliny [łodzie służące głównie do transportu towarów rzeką
– red.] ze zbożem, świecąc z daleka białym płótnem żagli. Było to dla nas
ulubione zajęcie: prosto z łóżka biegliśmy do okna, aby je zobaczyć" – wspominał
po latach, już jako Prymas Polski.
Niestety dziś nie można już oglądać "berlinów" na Bugu, bo transport przeniósł
się teraz głównie na drogi, a sama rzeka odsunęła się znacznie od wsi, którą
niegdyś bezpośrednio opływała. – Po I wojnie światowej, podczas powodzi, rzeka
zmieniła koryto, przesuwając się ok. 1 km na południe – tłumaczy ks. kan. Jerzy
Krysztopa, proboszcz parafii Zuzela, wskazując na rzekę, dziś przesłanianą przez
ogromne drzewa wyrosłe w miejscu, które wcześniej opływało jej stare koryto.
Dom i szkoła, czyli muzeum
Dziś nie ma także tzw. organistówki, w której mieszkała rodzina Wyszyńskich. –
Podczas II wojny światowej przez Zuzelę przebiegał pas graniczny między okupacją
niemiecką i sowiecką. Wysiedlono wszystkich mieszkańców i rozebrano prawie
wszystkie budynki prócz kościoła, plebanii i szkoły. W kościele Sowieci
urządzili stajnię, a na plebanii i w szkole mieszkała kadra oficerska i mieścił
się sztab dowództwa. Dlatego właśnie budynek szkoły ocalał – wspomina ksiądz
proboszcz, prowadząc nas do Muzeum Lat Dziecięcych Kardynała Stefana
Wyszyńskiego, urządzonego w jedynym ocalałym z wojennej zawieruchy budynku.
– Pod koniec lat 80. powstał pomysł, by odtworzyć w nim mieszkanie państwa
Wyszyńskich, a także klasę, w której uczył się przyszły Prymas Polski – opowiada
ks. Jerzy. Dlatego też drewniany, wiekowy dom z bali mieści z jednej strony dużą
izbę-klasę szkolną, do której uczęszczał mały Stefek, a z drugiej – dwuizbowe,
zrekonstruowane mieszkanie państwa Wyszyńskich.
Stół, krzesła, szafa, łóżka – wydawałoby się zwykły wystrój zwykłej wiejskiej
izby. Jednak ustawione przy ścianie pokoju gościnnego pianino świadczy nie tylko
o muzykalności, ale przede wszystkim o zawodzie ojca, Stanisława Wyszyńskiego –
organisty w miejscowym kościele. Zaś przystrojony rodzinny ołtarzyk z figurą
Matki Bożej mówi o wielkiej religijności rodziny, podobnie jak zawieszone na
ścianie obrazy m.in. Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej.
To przed nimi klękała rodzina Wyszyńskich do porannej i wieczornej modlitwy. –
Wspólną modlitwę prowadził ojciec – opowiada ks. proboszcz Krysztopa, dodając,
że gdy dziś oprowadza wycieczki szkolne, wiele dzieci pytanych o modlitwę
przyznaje niekiedy, że wcale jej nie odmawia, zwłaszcza wspólnie z rodzicami.
Ksiądz kardynał Wyszyński, choć przyznawał, że jako dziecko wcale nie był skory
do modlitwy, wspominał, że budząc się, zastanawiał się często, patrząc na "obie
Matki Boże", dlaczego jedna jest "czarna", a druga "biała".
Kolejną lekcją wiary dla małego Stefka była też lektura "Żywotów Świętych". To
jedyna autentyczna książka z rodzinnej biblioteczki rodziny Wyszyńskich, która
zachowała się w muzeum.
Leśna lekcja patriotyzmu
Ustawiona przy drugiej ścianie zrekonstruowana biblioteczka mówi o dbałości o
przekaz polskiej kultury i tradycji w rodzinie. Mający szlacheckie pochodzenie
ojciec Stanisław Wyszyński, nie bacząc na grożące represje, przekazywał też
synowi umiłowanie Ojczyzny i jej historii. Przypominał o tym także zawieszony na
ścianie portret księcia Józefa Poniatowskiego, m.in. dowódcy wojsk
Rzeczypospolitej walczących z armią rosyjską w obronie Konstytucji 3 Maja. O
postawie ojca świadczył też podpis pod aktem urodzenia małego Stefka, który
Stanisław Wyszyński osobiście sporządził, jako organista, i którego kopię można
obejrzeć w muzeum (oryginał znajduje się w księgach parafialnych). – Akt został
spisany w języku rosyjskim, zgodnie z obowiązującym wtedy prawem. Ale podpis
ojciec złożył w języku polskim, ryzykując w ten sposób wywózką całej rodziny na
Syberię. Świadczyło to o jego głębokim patriotyzmie – podsumowuje ks. Jerzy,
oprowadzając nas po muzeum.
Mały Stefek do końca życia zapamiętał też inną lekcję patriotyzmu, której
udzielił mu ojciec. "Nocą mój ojciec zabierał mnie nieraz w odległe lasy.
Jechało z nim zawsze razem kilku miejscowych zaufanych gospodarzy. Stawiali
krzyże na drogach i różnych kopcach" – wspominał po latach. Te "kopce" to mogiły
powstańców styczniowych. Niestety do dziś nie przetrwały drewniane krzyże
stawiane m.in. przez Stanisława Wyszyńskiego na grobach powstańców ani nawet
pamięć o tym, gdzie te "kopce" były.
Miał być maszynistą, został Prymasem
Z izby gościnnej przechodzimy do skromnej kuchni, w której spożywano wspólne
posiłki. Z niej przez sień przechodzimy do izby szkolnej, w której ścianach
naukę pobierał przez 2 lata mały Stefek. Uwagę przykuwają zwłaszcza portrety
cara Mikołaja II i jego żony oraz dwugłowy orzeł, godło imperium rosyjskiego,
przypominające o tym, że Zuzela znajdowała się wówczas pod zaborem rosyjskim.
Poddana rosyjskim rygorom szkoła dodatkowo zniechęcała małego Stefka do nauki.
Po latach wspominał sposoby, jakich używał ojciec, by zachęcić go do niej. "Gdy
nie chciałem się uczyć, mój Ojciec inną karierę mi obiecywał. Mówił: "Oddam cię
do szewca albo kupię ci świnki, będziesz pasał"". Ksiądz Prymas Wyszyński
wspominał po latach, że nie do końca te ponaglenia skutkowały, tym bardziej że
miał własne plany co do swojej przyszłości. "Ja osobiście chciałem być
maszynistą kolejowym" – wspominał.
Jednak Bóg chciał inaczej. Wzywał małego zuzelaka, by kierował kolejami losów
polskiego Kościoła. Przyszły Prymas Tysiąclecia odpowiedział na to wołanie
najpierw służbą ministranta. Symboliczna była także jego pomoc… przy budowie
nowego kościoła parafialnego, którą nadzorował jego ojciec. W tym czasie stary,
drewniany kościół z XVIII w. znajdował się już w tak złym stanie, że zdecydowano
się na budowę nowego, murowanego. Stoi do dziś, naprzeciwko Muzeum Lat
Dziecięcych, choć został gruntownie wyremontowany po II wojnie światowej. Przy
wznoszeniu jego ścian pomagał także wówczas niespełna 8-letni Stefek. "Dźwiganie
cegieł było pierwszym moim przyczynkiem do budowy kościoła, najpierw
materialnego, a dzisiaj – duchowego" – tak po latach odczytał swój wkład w
budowę świątyni.
Mały Stefek nie doczekał jednak końca budowy. W 1910 r. ojciec zdecydował się
przenieść do pracy w innej parafii, w odległym o ok. 20 km Andrzejewie. Wkrótce
potem w wyniku komplikacji przy porodzie zmarła jego matka, a kilka dni później
także nowo narodzona siostra, Zosia. To było traumatyczne przeżycie dla
9-letniego chłopca. Po tym doświadczeniu zaczął częściej zwracać się do Matki
Niebieskiej, której później zawierzył swoją posługę. Lepiej też zaczął rozumieć
swego ojca, który często modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej
Częstochowskiej w drewnianym jeszcze kościele zuzelskim. "Wiele razy znajdowałem
mojego Ojca – którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy –
właśnie tutaj, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej" – wspominał później.
Pozostała świątynia
Ten właśnie wizerunek został przeniesiony do nowej, murowanej świątyni i do dziś
można go oglądać w nawie bocznej zuzelskiego kościoła. Przeniesiona została do
niego także chrzcielnica. Z niej właśnie, jak wspominał ks. Prymas, "kapłan,
sędziwy ks. kanonik Antoni Lipowski, ówczesny duszpasterz tej parafii, czerpał
wodę chrzcielną, aby obmyć mnie i moje trzy siostry, dotychczas dzięki Bogu
żyjące".
Po wyjściu ze świątyni spoglądamy na stojący opodal pomnik Prymasa Tysiąclecia,
Nauczyciela Narodu, pobłogosławiony w czerwcu 1987 r. przez Papieża Jana Pawła
II, a kilka miesięcy później odsłonięty. Ksiądz proboszcz Jerzy Krysztopa
zaprasza na tegoroczne uroczystości związane z Prymasem Tysiąclecia – 30.
rocznicy jego śmierci (w niedzielę, dziś natomiast odbywa się tam odpust
parafialny) i 110. rocznicy urodzin (6-7 sierpnia) ks. kard. Wyszyńskiego. Przed
dwoma tygodniami odbyły się ponadto obchody 65. rocznicy jego święceń
kapłańskich.
Żegnając Zuzelę, spoglądamy na wijący się wzdłuż drogi Bug, jakby też chciał
zaprosić do odwiedzenia tej ziemi, pięknej i tak pełnej śladów Wielkiego Prymasa
i naszej historii.
Mariusz Bober
