Na Wawelu odzyskaliśmy ciągłość historyczną

Ze Stanisławem Markowskim, krakowskim artystą fotografikiem,
kompozytorem, pieśniarzem, odznaczonym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia
Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego za działalność na rzecz odzyskania
niepodległości, rozmawia Justyna Wiszniewska

Jak Pan odebrał tę nieoczekiwaną wiadomość, że prezydent Lech
Kaczyński wraz z małżonką Marią zostaną pochowani w katedrze na
Wawelu?

– Wiadomość ta nie była dla mnie zaskoczeniem, przewidywałem
to, ponieważ miałem w tym swój udział.

Jeśli tak, to proszę się przyznać, jaki…
– Po pierwszej
Mszy Świętej żałobnej odprawionej w kościele Ojców Kapucynów w Krakowie za śp.
Zbigniewa Wassermanna w grupie pogrążonych w bólu jego przyjaciół wyszliśmy
przed kościół i zadawaliśmy sobie pytanie: „Co dalej z Polską?”. Po powrocie do
domu i po nieprzespanej nocy żona rano do mnie mówi: „Staszek, słuchaj, Lech
Kaczyński powinien spocząć na Wawelu. Zrób coś!”. Fantastyczna myśl! Właściwie
chodziło mi to po głowie, jak i wielu innym moim znajomym, ale dopiero
zdecydowana postawa żony sprawiła, że zacząłem o tym myśleć poważnie.

Które środowiska Krakowa zaangażowały się w doprowadzenie do pochówku
Pary Prezydenckiej na Wawelu?

– To była inicjatywa obywatelska. Do
końca nie wiemy, czyje działania stały się iskrą. Pomysł dojrzewał w gronie
przyjaciół z różnych środowisk, m.in. z „Arcanów” – prof. Andrzej Nowak, PiS –
Ryszard Terlecki, krakowskiego oddziału IPN – Marek Lasota, Adam Kalita i inni,
jak chociażby Wojciech Marchewczyk – dziennikarz niezależny z czasów stanu
wojennego. Otrzymałem również pomoc od ks. bp. Albina Małysiaka. Pomysł dotarł
do rodziny państwa Kaczyńskich. Sam Jarosław Kaczyński, co chcę podkreślić,
nigdy o to nie zabiegał i w ogóle nie brał pod uwagę takiego scenariusza.
Rodzina myślała raczej o Powązkach… Dopiero gdy zadano mu pytanie, czy gdyby
zaproponował to ks. kard. Stanisław Dziwisz, czy wówczas przyjąłby tę
propozycję. Jarosław Kaczyński zgodził się, ale pod warunkiem, że prezydent
spocznie tam z małżonką, bo tak kiedyś postanowili. Jak już wiemy, ks. kard.
Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski, podszedł do pomysłu z olbrzymim
entuzjazmem. Jak potem mówił, wszystko przemodlił, przemyślał i zaakceptował tę
propozycję. Zanim osobiście zwróciliśmy się z prośbą do ks. kard. Dziwisza, do
mediów nastąpił przeciek, obliczony zapewne na zaprzepaszczenie tej inicjatywy,
ale się nie udało… Prezydent wraz z małżonką spoczął w Krypcie Srebrnych
Dzwonów, niedaleko Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ksiądz kardynał Stanisław
Dziwisz wyraził również zgodę na ewentualne pochowanie na Wawelu prezydenta
Ryszarda Kaczorowskiego; powstała myśl o utworzeniu tam krypty
prezydenckiej.

Dlaczego podjęli Państwo te starania z taką
determinacją?

– Można zapytać też, dlaczego Pan Bóg nas na to
naprowadził i dlaczego naprowadzał tych wszystkich Polaków na to, by stali po
14-18 godzin w kolejce przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, a następnie, by
przeszli i pochylili się przed trumnami Pary Prezydenckiej. Otóż dlatego, że
nastąpił czas przełomu, największego od czasu Sierpnia ’80. Według mnie, to jest
coś zupełnie niezwykłego. To znak przychylności Bożej po tragedii, jaka spotkała
nasz Naród, przychylności, która jednocześnie uzmysławia światu, czym był Katyń.
Z jednej strony trwamy w olbrzymim bólu i żalu, że straciliśmy dużą część nowej,
wspaniałej elity, ale z drugiej strony tragedia ta wyzwoliła w nas najlepsze
uczucia, pamięć i poczucie godności; to, co w Sierpniu ’80 obserwowałem u
stoczniowców. To, co się dzieje, to niesamowity powiew nowego ducha. Ludziom
rosną skrzydła. Wszystkim, którzy mnie pytają, dlaczego zaangażowałem się w tę
sprawę, odpowiadam: „Musimy zacząć wyżej 'latać’. Mamy przecież w godle orła w
koronie”.

W katedrze na Wawelu chowani byli najbardziej zasłużeni dla Ojczyzny
Polacy. Czym zasłużył sobie na to prezydent Lech Kaczyński?

– Po
pierwsze, prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu się to należało. Nawet gdyby nie
zginął w katastrofie, ale umarł śmiercią naturalną, też bym za tym optował. To
był pierwszy prawdziwy prezydent od 1939 r. na polskiej ziemi, bo mieliśmy
jeszcze prezydenta na emigracji. Ci, co byli przed nim, a zwłaszcza Wojciech
Jaruzelski, byli przykładem jakiejś karykatury tej funkcji, pewnego rodzaju
nadużycia dokonującego się niestety za naszym przyzwoleniem. Myślę, że był to
wielki patriota, człowiek o głębokiej formacji wynikającej z tradycji rodzinnej,
jak i religijnej, z poczuciem obowiązku. Po drugie, prezydentowi Kaczyńskiemu
tym bardziej się to należało po tym, jak zginął w misji odzyskiwania prawdy dla
Polski, w patriotycznej posłudze, którą zresztą przez cały czas oboje z małżonką
pełnili. Po trzecie, co jest może najważniejsze, Polska tego potrzebuje. Myślę,
że Jarosław Kaczyński długo bił się z myślami, czy przystać na naszą propozycję.
To nie była łatwa decyzja. Zapewne obawiał się, czy z tego powodu jego brata,
nawet już po śmierci, nie spotka znowu coś obraźliwego z uwagi na tę
wcześniejszą nagonkę. Myślę, że jego zgoda była podyktowana myśleniem o
znaczeniu tego faktu dla Polski. Najważniejsze jest dla nas to, że od ich
pogrzebu Polska już nie będzie taka sama.

Miejmy taką nadzieję…
– Zobaczy pani, że tak będzie.
Polacy muszą odzyskać godność i wiarę.

Protestów związanych z pochówkiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego
jednak nie zabrakło…

– Protestowała głównie młodzieżowa bojówka
PO. Akcja była sterowana, co osobiście miałem okazję obserwować. Pokazuje to
oblicze części naszej inteligencji, niestety cherlawej – choć to chyba nawet za
słabe określenie. W ich przypadku należy raczej mówić o antyinteligencji. To
jest jej jakaś skarlała postać, jakaś mutacja obarczona nienawiścią, potworną
pychą, poczuciem posiadania monopolu na rząd dusz. Tymczasem Polacy
zamanifestowali coś zupełnie innego i środowiska te nie mogą się z tym pogodzić.
W tym nie było i nie ma żadnej głębszej ideologii. Środowisko to jest
ideologicznie bardzo zróżnicowane – od liberalizmu, częściowo przez
konserwatyzm, aż po lewactwo. Wszystko to mieści się tam ze średnim natężeniem.
To nie są ludzie ideowi, łączy ich wspólny interes posiadania władzy na różnych
szczeblach. Ale następuje odrodzenie w świecie intelektualnym, odpadają plewy, a
to lepsze ziarno zaczyna być widoczne. Jednak przede wszystkim w ostatnich
dniach cały świat pozytywnie zaskoczyli i zachwycili tzw. zwykli Polacy
nieuczestniczący oficjalnie w życiu publicznym.

Okazało się, że zjawiska niekończących się kolejek do Sali Kolumnowej
Pałacu Prezydenckiego, tłumów na ulicach Warszawy i Krakowa nie można traktować
tylko jako płytkiej emocjonalnej reakcji, która minie. Polacy zaskakiwali
dziennikarzy niezwykle dojrzałymi wypowiedziami…
– Kiedy patrzyłem
na te twarze, myślałem: „To jest Polska”. Gdzieśmy ją zagubili, jak mogliśmy o
niej zapomnieć?! Chłopak z twarzą przedwojennego harcerza ze spokojnym
spojrzeniem mówił pięknie po polsku o sprawach osobistych i uniwersalnych, z
pełnym przekonaniem. Przedtem odstał swoje 8 godzin. Czy ci wszyscy ludzie wrócą
do tego, co było? Nie. Oni pokazali, co dla nich znaczą wartości wyższe.
Wszystko to, czego byliśmy i jesteśmy świadkami, jest istotnie związane ze
spuścizną Jana Pawła II, z tym że on tak długo sprawował ten urząd, co teraz
owocuje w formie odpowiedzialności za państwo, w miłości, patriotyzmie,
pogłębieniu wiary i… w umiejętności przyjęcia cierpienia. Staje to w opozycji
do hedonistycznych tendencji forsowanych również w Polsce, które nie są w stanie
zaakceptować problemu cierpienia, z jakim wielu Polaków z powodu tej tragedii
musi się zmierzyć. Hedoniści proponują w takich przypadkach szybko przenieść się
na tamten świat. Przyjęliśmy postawę opartą na fundamencie wiary. Nie ma w nas
nienawiści, nawet jeśli miałoby się okazać, że Rosjanie nie dopełnili jakichś
obowiązków. Nie obwiniamy również Boga i nie zadajemy tego pytania, które
stawiano nam w kontekście zbrodni katyńskiej: „Gdzie był wasz Bóg, skoro do tego
dopuścił?”. Bóg najpierw sam to na siebie przyjął, a teraz płacze z rodzinami
ofiar katastrofy.

Katedra wawelska, w której spoczął prezydent Lecz Kaczyński, to
wyjątkowe miejsce dla Polaków. W jaki sposób ono do Pana
przemawia?

– W katedrze spędziłem nie tylko wiele godzin, dni, ale
nawet wiele miesięcy; fotografowałem głównie w nocy. Wydałem dwa albumy
fotograficzne poświęcone katedrze wawelskiej. Tam jest źródło. Królowie,
święci… To nie jest wymysł, jakaś intelektualna konstrukcja, to jest namacalne
oddziaływanie historii. To właśnie tam jesteśmy w niej zatopieni dzięki
spoczywającym w katedrze królom, męczennikom, wspaniałym pisarzom, poetom,
patriotom. Katedra wawelska jest symbolem najlepszej karty polskiej historii,
pieczęcią, która jest dla nas wszystkich zobowiązaniem.

Jakie więc znaczenie ma dla nas, Polaków, pochowanie współczesnego
nam prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu?
– Jest to dla nas
zobowiązanie do kontynuowania najlepszych kart polskiej historii. To również
niesamowita zachęta pomagająca wypełnić to zobowiązanie, ona nas uskrzydla.
Polacy podejmują się ważnych spraw tylko wtedy, gdy zaczynają się „unosić”.
Kiedy pełzają po ziemi, nic dobrego nie powstaje. To – powiedziałbym – kwestia
odzyskania nadziei i wiary w siebie, połączenia przerwanej historii. Teraz nie
będzie się jej traktować jako historii podręcznikowej, oderwanej od życia, jako
tego, co kiedyś było i już nas nie dotyczy. Mało tego, fakt ten zaowocuje
świadomością, że nie można tworzyć luki pokoleniowej, że historia musi mieć
ciągłość. Rodzice, przychodząc z dziećmi do katedry wawelskiej, będą mogli im
powiedzieć: „Tu leży Marszałek Piłsudski, a tu leżą Państwo Kaczyńscy, to nasi
patrioci, wielcy bohaterowie; musicie się na nich wzorować”. Do tej pory sięgało
się do dalszej historii; z naszego pokolenia nie było już nikogo, a teraz mamy
taki skarb. Będziemy mogli powiedzieć: „Znałem go. To był wspaniały człowiek.
Mam z nim zdjęcie. Dostałem od niego order”. Mamy w ten sposób ciągłość
historyczną. To kwestia pamięci narodowej. Ona nigdy nie może wygasnąć. Do grobu
prezydenta Lecha Kaczyńskiego będą pielgrzymować Polacy, bo dla nas
najważniejsze jest odzyskanie ducha. Myślę, że Jarosław Kaczyński otrząśnie się
z tej tragedii. Jemu teraz już tylko Polska została…

Dziękuję za rozmowę.

drukuj